konferencja 1:

 

Zanim  zacznę  pierwszą  konferencję,  to  chciałbym  jedną  kwestię wyjaśnić. To, co będę mówił będzie oparte na moich doświadczeniach, wiedzy i modlitwie. Pierwsza konferencja będzie pobożna, ale pozostałe już nie. Jednak wszystko, o czym będę mówił, opieram na głębokiej wierze. I nawet, jeśli bezpośrednio nie mówię o Bogu, to proszę pamiętać, że On w tym wszystkim jest.

 

Wczoraj  powiedziałem,  iż  stawiam  sobie  za  cel  przygotowanie  do Wielkanocy i dobre przeżycie postu. Ale tak naprawdę to moim pragnieniem jest zaszczepienie w was głębi naszej wiary. Wiary, która winna dotyczyć całego człowieka. Powinna go przenikać, a człowiek winien prawdziwie nią żyć i kierować się w życiu. My ludzie, przeżywamy rożne chwile: radosne, ale i smutne. Łatwe i trudne. Jednym słowem, życie jest pełne problemów, a my często uważamy, że nasze problemy, trudności są czymś nowym. Kiedyś było lepiej, a teraz przez tę wolność, technikę, złych ludzi wszystko się psuje. 

 

Kilka lat temu wpadł mi ręce list jakiegoś rzymskiego patrycjusza, który pisał w I w. przed Ch. do swego przyjaciela, skarżąc się na upadek obyczajów, rozpasanie młodzieży, itd. Sokrates, który zmarł w 399 r. przed Ch. napisał: „Dzisiejsza młodzież lubuje się w zbytku, je żarłocznie, nie szanuje starszych, lekceważy autorytety i tyranizuje nauczycieli”. Czyli narzekał na to samo, na co i my narzekamy w naszych czasach. 

 

Chciałbym tu pokazać, że przyczyny dramatów, w naszym chrześcijańskim rozumieniu, są nieco inne. A to, że mówię do chrześcijan, daje mi pokój wewnętrzny. Zaczynam od pokazania przyczyn trudności w naszym życiu po to, aby przejść w kolejnych konferencjach do pozytywnego spojrzenia i praktycznych uwag. Jednym słowem spróbuję odpowiedzieć na pytanie, dlaczego jesteśmy tak bardzo pogubieni w naszym życiu.

 

Aby  ułatwić  sprawę  proponuję  rozpocząć  od  tekstu  tłumaczącego większość naszych problemów, naszego życiowego i moralnego pogubienia. I zrobię to w formie krótkiej, chrześcijańskiej katechezy. 

 

Wszyscy znamy opis stworzenia. Jakby ktoś go nie pamięta, to proszę się nie martwić - Rdz. 2,16; 3, 1-19. Adam i Ewa żyli w raju. Wszystko było dobrze i pięknie. Rozmawiali z Bogiem i wiedzieli, że Bóg ich kocha. Aby uchronić ich od błędów dał im nawet radę, polecenie: wszystko możecie jeść, ale z jednego drzewa nie, bo ono niesie śmierć. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie szatan.

 

