KONFERENCJA 4

 

         Zakończyliśmy ostatnio na złożeniu darów. A propos darów, to znalazłem anegdotkę:

Jeden z proboszczów kiedyś tak powiedział pod koniec kazania: „Drodzy parafianie. Kiedy przyjrzę się zaparkowanym przed kościołem samochodom, cieszę się, że prawie nie ma w naszej parafii osób ubogich. A kiedy potem zajrzę do koszyka z tacą, również się cieszę - bo brak w niej i bogatych".

 

         Chciałbym jeszcze wrócić do poprzedniej konferencji i nawiązać jeszcze do jednego gestu. I pozwolę sobie odwołać się do św. Franciszka.  Franciszek, jak nie wiedział co robić, a potrzebował się zdecydować na coś ważnego, otwierał na chybił trafił Ewangelię i czytał, co mu Bóg chce powiedzieć. Słuchał tego Słowa Boga z wiarą i je wypełniał. My na Mszy św., kiedy mamy słuchać Ewangelii, wstajemy, robimy trzy znaki krzyża: na czole, ustach i sercu. Dlaczego trzy a nie jeden? Bo robiąc ten znak, winniśmy się modlić: Niech te słowa Ewangelii będą w moich myślach, na moich ustach i w moim sercu. To winno nam pomóc nie tylko wsłuchać się w Słowa Boga, ale przechowywać je i wypełniać! Jak to zrobiła Maryja.

         Ale kontynuujmy nasze spotkanie ze Mszą św. Po złożeniu darów z chleba i wina oraz naszych darów na ołtarzu następuje PREFACJA. W języku łacińskim, oznacza hymn pochwalny, hymn wdzięczności. Mówi się, że prefację rozumieją tylko ci, którzy umieją dziękować. Prefacja jest bowiem hymnem dziękczynienia za to wszystko, co Bóg uczynił dla naszego zbawienia. Nie, za to co zrobił dla mnie ostatnio, ale że mnie zbawił! Prefacja może być śpiewana lub czytana. Spróbujcie się wsłuchać w te słowa, które są wypowiadane przez celebransa. One właściwie nic konkretnego nie wymieniają, ale koncentrują się na Bogu i Jego działaniu. Samo słowo „prefacja” można też przetłumaczyć jako wstęp. A że wstęp jest radosny, pełen uniesienia, to czeka nas coś ważnego. Ja staram się zawsze ten moment - w sercu oczywiście - porównać do rozpoczęcia ważnego przyjęcia. Daliśmy prezent (z większą lub mniejsza radością), to teraz zacznie się uczta. I tak jest właśnie we Mszy.

         Za nim jednak kapłan odmówi lub odśpiewa prefację przypomina o tym, że Jezus jest wśród nas: „Pan z Wami” i wzywa do radości: „W górę serca” i do wspólnego dziękowania Bogu: „Dzięki składajmy Panu, Bogu naszemu”. Ważna uwaga: Od tej chwili już nie prosimy, nie przedstawiamy swych trosk: Bóg je zna, bo je złożyliśmy na ołtarzu. Pytanie jest, co robić, jak się włączyć w tę ważną modlitwę. Jak ją przeżywać? Czy tylko słuchać? Bo odmawia ją kapłan. Warto spróbować modlić się razem z celebransem czy powtarzając w sercu słowa dziękczynienia czy też samemu dziękować Bogu, jak potrafimy – też w sercu. Kiedy kończy się hymn, wszyscy śpiewamy HOSANNA, ŚWIĘTY, ŚWIĘTY !!!

         Ten hymn ma dwie części: pierwsza pochodzi od proroka Iz. 6, a druga z Mt. 11,9nn. Cały hymn odnosi się do Jezusa, a cel tłumaczy hebrajskie słowo HOSANNA – czyli „zbaw, zbawże”. To jest hymn radości. Radości z tego, że za moment tutaj, do nas przyjdzie sam Bóg! I dlatego hymn ten winien być śpiewany z radością, z tęsknotą… bo za moment spotkamy się z Jezusem. On stanie na ołtarzu. Ten hymn przypomina nam (odwołuje się) do Apokalipsy. My śpiewamy/recytujemy coś, co śpiewają/recytują aniołowie stojący wokół tronu samego Boga. Tu, na ziemi, dostąpiliśmy godności jakiej dostąpili niektórzy aniołowie w niebie.

