konferencja wstępna

 

Rachunek sumienia kojarzy się nam przede wszystkim z ciężką pracą polegającą na wyszukiwaniu własnych grzechów, żeby mieć się z czego wyspowiadać. Pracą ciężką i szybką, bo zazwyczaj nie ma czasu, aby w ciszy i spokoju móc usiąść czy uklęknąć przed Bogiem i zajrzeć we własne wnętrze. Szukamy, obwiniamy się, bijemy w piersi, wstydzimy i boimy się, nim przystąpimy do kratek konfesjonału. Jeszcze dobrze, gdy boimy się Boga, ale najczęściej jest to płytki lęk przed reakcją spowiednika.

Po spowiedzi odmawiamy zadaną modlitwę, obiecujemy sobie w duszy, że będzie lepiej i za dzień, dwa znów wpadamy w te same grzechy.

A rachunek sumienia to nie jest obwinianie się. To nie jest szukanie własnych upadków, własnych ciemności po to, by się upokarzać i poniżać. Rachunek sumienia to spotkanie duszy z Bogiem, to modlitwa, to wstęp do prawdziwego podnoszenia się.

Ojcowie Pustyni uczą: Gdy więc ty wstajesz do modlitwy, powinieneś odmówić Hymn uwielbienia i Ojcze nasz. Proś też Boga, by wyzwolił cię ze starego człowieka. (Grzegorz z Synaju)

Modlitwa, o tym należy pamiętać, jest mocno związana z naszymi warunkami bytowymi oraz możliwością decydowania o czasie wolnym. Jeżeli ktoś mieszka w mieszkaniu w bloku i nie ma własnego cichego kątka, gdzie mógłby się zaszyć i rozpłynąć w modlitwie, to trudno, aby wymagał od siebie praktyki codziennego rachunku sumienia, codziennej medytacji, dłuższej modlitwy. Jeśli ktoś nie ma możliwości swobodnego zdecydowania o tym, gdzie, kiedy i jak spędza wolny czas, nie może od siebie wymagać, że wszystko będzie szło gładko, sprawnie i że będzie mógł na modlitwę przeznaczyć tyle czasu, ile chce. Do wszystkiego należy podchodzić racjonalnie. Jesteśmy skłonni uznawać Ojców Pustyni za mistyków o wysokich lotach i zazdrościć im tych zdobyczy duchowych, których niejednokrotnie nawet nie rozumiemy. Jednak nie jest prawdą, że Ojcowie Pustyni byli tak oderwani od życia. Właśnie oni byli wielkimi, twardymi racjonalistami, którzy nie bujali w obłokach, tylko mocno stąpali po ziemi. To właśnie Ojcowie Pustyni radzili, aby do modlitwy podchodzić na miarę codziennych możliwości. Nie znaczy to, że popierali odkładnie modlitwy z nadmiaru obowiązków. Oznacza to, że uczyli, iż obowiązki można uczynić modlitwą. Mówiliśmy o tym w zeszłym roku na rekolekcjach poświęconych modlitwie.

Modlitwa będąca rachunkiem sumienia to szczególny rodzaj modlitwy. Najlepiej, gdy jest ona wykonywana systematycznie – najwspanialszy stan to codzienność, ale czasem ktoś woli raz w tygodniu. Taka modlitwa zakłada znalezienie własnego miejsca przepełnionego ciszą, tylko Ty i Bóg. Nikt więcej. Własny pokój, miejsce przy stole, w fotelu przy nocnej lampce. To nie musi być koniecznie na kolanach przy łóżku przy zgaszonym świetle, ale może. To może być miękki fotel, szlafrok i wieczorna ciepła dymiąca i pachnąca korzeniami herbata. Może to być w ciągu dnia, czy po pracy, czy w drodze na zakupy – wejść do kościoła i zatrzymać się w ławce, spojrzeć na Chrystusa skrytego w Najświętszym Sakramencie. Po prostu – zatrzymać się.

Zatrzymać się to znaczy usiąść lub uklęknąć w jednym miejscu. Zobaczyć, że wokoło toczy się życie, biegnie czas, a Ty siedzisz i pochylasz głowę przed swym Stwórcą. To znaczy w dalszej kolejności, że myśli zaczynasz kierować na Boga, na Jego świętą Obecność.

Tu się zatrzymaj, nim zaczniesz rachunek sumienia. Świadomie zauważ, że jesteś Ty i Bóg. Jeśli Ci to pomoże - zamknij oczy. Przywołaj na pamięć Twarz Chrystusa. Spojrzyj w Jego oczy. Niech na ten widok Twoje serce zacznie opływać miłość. Zatęsknij za Nim, za Jego bliskością, za przytuleniem się do Niego…

Świadomie pomyśl następnie o Bogu Ojcu. Ojciec dał Ci życie. W Jego Sercu byłeś odwiecznie. Tam ukochał Cię i kocha nadal. Nie myśl o grzechach. Nie myśl o upadkach. Nie myśl o niczym, co Cię od Ojca oddala. Myśl tylko o tym, że masz tak wspaniałego Ojca i zatęsknij za Nim…

Teraz pomyśl o Duchu Świętym – jak On zwiewnie Cię kocha, jaką wielką radością Jego Serce się napełnia, gdy teraz spogląda na Ciebie. Duch Święty chce objąć Ciebie swoją miłością, opleść Cię nią jak peleryną. Nie wzbraniaj się. Pozwól Mu na to. Niech Cię opromieni radością i miłością.

