KONFERENCJA 2

 

         Rozpoczynamy „rozgryzać” Eucharystię czyli nasze dziękczynienie.

         Najpierw odpowiedzi na dwa często pojawiające się pytania.

         Dlaczego obowiązek niedzielnego uczestnictwa? Bo niedziela to początek tygodnia lub koniec, jak kto woli…  I jest za co dziękować i o co prosić. Oprócz tego jest kwestia anoreksji. Tak, anoreksji, jeśli mamy szczęście. Chodzi mi o anoreksję wiary. Bo tak sobie myślę, że jeśli nie jem miesiąc to słabnę, tracę siły, i staję się anorektykiem. Jeśli dwa, umieram. Analogicznie jest z wiarą. Jeśli jej nie karmię, to powoli staje się anorektyczna, a potem umiera… Dlatego potrzebna nam modlitwa i to ta wspólnotowa a nie indywidualna. Ponadto, na Mszy możemy słuchać Słowa i przyjąć Jezusa do naszych serc. I On nas zmienia w siebie…

         No i drugie pytanie, dlaczego Msza trwa tak długo? To pytanie stawiają tylko ludzie zachodu, którzy nie byli na wschodnich obrzędach Eucharystii, którą przeżywa się na stojąco i trwa minimum 2 godziny, a średnia to trzy. Ja myślę, że odpowiedzią mogłaby być następująca anegdota:

Pewnego dnia rabin pyta:

- Dlaczego tak szybko kończysz modlitwę? Z Bogiem należy rozmawiać długo.

Herszl z Ostropola, znany kawalarz, odpowiedział: - Dziwi was to, rabbi? Wy musicie dziękować Bogu za tak wiele: za wasze złoto, srebro, piękny dom, cenne dywany i piękne meble, biżuterię drogie kamienie, za rasowe rumaki i posiadłości ziemskie, za młodą żonę i liczną służbę, i tak dalej... Zanim wszystko wyliczycie, mija pół dnia. A ja za co mam dziękować? Stara żona, parę głodnych dzieci, chuda koza - i już skończyłem!

 

         No i Msza. Spróbuje to uprościć i powiedzieć tak, aby łatwiej było ją zrozumieć i przeżyć.

         Pierwsza sprawa, to struktura Mszy św. Aby było łatwiej zrozumieć co się dzieje, warto znać strukturę Mszy. Podzielimy ją na 4 części. Taki ‚prywatny” podział dla nas. Ściąga.

         Najpierw jest powitanie i przygotowanie do wspólnej modlitwy i ofiary. Potem siadamy i słuchamy, co Bóg w czytaniach ma nam do powiedzenia. Po czym następuje homilia, kazanie czyli komentarz kapłana. Następnie ma miejsce Modlitwa Eucharystyczna, po zakończeniu której przyjmujemy Jezusa do naszych serc. No i na koniec się żegnamy. Tyle. Czyli: powitanie, słuchanie, jedzenie i pożegnanie. Dokładnie, „profesjonalnie”  można by to rozpisać następująco:

 

1. Obrzędy wstępne

  • Śpiew na wejście
  • Pozdrowienie ołtarza i zgromadzonego ludu
  • Akt pokutny
  • Wezwanie Chrystusa
  • Hymn: Chwała na wysokości Bogu
  • Kolekta

 

2. Liturgia Słowa

  • Pierwsze czytanie
  • Psalm responsoryjny
  • Drugie czytanie
  • Aklamacja przed ewangelią
  • Ewangelia
  • Kazanie lub homilia
  • Wyznanie wiary – Credo
  • Modlitwa wiernych (powszechna)

 

3. Liturgia Eucharystyczna

  • Przygotowanie darów
  • Modlitwa nad darami
  • Modlitwa eucharystyczna:
  • Dziękczynienie (wyraża się ono zwłaszcza w prefacji)
  • Aklamacja
  • Epikleza
  • Opowiadanie o ustanowieniu Eucharystii i Konsekracja
  • Anamneza
  • Ofiarowanie
  • Modlitwy wstawiennicze
  • Końcowa doksologia
  • Obrzędy Komunii Świętej:
  • Modlitwa Pańska
  • Obrzęd pokoju
  • Łamanie Chleba
  • Baranku Boży
  • Komunia Święta
  • Dziękczynienie
  • Modlitwa po komunii

 

4. Obrzędy zakończenia

  • Kapłańskie pozdrowienie i błogosławieństwo
  • Rozesłanie wiernych

 

Przyjrzyjmy się powoli całej Mszy.

         Jak już wspomniałem, pierwsza część to powitanie i przygotowanie. Polega na tym samym, co dzieje się na jakimś bardzo, ale to bardzo ważnym i poważnym, dystyngowanym przyjęciu. Jeśli będziecie zaproszeni na jakiś bankiet do królewskiej rodziny, to schemat będzie taki sam. Ktoś was przywita, powie, że się cieszy z waszej obecności, wskaże miejsca, podsunie krzesła, itd. Tak naprawdę na początku Mszy dzieją podobne rzeczy. Różnica polega na randze spotkania. My nie jesteśmy na kolacji z jakimś królem czy papieżem. Nie. Jesteśmy na spotkaniu z samym Bogiem. To już jest inna półka… Tylko często nie zdajemy sobie z tego sprawy.