         W czasie Eucharystii są dwa dzwonki alarmowe, takie, które nas winne budzić z uśpienia. To takie „dzwonki” przypominające, że coś ważnego się będzie za moment działo: pierwszy to obmycie rąk kapłana przy ofiarowaniu, a drugie to właśnie „hosanna". Oba gesty mówią, że od teraz, to już jestem dla Jezusa. Że od teraz jestem gotowy, czysty na spotkanie z Nim.

Oby to było zawsze prawdą.

         No i dochodzimy do centrum Eucharystii, do modlitwy eucharystycznej. I tutaj dopiero mamy ogromne bogactwo. Czy zdajemy sobie z tego sprawę? Kolejna anegdotka:

Rozmowa dwóch proboszczów na temat sposobu ożywienia życia liturgicznego w ich parafiach. Jeden z nich z wielka troską w głosie mówi:

 - Mamy teraz wyściełane ławki, zrezygnowaliśmy z klęczników, co tydzień odbywają się wykłady na aktualne tematy i dwa razy w miesiącu gra orkiestra jazzowa. Tyle tylko że kościół wcale nie jest pełniejszy. .Może mi ksiądz powiedzieć, co należałoby jeszcze zrobić?

 - Drogi księże, radziłbym spróbować z religią. Może po prostu postarać się być bardziej pobożnym? - odpowiedział drugi z kapłanów.

 

         Właśnie. Potrzeba nam wiary, ale i pobożności szczególnie, gdy zbliżamy się do centralnego momentu Eucharystii. A z czego się składa centrum Eucharystii? Zacznijmy od tego, że „Modlitw Eucharystycznych” jest 10. Nie jedna. My najczęściej słyszymy drugą. Ale ona nie jest najpiękniejsza. Przedstawię króciutko wszystkie, i pokażę na co warto zwrócić uwagę.

         Najstarszą jest Pierwsza, zwana Kanonem Rzymskim. Kształtowała się powoli, bo różnie w różnych rejonach kościoła, ale możemy powiedzieć że powstawała w okresie od IV do XIII wieku. Jest to modlitwa najbardziej rozbudowana, której towarzyszy nie tylko bogactwo tekstów, lecz także i gestów (jak np. uniesienie oczu ku górze w czasie słów konsekracji, czy bicie się w piersi w czasie modlitw wstawienniczych). Do tekstów wrócimy, jak przedstawię wszystkie modlitwy. Tę pierwszą modlitwę przeżyjemy dzisiaj podczas Mszy św.

         Druga modlitwa Eucharystyczna jest krótka i najczęściej stosowana. Jest bardzo bogata, aczkolwiek niezwykle prosta, a zarazem piękna.

         Trzecia jest nieco dłuższa. Jej używa się głównie w niedziele i my też jej w niedzielę użyjemy.

         Czwarta jest trudna. Charakterystyczne dla niej jest to, że po śpiewie Sanctus, przed konsekracją następuje piękne i bogato rozbudowane przypomnienie najważniejszych faktów z dziejów zbawienia. Jest to modlitwa czerpiąca inspirację z Biblii i myśli wschodnich Ojców Kościoła.

         Potem mamy niezmiernie piękną, bardzo konkretną modlitwę. My nazywamy ją „piątą”, ale tak naprawdę to winna nazywać się „szwajcarską”. Została napisana na kongres eucharystyczny w Szwajcarii. Jest piękna, niezwykle głęboka i wyraźnie odwołująca się do problemów współczesnych. Ma cztery możliwe formuły. PRZECZYTAĆ „C”!