"Pan Bóg wziął zatem człowieka i umieścił go w ogrodzie Eden, aby uprawiał go i doglądał. A przy tym Pan Bóg dał człowiekowi taki rozkaz: «Z wszelkiego drzewa tego ogrodu możesz spożywać według upodobania; ale z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeść, bo gdy z niego spożyjesz, niechybnie umrzesz». A wąż był bardziej przebiegły niż wszystkie zwierzęta lądowe, które Pan Bóg stworzył. On to rzekł do niewiasty: «Czy rzeczywiście Bóg powiedział: Nie jedzcie owoców ze wszystkich drzew tego ogrodu?» Niewiasta  odpowiedziała  wężowi:  «Owoce  z  drzew  tego  ogrodu  jeść możemy, tylko o owocach z drzewa, które jest w środku ogrodu, Bóg powiedział: Nie wolno wam jeść z niego, a nawet go dotykać, abyście nie pomarli». Wtedy rzekł wąż do niewiasty: «Na pewno nie umrzecie! Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło». Wtedy niewiasta spostrzegła, że drzewo to ma owoce dobre do jedzenia, że jest ono rozkoszą dla oczu i że owoce tego drzewa nadają się do zdobycia wiedzy. Zerwała zatem z niego owoc, skosztowała i dała swemu mężowi, który był z nią: a on zjadł. A wtedy otworzyły się im obojgu oczy i poznali, że są nadzy; spletli więc gałązki figowe i zrobili sobie przepaski.  Gdy zaś mężczyzna i jego żona usłyszeli kroki Pana Boga przechadzającego się po ogrodzie, w porze kiedy był powiew wiatru, skryli się przed Panem Bogiem wśród drzew ogrodu. Pan Bóg zawołał na mężczyznę i zapytał go: «Gdzie jesteś?» On odpowiedział: «Usłyszałem Twój głos w ogrodzie, przestraszyłem się, bo jestem nagi, i ukryłem się». Rzekł Bóg: «Któż ci powiedział, że jesteś nagi? Czy może zjadłeś z drzewa, z którego ci zakazałem jeść?» Mężczyzna odpowiedział: «Niewiasta, którą postawiłeś przy mnie, dała mi owoc z tego drzewa i zjadłem». Wtedy Pan Bóg rzekł do niewiasty: «Dlaczego  to  uczyniłaś?»  Niewiasta  odpowiedziała:  «Wąż  mnie  zwiódł  i zjadłam». Wtedy Pan Bóg rzekł do węża: «Ponieważ to uczyniłeś, bądź przeklęty wśród wszystkich zwierząt domowych i polnych; na brzuchu będziesz się czołgał i proch będziesz jadł po wszystkie dni twego istnienia. Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie i niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej: ono zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę». Do niewiasty powiedział: «Obarczę cię niezmiernie wielkim trudem twej brzemienności, w bólu będziesz rodziła dzieci, ku twemu mężowi będziesz kierowała swe pragnienia, on zaś będzie panował nad tobą». Do mężczyzny zaś [Bóg] rzekł: «Ponieważ posłuchałeś swej żony i zjadłeś z drzewa, co do którego dałem ci rozkaz w słowach: Nie będziesz z niego jeść - przeklęta niech będzie ziemia z twego powodu: w trudzie będziesz zdobywał od niej pożywienie dla siebie po wszystkie dni twego życia. Cierń i oset będzie ci ona rodziła, a przecież pokarmem twym są płody roli. W pocie więc oblicza twego będziesz musiał zdobywać pożywienie, póki nie wrócisz do ziemi, z której zostałeś wzięty; bo prochem jesteś i w proch się obrócisz!» 

 

Powtórzę: I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie szatan. Przyszedł i co zrobił? Kusił, ale to każde dziecko wie. On to zrobił bardzo sprytnie, w niezmiernie wysublimowany, inteligentny sposób. Nie zaatakował polecenia Pana Boga, tylko  grzecznie  zapytał:  Czy  to  prawda,  że  Bóg  zabronił  wam  jeść  ze wszystkich drzew? Doskonale wiedział, że tylko z jednego. Chodziło o to, aby zasiać wątpliwość! I to zrobił. Podsunął pierwszym ludziom wątpliwość: BÓG CHCE NAS OGRANICZYĆ WE WSZYSTKIM. NA TO, CO PIĘKNE, NIE POZWALA. I zobaczcie, to trwa do dzisiaj! Bardziej wierzymy szatanowi niż Bogu, który ostrzega. To powątpiewanie jest nadal bardzo silne i niezwykle głęboko zakorzenione. Powiedziałbym, że to niekiedy działanie podprogowe, głęboko ukryte w nas, a którego sobie nie uświadamiamy. Jedna wątpliwość sprawia, że przestajemy wierzyć drugiej osobie. Tu: Bogu. 

 

Ale to nie wszystko. Wąż dalej drąży i mówi: „Bóg wie, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło…” Szatan nie tylko zasiał wątpliwości co do Boga, ale starał się wmówić, że Bóg nas nie kocha. 

 

Ten brak miłości to jeszcze nie najgorsze. Najgorsze dla współczesnego człowieka jest konsekwencja wątpliwości zasianej przez węża: Bóg nie kocha, bo nie chce abyśmy się rozwinęli!!! A przecież mamy do tego prawo. I zobaczcie, to się szatanowi niestety w 100% udało.

