KONFERENCJA 3

 

         Każda Msza św. oprócz rozpoczęcia i rozesłania, składa się jeszcze z dwóch części: Stołu Słowa i Stołu Eucharystii. Teraz Stół Słowa.

         Właściwie to tę część Eucharystii znamy na pamięć. Składają się na nią dwa czytania plus Ewangelia. Tak się - upraszczając - mówi. Ale w rzeczywistości ta część Mszy jest o wiele głębsza. Bo jest i Psalm i aklamacja przed Ewangelią. Potem jest jeszcze kazanie, wyznanie wiary, a kończy całość tzw. modlitwa wiernych.

         A teraz kilka ważnych uwag. Zawsze, w niedzielę, kiedy są dwa czytania, pierwsze czytanie pochodzi ze Starego Testamentu. Łączy się wyraźnie z Ewangelią. Warto się wsłuchać w to, co lektor czyta. Drugie jest zawsze z Nowego testamentu. Są to na ogół listy pisane do pierwszych chrześcijan. Listy dające wiele do myślenia. Ja stosuję taka metodę, że przed Mszą św. czytam czytania. Przychodzę i już wiem o czym będzie. Jest mi łatwiej słuchać i łatwiej zapamiętać. Niekiedy jeszcze po Mszy szybko zaglądam do czytań, aby „nie umknęły”. Jest jeszcze jedna uwaga. Warto je czytać i znaleźć zdanie, które jakoś każdego z nas osobiści, konkretnie mnie uderza, do mnie dociera. Zapisać je i co jakiś czas wracać do niego. Czasami jest tak, że właśnie takie zdanie potrafi nas przeprowadzić przez cały dzień. Ale i daje nam światło w trudnych chwilach. Ponadto nadaje sens naszemu życiu i działaniu.

         Po czytaniach następuje homilia lub kazanie. Na ogół używamy tych słów zamiennie, ale jest różnica. W ramach kazania sprawujący Eucharystię może poruszyć najróżniejsze kwestie, np. odnieść się do aktualnych wydarzeń na świecie, omawiać kwestie społeczne (bo do nich jest też powołany Kościół. Choć niektórzy próbują wmówić, że kwestie społeczne to polityka…), wytłumaczyć wiernym znaczenie jakiegoś obrzędu liturgicznego albo nawiązać bezpośrednio do okoliczności, w jakich Msza jest sprawowana np. ślub, pogrzeb, itd. A homilia jest specyficznym rodzajem kazania, w którym przewodniczący Eucharystii objaśnia fragmenty Pisma Św. przytoczone danego dnia w ramach liturgii czytań czy - jak to nazwałem - Stołu Słowa. Z kazaniami i homiliami jest trudność. Nie łatwo je mówić. Oto dowody:

Pewnego proboszcza złościło, że jeden z wieśniaków ciągle zasypia podczas kazania. Nie namyślając się długo, zaoferował wnukowi śpiocha 2 euro, jeśli w stosownym momencie szturchnie dziadka w bok.

Przez cztery niedziele wszystko było dobrze. Ale w piątą wieśniak znowu zapadł W drzemkę, a siedzący obok niego wnuk nawet nie drgnął.

- Co się stało? - pyta duchowny chłopca po nabożeństwie. - Przecież płacę ci regularnie, żebyś...

- Mój dziadek - nie daje dokończyć mu malec - daje mi 4 euro, jeśli pozwalam mu się przespać...

 

W mieście uniwersyteckim wiekowy kościelny wprowadził trzystopniową skalę oceny homilii, jakich musiał wysłuchać w wykonaniu młodych adeptów teologii.

Najlepsza ocena brzmiała: „Będzie ksiądz trąbą Bożą".

- Druga, najwidoczniej najczęstszy wyraz uznania: „Jestem zbudowany".

Natomiast po kiepskim występie słychać było słowa pociechy: „Dobry dobór pieśni".

