KONFERENCJA 5

 

         Wróćmy jeszcze do przeistoczenia. Chciałbym zacząć od fragmentu listu św. Pawła do Koryntian. Około roku 57 (kilkanaście lat po śmierci Jezusa) pisze on tak:

Udzielając tych pouczeń nie pochwalam was i za to, że schodzicie się razem nie na lepsze, ale ku gorszemu. Przede wszystkim słyszę - i po części wierzę - że zdarzają się między wami spory, gdy schodzicie się razem jako Kościół. Zresztą nawet muszą być wśród was rozdarcia, żeby się okazało, którzy są wypróbowani. Tak więc, gdy się zbieracie, nie ma u was spożywania Wieczerzy Pańskiej. Każdy bowiem już wcześniej zabiera się do własnego jedzenia, i tak się zdarza, że jeden jest głodny, podczas gdy drugi nietrzeźwy. Czyż nie macie domów, aby tam jeść i pić? Czy chcecie znieważać Boże zgromadzenie i zawstydzać tych, którzy nic nie mają? Cóż wam powiem? Czy będę was chwalił? Nie, za to was nie chwalę! Ja bowiem otrzymałem od Pana to, co wam przekazałem, że Pan Jezus tej nocy, kiedy został wydany, wziął chleb i dzięki uczyniwszy połamał i rzekł: «To jest Ciało moje za was [wydane]. Czyńcie to na moją pamiątkę». Podobnie, skończywszy wieczerzę, wziął kielich, mówiąc: «Ten kielich jest Nowym Przymierzem we Krwi mojej. Czyńcie to, ile razy pić będziecie, na moją pamiątkę».

Ilekroć bowiem spożywacie ten chleb albo pijecie kielich, śmierć Pańską głosicie, aż przyjdzie. Dlatego też kto spożywa chleb lub pije kielich Pański niegodnie, winny będzie Ciała i Krwi Pańskiej. Niech przeto człowiek baczy na siebie samego, spożywając ten chleb i pijąc z tego kielicha. Kto bowiem spożywa i pije nie zważając na Ciało [Pańskie], wyrok sobie spożywa i pije.

 

         Jak widzimy, my podczas Mszy św. używamy tych samych słów i tych samych modlitw co pierwsi chrześcijanie. Ale dlaczego ten chleb i wino są takie ważne. Otóż my wierzymy, że kiedy kapłan wypowiada te słowa, następuje PRZEISTOCZENIE. Chleb pozostaje chlebem, a wino nic nie traci ani z koloru, ani smaku. Ale jednocześnie stają się prawdziwym Ciałem i Krwią Pana Jezusa.

Stąd też troska Apostołów o godne przyjmowanie Pana Jezusa. Św. Paweł wyraźnie ostrzegał: to nie żarty! Nie wolno przyjmować Jezusa w grzechu ciężkim, bo przyjmujemy na siebie śmierć, piekło! I to - powtarzam - nie są żarty. A jak przyjrzymy się wielu ludziom, szczególnie na zachodzie, to z przerażeniem widzimy, jak prawie wszyscy przystępują do Komunii i taktują jak cukierek. Gdzieś tracimy poczucie świętości. Myślę, że to jest właśnie powodem powrotu liturgii przed soborowej. To wyraz głębokiej tęsknoty za czymś świętym, tajemniczym…

         Po przeistoczeniu wszyscy wstajemy i następuje wyznanie Tajemnicy Wiary, że Chrystus umarł na krzyżu i zmartwychwstał dla zbawienia każdego człowieka, jak wcześniej zapowiedział oraz, że na końcu czasów przyjdzie powtórnie, aby pokonać ostatecznie zło. Jest to przypomnienie: to właśnie jest ta tajemnica!

         Jeszcze jedno. Często słyszymy słowo OFIARA, np. ofiara Mszy św. Mogłoby się wydawać, że my podczas konsekracji krzyżujemy na nowo Pana Jezusa. Tak nie jest. To jest moment, który zgodnie z wolą naszego Pana, uobecnia Jego ofiarę. On nakazał; „To czyńcie na moją pamiątkę”. W tym momencie to tak, jakbyśmy stali pod krzyżem i brali udział w śmierci Pana. Warto sobie o tym przypomnieć kiedy przyjdzie moment konsekracji: nie tylko Jezus przychodzi do nas w pokornej postaci kruchego, łamliwego, delikatnego chleba, ale my otrzymujemy łaskę włączenia się w Jego ofiarę krzyża.

         Wspominałem na poprzedniej konferencji, że Modlitwa Eucharystyczna kończy się gestem podniesienia kielicha z Krwią i pateny z Ciałem Pana Jezusa. Kapłan wypowiada modlitwę zwaną DOKSOLOGIA czyli „chwała”. Jest to modlitwa wysławiająca Trójcę Świętą. Tak więc mamy 2 x Chwała: jedno duże chwała przed czytaniami, a drugie po przeistoczeniu.