         Mówiłem już o przygotowaniu się do Mszy. Za nim się ona zacznie, my wchodzimy do kościoła. Prawda, to nie te czasy, kiedy przed wejściem stali specjalnie do tego przeznaczeni chrześcijanie i nie każdego wpuszczali… Teraz każdy może wejść. W grzechu czy bez. Nikt tego nie sprawdza. Jednak kiedy przekraczamy próg kościoła, natrafiamy na wodę święconą. Ona jest po to, aby nam m.in. przypomnieć o naszym chrzcie. Kiedy się żegnam wodą święconą, to często przypominam sobie słowa Boga, które do Jezusa na chrzcie, ale i do każdego z nas skierował: „to jest mój syn umiłowany, na którym mi zależy”, „to jest moja ukochana córka…”. Warto te słowa sobie mówić, kiedy wchodzimy do kościoła. To oznacza prawdę, że byle jakimi gośćmi to nie jesteśmy.

         Początek Eucharystii to znak krzyża. Nota bene, kiedy czynimy znak krzyża na początku Mszy, to podejmujemy decyzję, że od tej chwili nic się dla nas nie liczy: tylko spotkanie z Bogiem. Obojętnie co by nam do głowy przychodziło, to jest to spotkanie z Bogiem i Jemu chcemy ten czas poświecić. I ten fakt, trzeba sobie koniecznie na początku każdej Eucharystii przypominać.

         Potem jest pozdrowienie: „Pan z wami”. To nie tylko takie pobożne „dzień dobry”. To informacja, że jest nas więcej niż 2-3, a więc Pan jest pośród nas! Warto czasami sobie uświadomić, że nie jesteśmy sami! I stąd odpowiedź, radosna: „Tak, i z duchem twoim”, tj. z tobą też!

To powitanie ma jeszcze jedną rolę: ono oznacza dobrze życzyć drugiemu. Niech Bóg będzie z tobą podczas modlitwy. Czy my sobie dobrze życzymy? Czy tak jak w anegdocie:

W Dzień Pojednania Icek spotyka w synagodze swojego konkurenta Herszla. Chcąc zawrzeć z nim pokój, wyciąga do niego rękę i mówi:

  • Życzę ci tego samego, co i ty mnie życzysz!
  • Znowu zaczynasz? - odpowiada obrażony Herszel…

Kiedy na jakimś ważnym przyjęciu się przywitamy, zostajemy sobie przedstawieni i idziemy do stołu. Kiedyś, przed tym krokiem, trzeba było obmyć ręce a niekiedy i nogi. Teraz, na ogół jesteśmy czyści na zewnątrz. Nawet pachnący. Ale co w środku? W sercu? Jak tam z czystością? A jako, że nie zawsze jesteśmy w porządku, to dlatego, po przywitaniu, rozpoczynamy przygotowanie bezpośrednie. Do przedstawienie się. Jednym słowem, następuje wezwanie do wyznania grzechów. Zawsze jest, a przynajmniej powinna być, chwila milczenia i nie po to, aby robić rachunek sumienia, ale uświadomić sobie, że ja jednak jestem tylko człowiekiem, kimś słabym, popełniającym błędy i grzechy, czyli grzesznikiem. Pamiętacie z 1 komunii, jak zdawaliśmy katechizm? Przy definicji grzechu są dwa warunki: ma być świadomy i dobrowolny. A jeśli jest w ważnej sprawie, to grzech jest ciężki. Ciężkie grzechy gładzi spowiedź. Ale ten żal za grzechy, jeśli płynie z serca, gładzi grzechy powszednie. Dlatego cała wspólnota woła o przebaczenie. A kapłan kończy modlitwą: „Niech Bóg się zmiłuje nad nami i odpuściwszy nam grzechy doprowadzi nas do życia wiecznego”. Ten akt skruchy, powtarzam, gładzi nasze powszednie grzechy! Po nim możemy przystąpić do Komunii, jeśli nie mamy grzechów ciężkich.

         Po czym śpiewamy „Panie zmiłuj się nad nami”. Nie jest to powtórzenie tego samego. Drugi raz nie przepraszamy. Jest to wyrażenie radości, że wiemy, że Pan Bóg nam przebaczył i że możemy Go z czystym sercem spotkać.

         W święta i niedziele odmawiamy lub śpiewamy hymn „Chwała na wysokości Bogu”. To ważny hymn: stary, ale warto czasami pomyśleć co my tam wychwalamy. Dlatego na zadanie domowe proszę, abyście go pomedytowali… By od dzisiaj już nie było tak, że chwalicie Boga i nawet o tym nie wiecie. Gorzej, nie wiecie za co…. Nota bene, to piękny hymn! I stary.

         Cały ten wstęp kończy się wezwaniem: Módlmy się i modlitwą. Wato wsłuchać się w tę modlitwę. Ona jest co niedzielę inna. Dotyka tego, co najważniejsze w naszym życiu. Rzadko jej słuchamy, a szkoda.

Po niej są czytania, ale to już w kolejnej konferencji.

         I jeszcze jedno. Intencja. Kapłan zawsze - to jest tylko zwyczaj nie przymus - odczytuje intencję Mszy. Gdyby coś źle przeczytał, to i tak odprawiana jest intencja osoby zamawiającej. Mówię to po, abyście nie mieli skrupułów. Czy jest odczytana czy nie, odprawiana jest w intencji zamówionej. Chyba, że odczyta ksiądz całkowicie inną intencję. Warto wtedy zapytać, co się stało. Mogła to być pomyłka polegająca na błędnym odczytaniu. Generalnie jednak kapłan odprawia w intencji wyznaczonej…