No i jak powinno wyglądać? Trochę tak:

Pewnemu duchownemu przekazano przed homilią list zamierający jedno jedyne słowo: „dureń". Opowiedział o tym zebranym parafianom, po czym stwierdził: „Znam wiele przykładów na to, że ktoś, pisząc list, zapomni go podpisać. W tym wypadku jednak stało się odwrotnie, list zawiera podpis, lecz żadnej treści".

 

         Po kazaniu wyznajemy wiarę. Wyznanie wiary, które mówimy wspólnie, jest stare. Pochodzi z roku 381. Nazywa się „Nicejsko-konstatynopolitańskie”. Dłuższa nazwa dla odróżnienia wyznania wiary nicejskiego z roku 325 zwanego też „apostolskim”, które odmawiamy w pacierzu, czy przy różańcu. Wyznanie wiary po słuchaniu Słowa Bożego jest o tyle istotne, że kiedyś nikt kto nie był w pełni włączony w Kościół, nie mógł uczestniczyć w dalszej części liturgii. Np. mający pokutę w tym momencie, przed rozpoczęciem wyznania wiary, opuszczali zgromadzenie wiernych i świątynię. Teraz, w naszych współczesnych czasach, dalej wszyscy uczestniczymy w liturgii. Nie zawsze jesteśmy świadomi wagi tego momentu. Dla chrześcijan pierwszych wieków było to wyróżnienie. Znak ich żywej relacji z Bogiem. A dla nas? Warto sobie uświadomić, że podczas mówienia - chociaż ja wolałbym nazwać ten moment proklamowaniem, przyznawaniem się do wiary - każdy z nas mówi i przypomina sobie w co tak naprawdę wierzy. Jednocześnie jest to przyznanie się publiczne do wiary. Pan Jezus powiedział, że kto się do Niego przyzna, do tego i On się przyzna. Bo przecież głośne odmówienie „wierzę” jest jak potwierdzenie, że ja wierzę w Boga, że ja jestem chrześcijaninem. Zresztą, nie wiem czy wszyscy wiedzą, ale kiedy ksiądz obejmuje urząd np. proboszcza, to też musi wyznać wiarę. Podobnie i w naszym zakonie, każdy przełożony. Tylko wierzący może pełnić odpowiednie funkcje. Pamiętajmy o tym, kiedy odmawiamy wierzę.

Tę część Mszy św., tj. Liturgię Słowa kończy modlitwa wiernych: kilka wezwań, w których polecamy Bogu najważniejsze sprawy. Sprawy dotyczące Kościoła, ojczyzny. Zawsze jest wezwanie za zmarłych. Pamiętacie, Jezus powiedział, że tam gdzie dwóch lub trzech wspólnie o coś prosi, On to da. Dlatego warto w tym momencie przypomnieć i swoje własne intencje. Rzadko się o tym pamięta podczas Eucharystii. Pięknie by było, gdyby czytający zostawiał chwile ciszy na wypowiedzenie naszych, prywatnych modlitw. Ale, że nie jest to zawsze możliwe, pamiętajcie o tym momencie i wielkiej okazji, by wspólnie prosić w naszych prywatnych, osobistych potrzebach.

 