         Zbliżamy się teraz do tego, co nas jednoczy na Eucharystii, mianowicie do przyjęcia Jezusa do naszych serc.

Najpierw ośmielamy się mówić do samego Boga – Ojcze nasz… Tak, jak nauczył nas Pan Jezus. OBRAZ BOGA!

         Potem kapłan modli się o to, aby Bóg zachował nas od wszelkich nieszczęść i obdarzył pokojem. Dobrze byłoby włączyć się w tę modlitwę.

         Następnie przekazujemy sobie znak pokoju. Możemy to robić w różny sposób, ale zawsze oznacza to samo: ja przekazuję Tobie znak jedności. Przebaczyłem wszystkim, lub pragnę przebaczyć. Nie chcę w sercu gniewu czy żalu. Bo znak pokoju jest znakiem wspólnoty. Przekazując go, tworzymy wspólnotę, budujemy jedno ciało, które scementuje Chrystus w Komunii św. W Starym Testamencie znakiem tym był pocałunek. Tak też było i u pierwszych chrześcijan, ale już w II w. znakiem stało się podanie ręki – jak jest i dzisiaj… W liście do Gal (2, 9) św. Paweł pisze, że na znak wspólnoty podał rękę Jakubowi, Piotrowi i Janowi.

         Warto pamiętać, aby podchodzić do tego gestu z wielkim szacunkiem i powagą. Obojętnie czy to będzie ukłon czy podanie ręki: my tworzymy jedno!

         Kiedy kapłan łamie chleb, który jest już ciałem Pana Jezusa, jedną maleńką cząstkę wrzuca do wina. Jest to znak jedności z Papieżem i całym Kościołem.

         W tym czasie, gdy celebrans odmawia modlitwy, my mówimy Baranku Boży. Modlitwa kapłana jest głęboka i piękna. Brzmi tak: „Panie Jezu Chryste, niech przyjęcie Ciała i Krwi Twojej nie ściągnie na mnie wyroku potępienia, lecz dzięki Twemu miłosierdziu niech mnie chroni oraz skutecznie leczy moją duszę i ciało”. Warto się jej nauczyć i też używać… W Starym Testamencie baranek był ofiarą składaną na ołtarzu. Św. Jan Chrzciciel, kiedy zobaczył Jezusa, powiedział do uczniów: Oto baranek Boży… Te same słowa słyszymy i my po to, abyśmy sobie uświadomili, że w tym kawałku chleba jest ten sam Jezus, który stał się dla nas barankiem: ofiarował się za nasze grzechy na ołtarzu krzyża. A my jesteśmy zaproszeni na ucztę, aby Go przyjąć do serca. Tak między nami, to trzeba powiedzieć, że byłoby idealnie przyjmować Pana Jezusa na każdej Mszy św. No, bo jak On mnie zaprasza i ja przychodzę i nie jem, to nie najlepiej wygląda…

         W ostatnim czasie pojawiło się sporo dyskusji na temat jak przyjmować Pana Jezusa. Na stojąco czy klęcząc? Do ust czy na rękę? W moim przekonaniu nie to jest istotą. Istota jest mój szacunek do Boga i wiara w Niego. Nie dajcie się zwariować. Bądźcie wolni, ale!!!! Ale pamiętajcie, ze przyjmujecie samego Jezusa, a nie cukierka.

         Bez wątpienia każdy zauważył jak po Komunii celebrans oczyszcza patenę i kielich. Robimy to dlatego, że wierzymy iż w każdej cząstce jest obecny Pan Jezus. Nie tylko w całej hostii, a w każdej cząstce. Dlatego czyści się kielich i patenę, aby nie sprofanować Ciała ani Krwi Pana Jezusa.

         Mszę św. kończy błogosławieństwo. Tak przyzwyczailiśmy się do niego, że nie ma dla nas znaczenia. Tymczasem powinniśmy skłaniać głowę na błogosławieństwo, bo udziela go nam kapłan w imieniu Boga samego. To błogosławieństwo – chociaż dotknąć go nie możemy – bierzemy ze sobą. Ono nam towarzyszy, ochrania. Ono idzie z nami…

         Chciałbym zachęcić, abyście próbowali od teraz przeżywać Eucharystię głębiej…i bardziej osobiście. I tego wam z serca życzę.

         A na dowód, że nie zawsze Eucharystia nas zmienia, oto taka sobie anegdotka:

 

Przed katedrą nowojorską pewien fabrykant mydła mówi do duchownego:

- Przez 2000 lat chrześcijaństwo niczego nie osiągnęło, naucza i naucza, a wszyscy chcą tylko pieniędzy i łatwego życia. Ludzie nie stali się lepsi.

Ksiądz wskazuje na stojącego w pobliżu chłopca z brudnymi rękoma i kolanami.

- Mydło też niczego nie osiągnęło. Wszędzie spotkać można brudnych ludzi.

- No tak, ale mydło pomaga, kiedy się je stosuje.

Kapłan przytakuje:

- No właśnie, chrześcijaństwo i wiara też!