konferencja 2:

 

Tę konferencję chciałbym oprzeć na dwóch bardzo ważnych, wręcz istotnych dla naszej wiary, fragmentach. Mam nadzieję, że nie zrobię za dużej rewolucji w waszych głowach. Pierwszy to Mk 7, 14-23:

 

„Potem przywołał znowu tłum do siebie i rzekł do niego: «Słuchajcie Mnie, wszyscy, i zrozumcie! Nic nie wchodzi z zewnątrz w człowieka, co mogłoby uczynić go nieczystym; lecz to, co wychodzi z człowieka, to czyni człowieka nieczystym. «Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha!» Gdy się oddalił od tłumu i wszedł do domu, uczniowie pytali Go o tę przypowieść. Odpowiedział im: «I wy tak niepojętni jesteście? Nie rozumiecie, że nic z tego, co z zewnątrz wchodzi w człowieka, nie może uczynić go nieczystym; bo nie wchodzi do jego serca, lecz do żołądka, i zostaje wydalone na zewnątrz». Tak uznał wszystkie potrawy za czyste. I mówił dalej: «Co wychodzi z człowieka, to czyni go nieczystym. Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa,  cudzołóstwa,  chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. Całe to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym»”.

 

Czyli nie to co na zewnątrz jest najważniejsze. Oczywiście to, co na zewnątrz, jak  np.  nasze  ubranie,  zachowanie,  uśmiech  jest  ważne,  bo  to  element ewangelizacji i świadectwa, ale to nie jest najważniejsze. Istotą jest serce: to, co z niego wychodzi. A wychodzi na zewnątrz to, co w nim mam… Nie będziemy się koncentrowali tyle na zewnętrznej stronie naszej wiary, ile na wewnętrznej, na tej istotnej. Ale szczegóły za chwilę.

 

Najpierw drugi fragment, też ze św. Pawła: Tes 5, 1-6, 23

 

„Nie  potrzeba  wam,  bracia,  pisać  o  czasach  i  chwilach. Sami bowiem dokładnie wiecie, że dzień Pański przyjdzie tak, jak złodziej w nocy. Kiedy bowiem będą mówić: «Pokój i bezpieczeństwo» - tak niespodzianie przyjdzie na nich zagłada, jak bóle na brzemienną, i nie ujdą. Ale wy, bracia, nie jesteście w ciemnościach, aby ów dzień miał was zaskoczyć jak złodziej. Wszyscy wy bowiem jesteście synami światłości i synami dnia. Nie jesteśmy synami nocy ani ciemności. Nie śpijmy przeto jak inni, ale czuwajmy i bądźmy trzeźwi! Sam Bóg pokoju niech was całkowicie uświęca, aby nienaruszony duch wasz, dusza i ciało bez zarzutu zachowały się na przyjście Pana naszego Jezusa Chrystusa.”

 

 

Od tego potrzebujemy zacząć. Kim my jesteśmy? Jaki właściwie jest człowiek? Współczesna psychologia mówi o tym, że mamy trzy wymiary: ciało-psyche i ducha… Ten duch przez ateistyczną psychologię może być różnie rozumiany, ale sfera duchowa jest brana pod uwagę tak w praktycznej medycynie, jak i w psychoterapii. 

 

Czyli człowiek to torcik/pacyfka:

-  przenikanie się sfer

-  ich ważność

-  rozliczenie się ze wszystkich darów…

 

Dlaczego  chcę,  abyśmy  skoncentrowali  się  na  sobie?  Co  mną  kieruje: Psychologizm? Egoizm?  Powiem  od  razu  i  mocno:  NIE! Kieruje mną odpowiedzialność za to, co dostałem od Pana Boga i co mam rozwijać!

Chcę was  zachęcić  do skoncentrowania  na  sobie,  ale  nie  po  to,  abyście stali się egoistami, ale po to, abyście będąc mocni, kochali mocno i szczerze drugiego człowieka. 

 

I dwa cytaty: 

 

Gal 5,14:

"Bo całe Prawo wypełnia się w tym jednym nakazie: Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego. A jeśli u was jeden drugiego kąsa i pożera, baczcie, byście się wzajemnie nie zjedli.”

 

J 12, 24:

"Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie  obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity".

 

Zobaczcie. Będziesz miłował bliźniego JAK a nie ZAMIAST! I to jest pierwszy przekaz. A drugi cytat mówi wprost: ziarno ma obumrzeć i przynieść plony. Aby ziarno przyniosło plon ma być zdrowe, zadbane i tylko takie może przynieść plon. Jeśli wy, ziarna pszeniczne, zaniedbacie siebie, będziecie nadgnili, to nawet jeśli sami wrzucicie się w ziemie, to nie przyniesiecie plonu, ale zbutwiejecie… 

 

Mam nadzieje, że to jest jasne. Zadaniem naszym jest stanięcie w POKORZE i odpowiedzenie sobie: jakie dary otrzymałem od Boga. Co On mi dał, abym tym się dzielił z innymi. Bo to, że mi dał, nie ulega wątpliwości. Jeśli nie dostrzegam nic, to znaczy, że po uszy siedzę w PYSZE… 

 

Dlatego chciałbym, abyście  rozwinęli  dzisiaj  skrzydła:  oba!!!!  Nie  jedno!!!  Wzięli  kartki  i  w POKORZE wypisali w czym jesteście dobrzy i jakie są wasze słabe strony…

 

Nikt tego nie będzie sprawdzał. To jest dla was. Potrzebujemy nie tylko ZAAKCEPTOWAĆ,  ale  i  POKOCHAĆ  swoje  plusy  i  minusy.  Minusy są potrzebne, bo pozwalają nam służyć sobie wzajemnie: ja innym w tym, co posiadam mocnego, a inni mnie w tym, czego mi brakuje. W takiej postawie nie ma miejsca na zazdrość czy kąsanie jeden drugiego…

 

Na tym nie koniec. Chciałbym zaproponować, abyście dostrzegli jeszcze jedną kwestię waszego piękna. Chodzi mi o coś, co pokazywał Pan Jezus i czego uczył, a czego my -współcześni chrześcijanie w ogóle nie dostrzegamy…

 

Chodzi o nasze potrzeby i emocje/uczucia. Zobaczcie - jeśli coś się nie będzie zgadzało, to krzyczcie - Pan Jezus nie wstydził się uczuć. PŁAKAŁ przy uczniach, irytował się na Piotra (Odejdź ode mnie szatanie), wpadł w GNIEW i wyrzucił  handlarzy  ze  świątyni…  Akceptował  STRACH  (Mt  8,  27-33), WSPÓŁCZUŁ głodnym, chorym… ale i potrafił iść na uczty, w gościnę… A co najgorsze - to gorszące, co powiem - dbał o odpoczynek :)

 

A my? Czy my wiemy, co czujemy? Co przeżywamy?  Czy  potrafimy  nazwać  nasze  emocje?

 

Czy wiemy, że gdy ich nie dopuszczamy do siebie, to sobie szkodzimy? (np. złość a zmęczenie, depresja…) Czy potrafimy nazwać nasze potrzeby? Bo Apostołowie je mieli, ale nie radzili sobie z nimi. Chcieli być ważni i nawet mamę podpuścili, aby im coś u Pana Jezusa

załatwiła. A Jezus uczył ich to nazywać i tłumaczył co z tym robić.

 

Z tym was teraz zostawiam. Zastanówcie się: na ile rzeczywiście słuchacie i naśladujecie Jezusa, Jego przykład, Jego rady? Czy tylko koncentrujecie się na nakazach?