         Potem mamy dwie modlitwy o tajemnicy pojednania: szczególnie druga z nich odwołując się do sytuacji egzystencjalnej człowieka, wiecznie pogrążonego w rozdarciu i wojnach, zwraca się do Ducha Świętego, z prośbą o usunięcie wszelkiej przeszkody na drodze do zgody.

         No i na koniec są modlitwy z udziałem dzieci. Ale my jesteśmy dorośli, więc sobie je podarujemy. Są one dialogowane i łatwiejsze do zrozumienia przez maluchy.

         Dużo ich, prawda? Aż głowa boli.

Spróbujmy jednak wyłuskać to, co je jednoczy i to co najważniejsze w nich.

         Schemat modlitw jest zawsze podobny. Po wstępie modlitewnym skierowanym do Boga, np.: „Zaprawdę święty jesteś Boże, źródło wszelkiej świętości….”przechodzi się do prośby o to, aby sam Bóg uświęcił i przemienił dary, które złożyliśmy na ołtarzu. I po tym następuje to, co działo się podczas Ostatniej Wieczerzy i co słyszeliśmy w opisach pierwszych Mszy, czyli wymówienie słów konsekracji: chleb i wino stają się Ciałem i Krwią Jezusa. Kiedy to nastąpi, my klęczymy w milczeniu, a kapłan pokazuje hostię i kielich. „Podniesienia” w takiej formie na początku nie było. Pojawiło się w średniowieczu, po to, aby  wszyscy mogli to, co się zadziało zobaczyć. Tak naprawdę, to powinien w naszych oczach, na naszych twarzach odbić się zachwyt. Ale my jesteśmy tak przyzwyczajeni, że nie dostrzegamy tej wielkiej przemiany. Dlatego kapłan przypomina mówiąc: „Zobaczcie, to jest tak trudne i niezrozumiałe. To jest tajemnica naszej wiary”…

         Potem jest podziękowanie za to, że Jezus za nas umarł, ale i za to, że Bóg nas wybrał, abyśmy jako ochrzczeni mogli jemu służyć. Jest modlitwa o jedność, za papieża, za naszego biskupa i za zmarłych. Ale… tam modlimy się o naszą śmierć. Czy wiecie o tym? Ile razy tego słuchaliście i nie zwróciliście uwagi na to? Zacytuję: „Prosimy Cię, zmiłuj się nad nami wszystkimi i daj nam udział w życiu wiecznym, z Najświętszą Bogurodzicą Dziewicą…”. A w piątej brzmi to jeszcze wyraźniej: „Daj także nam na końcu ziemskiego pielgrzymowania dojść do wiecznego życia, gdzie nas oczekujesz…”.

         W Pierwszej Modlitwie Eucharystycznej są wezwania świętych. I to w dwóch miejscach.

         Potem kapłan podnosi Ciało Jezusa i Jego krew i odmawia modlitwę podziękowania: „przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie…”

         W praktyce ta część zawiera bardzo dużo słów. I nie jest nam łatwo wyrwać w skupieniu. Stąd proponuję, aby mieć ze sobą książeczkę i śledzić słowa kapłana. Wykorzystać to, bo szkoda tracić te piękne modlitwy i ich głębię.

         Jaką przyjąć postawę? Myślę, że my mamy dobrze doprecyzowane co kiedy robimy. Postawa klęcząca, to postawa pokory. Stojąca, szacunku i gotowości, a siedząca zasłuchania i skupienia. Która najlepsza? Zawsze będzie dyskusja. Oto dowód:

       Jezuita siedzi w parku, odmawia brewiarz i pali papierosa. Obok przechodzi franciszkanin zdumiewając się takim stanem rzeczy. Nawiązuje się rozmowa, czy wolno palić przy modlitwie. Wreszcie decydują się zapytać swoich przełożonych. Nieco później spotykają się znowu. Jezuita znowu siedzi na ławce, modli się i pali.

Franciszkanin:

 - Mój przełożony powiedział, że modlitwa to święta czynność i nie powinno się przy niej palić.

Jezuita:

- A ja zapytałem mojego przełożonego, czy paląc, mogę się modlić.