         I przechodzimy do trzeciej części, a raczej do jej początku, a mianowicie do ofiarowania darów. To ważny moment. Widzimy ministrantów przynoszących kielich, patenę z hostią, wodę i wino. W niedzielę śpiewamy, więc nie słychać modlitw, ale w dzień powszedni można usłyszeć, jak kapłan dziękuje Bogu za chleb, za wino i prosi, aby Bóg przyjął je i sprawił, aby chleb i wino stały się dla nas pokarmem i napojem na życie wieczne. Słowa są bardzo głębokie i piękne: „Błogosławiony jesteś Panie Boże wszechświata, bo dzięki Twojej hojności otrzymaliśmy chleb, który jest owocem ziemi i pracy rąk ludzkich; Tobie go przynosimy, aby stał się chlebem życia”. Podobnie i wino, by stało się „dla nas napojem duchowym”. Moment ofiarowania jest wzięty z ostatniej wieczerzy. To był fragment przeżywania uroczystości Paschy przez Żydów. To zrobił też Pan Jezus z apostołami w Wieczerniku. Warto jednak sobie uświadomić, że sam Pan Jezus, jako Żyd, uczestniczył w ich ofiarach w świątyni. Tam składano ofiary całopalne ze zwierząt, ptactwa. Np. na Paschę zabijano baranka, co praktykuje do dzisiaj np. Kościół w Grecji. Po zakończeniu Paschy w kościołach, gdzieś koło północy całe rodziny idą piec baranka. Wracając do Jezusa i Żydów, to mieli też ofiary z chleba (tzw. chleby pokładne), warzyw, pierwocin zbóż. Wszystko to było przynoszone do świątyni i składane na ołtarzu i palone. Po ostatniej Wieczerzy pierwotny Kościół przyjął - jako formę ofiary - to, co my obecnie przeżywamy. Zresztą czytałem wczoraj fragmenty pism pierwszych chrześcijan. Słyszeliście, jak się to odbywało.

         I jeszcze jedno. Zauważyliście, że do kielicha wlewa kapłan zawsze kroplę, albo kilka kropel wody. Nie jest to po to, aby wino rozrzedzić, jak opowiadają w kawałach. Ale po to, aby pokazać, że my w Jezusie mamy stać się jedno, jak ta woda, która rozpływa się, zmienia w wino. Tak my mamy trwać od tego momentu w Jezusie. Mamy być jedną całością.

         W tym samym czasie zbiera się ofiarę. W pierwotnym Kościele ludzie przynosili co mieli, aby podzielić się z biedniejszymi od siebie. Ponadto składano dziesięcinę ze wszystkiego: zarobków, płodów rolnych… na utrzymanie swojej wspólnoty parafialnej i ubogich. Dzisiaj została tylko namiastka tego. Ale pamiętajmy, że jest to nasz gest miłości. Że to my wszyscy utrzymujemy Kościół i pomagamy biednym. To nie jest dla księdza, a na utrzymanie Kościoła.

         Przy okazji warto w tym momencie nie tylko myśleć o wrzuceniu czegoś na tacę, ale o ponownym ofiarowaniu na ołtarzu, wraz z chlebem i winem, tego z czym przyszedłem do kościoła: moich intencji. To ofiarowanie darów jest ostatnim dzwonkiem, aby to zrobić. Ktoś mi powiedział, że to anioł stróż zanosi na ołtarz. A niekiedy jest bardzo smutny, bo nie ma co zanieść. Nie ma w nas wdzięczności, ale i przegapiamy ten moment.

         Jest jeszcze jeden ważny element tej części: obmycie rąk. Dokonuje się tego nie dlatego, że kapłan jest brudny, ale po to, aby jeszcze raz uświadomić, że teraz winniśmy być naprawdę czyści, bo przychodzi do nas sam Bóg. Jest to jakby rytualne obmycie przed czymś najważniejszym. Piękna i wymowna jest modlitwa, którą kapłan szepce przy obmyciu: „Obmyj mnie Pani z mojej winy i oczyść z grzechu mojego”. Nie jest to jeszcze jeden akt pokuty, ale dla samego kapłana przypomnienie, że teraz to już nie bajka. Teraz to spotkanie z samym Najwyższym.

         Wszystko kończy modlitwa. Ciekawa. Bo kapłan wzywa, abyśmy się modlili, by Pan Bóg przyjął jego i naszą/waszą ofiarę… A więc to nie tylko kapłan ją składa, ale każdy obecny. To jest nasza wspólna ofiara…

         Po tym przechodzimy do kolejnej części Mszy św. tzw. Stołu Eucharystii. Ale o tym w w następnej konferencji.