 

Co się w rzeczywistości stało? Ewa się skusiła. Adam smacznie zjadł. Niby nie umarli, czyli szatan miał rację, ale…  Ale…  Jednak pojawiła się śmierć - inna. Gorsza niż ta fizyczna. Ta śmierć to popsucie relacji najpierw pomiędzy ludźmi a Bogiem, a następnie pomiędzy ludźmi. Co mówi Biblia? Poczuli się nadzy, czyli: puści. Zaczęli się bać Boga, kryć przed Nim. I ten lęk przed Panem Bogiem trwa do dziś… 

 

Ale to nie wszystko. Okazuje się, że i sobie też już nie ufają. Gdy Pan Bóg pyta, kto to zrobił to Adam pokazuje na Ewę (to nie ja, to ona), a Ewa na węża (to nie ja, to wąż). I tak też jest do dzisiaj. Winni zawsze są inni. Żona i teściowa…

 

To spychanie winy też przeżywamy do dzisiaj. Nie wierzymy Bogu, nie ufamy, zrzucamy na innych winę, ich oskarżamy… Często nie mamy odwagi wziąć odpowiedzialności na siebie. Albo odwrotnie. Niekiedy zranienia z dzieciństwa sprawiają, że my czujemy się winni za wszystko...

 

Ale wróciłbym do tego, co wąż wmówił: Bóg nie chce, abyście się nie rozwijali. Bóg nie chce, abyśmy stali się jak On, jak „Bóg”. Bóg po prostu nie chce, abyśmy  decydowali o tym,  co  dobre,  a  co  złe.  I  rzeczywiście,  przez  grzech pierworodny  jesteśmy  przekonani,  iż  możemy  być  bogami  i  o  wszystkim decydować. Że ze wszystkim sami sobie poradzimy. Próby tego były również na polu psychoterapii, wystarczy wspomnieć kierunek humanistyczny i jego samorealizację. Już nie wspomnę o całej dyskusji na temat in vitro, itd. 

 

Jednak każdy z nas wie, lub przeczuwa, że nie jest prawdą, iż człowiek może sobie ze  wszystkim  poradzić.  Chociażby  z  grzechem,  który  też  niszczy każdego z nas, nasze relacje, nasze rodziny. Niektórzy uważają, że potrzeba trochę dobrej woli i pokona się grzech, słabości, zranienia. To tak, jakby powiedzieć cukrzykowi: silną wolą to mógłbyś sprawić, że twój organizm zacznie wytwarzać insulinę... Nie, to nie jest możliwe. My przez pierwszy grzech jesteśmy zranieni! 

 

A rana jest bardzo głęboka. Zobaczcie, choćby objawia się w tym, że nie potrafimy kochać bez granic. I to jest kłopot naszych tak osobistych, jak i rodzinnych  czy  wspólnotowych  relacji.  Jesteśmy  naznaczeni  grzechem. Chcemy dobrze, idziemy w kierunku świętości, ale przychodzi moment, że stajemy i upadamy. 

 

I co? I Bóg nas takimi kocha! Podaje rękę. Przebacza. My sami nie poradzimy sobie z grzechem, tylko Boża miłość może to zrobić. A jeszcze: człowiek mógł dopiero poznać, jak Bóg nas kocha, gdy zgrzeszył! Krzyż jest dowodem miłości Boga do grzesznika! 

 

Pamiętamy, jak Adam i Ewa usłyszeli, że będą się zmagać z grzechem, ale też i to, że Bóg będzie obok nich!

 

Pamiętamy przypowieść o synu marnotrawnym. Ojciec w pewnym momencie powiedział do starszego brata, że syn był umarły! Dlaczego? Bo grzech to śmierć. Czyli kto grzeszy, umiera. Grzech zabija w nas życie. Oszpeca nas. Ale Bóg idzie właśnie do grzeszników. Nie odrzuca ich! Przeciwnie: kocha i przebacza. 

 

Jezus umierał w niesławie. Jako oszust. I nie pomstował, nie mścił się. I Bóg Go wskrzesił! A ludzie? Ludzie wybrali Barabasza, bo ten zabija, walczy o wolność… Jest panem życia i śmierci. To czyni grzech. To efekt kuszenia i sprytu szatana. 

 

Tak przy okazji, nie zauważacie, iż współczesne normalne działanie jest właśnie w tych kategoriach postrzegane: walki, obrony, itd.? 

 

Ale Bóg nie ma nad nami sądu potępienia, lecz sąd miłosierdzia. Zmartwychwstanie Jezusa otwiera nam możliwość nowego życia. I to nie takiego, że byliśmy kulawi i dostaliśmy wózek, albo kule i idziemy dalej. Jezus idzie głębiej: bierze nas na ramiona i niesie tak długo, aż będziemy mocni!

 

W moim odczuciu, dopóki, my chrześcijanie, nie zrozumiemy tych elementarnych zależności, głęboko duchowych zależności, zawsze będziemy szukać pozornych przyczyn przeżywanych trudności. Jednak uświadomienie sobie tych prawd, zmienia nam perspektywę patrzenia i  działania. Jeśli nabędziemy pokory, to i łatwiej będzie nam zrozumieć, co naprawdę my możemy, a czego nie damy rady zmienić.

Historia i prawda o grzechu pierworodnym, powinna nieco zmienić nasze spojrzenie na nas i na przeżywane przez nas trudności, wątpliwości czy grzechy. Pokaże tylko kilka przykładów.

 

Pierwszy wniosek, jaki się nasuwa to ten, że każda nasza trudność może różnie się kończyć i do różnych skutków prowadzić. Zawsze jest bardzo bolesna. Ale i zawsze to Bóg ma ostatnie słowo. Nawet, jeśli osoba cierpiąca ma już wszystkiego dosyć i Boga odrzuca... Tak było w jednym z pierwszych kryzysów: Kain zabija Abla. Dlaczego? Zazdrość, poczucie niemocy, odtrącenia... Nieuczciwość? Abel był niewinny, dobry. Za to zostaje zabity. 

 

Przykładem  innym  jest  Abraham.  Ile  ten  człowiek  przeżył.  Opuszcza  Ur, zamieszkuje  w  Charanie. Tutaj  Bóg  mówi  mu,  aby  wszystko  zostawił  i szedł... Miał stać się ojcem wielkiego narodu. Rusza, pomimo 75 lat! I nie było wcale łatwo. Pojawiają się poważne trudności: kłótnia z bratankiem Lotem. Abram ustępuje. Mając 99 lat, dostaje imię... i dopiero rodzi się syn. A potem cała historia, ból ojcowski, kiedy ma go złożyć w ofierze... 

 

Mojżesz.  To  jest  kolejna  pouczająca  postać.  Wyratowany  z  wód  Nilu. Ocaleniec! Pierwszy kryzys to poczucie zdrady. Broniąc swego ziomka, zabił Egipcjanina. I kto na niego donosi? Ziomek! Jak byśmy się czuli doznając takiej wdzięczności? Mojżesz jednak się nie załamuje. Ucieka, owszem. Ale zaczyna na nowo życie. No i Bóg daje mu zadanie, które wg Mojżesza, przekracza jego siły. Ma iść do faraona. Proszę zobaczyć, ile się nacierpiał. Odrzucony przez faraona, przez swój lud... Co było po wyjściu? Na pustyni? Ile razy chcieli go

zabić? Sam się zastanawiam, co go utrzymało przy życiu. Jak to się stało, że się nie załamał..., co nie znaczy, że się nie bał, nie cierpiał, nie gubił...

 

Kolejnym przykładem może być Dawid. I nie chodzi mi o Goliata. Dawid był młody, narwany, pełen ideałów. Ale później pojawia się Saul, który go chciał zabić... Dawid nie wybiera drogi Kaina. Sam ucieka, chroni się. Więcej, nie pozwala zabić swego przeciwnika. Nawet żołnierza, który dobija króla, skazuje na śmierć, bo podniósł rękę na „pomazańca Bożego”.  I ostatecznie, po LATACH... NIE MIESIĄCACH CZY DNIACH... PO LATACH ... wygrywa.

 

A Hiob? Jego słynne: „Jeżeli dobro od Boga przyjęliśmy, to dlaczego nie możemy przyjąć zła?”

 

A dramat św. Józefa, męża Maryi?

 

Co łączy te trudne sytuacje, te ludzkie dramaty? Co pozwoliło innym sobie z nimi poradzić? Różne elementy: zaufanie Bogu, ich spokój, wierność ideałom, przykazaniom. Ale przede  wszystkim  CIERPLIWOŚĆ.  A  tej  nam  jest najbardziej brak. Chwielibyśmy wszystko od razu. 

Często nie rozumiemy, dlaczego to trwa tak długo. Dlaczego tak chcemy coś zmienić i nic...

 

Wydaje mi się, że Pismo św. wskazuje drogę. To nie nasza silna wola się liczy. To coś więcej...