Poproś Ducha Świętego swoimi słowami o łaskę dobrej modlitwy. Poproś, by przeprowadził Cię przez ten czas, by wskazał Ci drogę i podsunął myśli. By dał Ci zrozumienie.

Proś Ducha świętego zawsze o łaskę i światło na początku każdej modlitwy. Pamiętaj, że wierzysz w Boga w Trójcy Jedynego, w Trzy Osoby Boskie: Ojca, Syna i Ducha Świętego. Naucz się w świadomości zwracać do Trójcy Świętej w ten sposób.

Stając na modlitwie należy zawsze pamiętać, że nawet gdy siedzimy w fotelu i pijemy herbatę, obcujemy z Bogiem Prawdziwym, Stwórcą i Panem Wszechwładnym, Wszechmocnym, Jedynym. Zawsze należy okazywać Bogu odpowiedni szacunek – nawet, gdy się z Bogiem nie zgadzasz i mówisz Mu o tym, pamiętaj o zachowaniu odpowiedniego szacunku. To Bóg, nie kolega!

Pamiętaj, że przed tabernakulum w kościele klęczą nieustannie Aniołowie, którzy dniem i nocą modlą się przed Panem. Możesz zwrócić się do Nich i poprosić o modlitwę w intencji Twojej modlitwy. Oni to uczynią, będą Cię wspierać i wstawiać się za Tobą o światło. Gdy modlisz się w domu, miej świadomość, że jest obok Ciebie co najmniej jeden Anioł: Twój Anioł Stróż. To Twój najwierniejszy, najwspanialszy przyjaciel, którego nie wolno Ci zaniedbywać. Anioł Stróż kocha duszę powierzonego Jego opiece człowieka. Poproś, aby wspomógł Cię swoją modlitwą.

Teraz zamknij oczy i pomyśl o miłości. Tak, nim przystąpisz do rachunku sumienia, pomyśl o miłości. O tym, jak bardzo kocha Cię Bóg. Już sam fakt, że żyjesz, jest dostatecznym dowodem na miłość. Gdyby Bóg Cię nie chciał, to by Cię nie było…

Swoją modlitwę poprzedzającą rachunek sumienia zacznij tak, jak zawsze każdą modlitwę zaczynali Ojcowie Pustyni: od dziękczynienia i uwielbienia.

Najpierw od dziękczynienia. Przypomnij sobie ostatni dzień. Od samego ranka. Przyglądnij się czynnościom, zdarzeniom, ludziom. Najpierw spojrzyj na nie tak, jak Ci się pokazują. Potem zatrzymaj film i cofnij się znów do początku. Teraz niech klatki filmu biegną w zwolnionym tempie. Przyglądaj się swemu dniowi i przy każdym wydarzeniu, przy każdej decyzji i każdym spotkaniu z człowiekiem zauważ obecność Boga. Nawet jeśli to było trudne, przykre, bolesne. Teraz nie czas na analizy. Analiza będzie potem. Na razie skup uwagę na ciągłej obecności Boga w Twoim życiu, niezależnie od sytuacji, miejsca, treści wydarzeń i odczuć.

Bóg stale jest przy Tobie. Zastanów się, ile razy byś dziś upadł, gdyby nie Jego podtrzymująca Miłość? Wiesz, dlaczego tak wiele elementów w Twoim minionym dniu nie chce się w myślach zsynchronizować z miłosną obecnością Boga? Bo nie myślałeś dotąd o Nim w ten sposób. Im częściej tak będziesz kończyć dzień (przecież nim zaśniesz leżąc w łóżku musisz o czymś pomyśleć!), tym większa harmonia będzie między Twymi oczekiwaniami rodzącymi się podczas tak programowanych chwil modlitwy a życiem realnym. Możesz robić sobie takie przerwy w ciągu dnia. Popatrzeć w ekran komputera w pracy i przez ułamki sekund zamiast tekstu lub cyferek widzieć Twarz Chrystusa! Idąc do klasy na lekcję z dziennikiem pod pachą czy do sali operacyjnej możesz przez chwilę myślą pobiec do swego Boga i przypomnieć sobie i Jemu, że o Nim pamiętasz. Jakże piękne wówczas stawać się zaczną takie chwile modlitwy.

Jednak początki zawsze są trudne i bolesne, zawsze widać w nich coś, czego nie chce się zobaczyć. Wówczas powiedz tylko Bogu, co Cię niepokoi w tych obrazach, obgadaj z Nim wydarzenia, powiedz, że przecież Go kochasz… Powiedz Mu, że za Nim tęsknisz. On tego potrzebuje i pragnie to od Ciebie usłyszeć. A Twoja dusza pragnie Mu to powiedzieć. Podziękuj Bogu, za to, że przy Tobie jest przez cały dzień. Rano, gdy wstaniesz, nie zapomnij Mu podziękować, że był przy Tobie całą noc.

Gdy podziękujesz Mu za każdy dar, za każdą chwilę, za wszystko, zacznij Go uwielbiać. To może okazać się trudniejsze, niż myślisz, bo nigdy tego nie robiłeś. Powiedz: uwielbiam Cię, Panie Boże, bo dajesz mi życie! Uwielbiam Cię, bo święte jest Twoje Imię! Uwielbiam Cię za miłość, którą mnie otaczasz! Im częściej będziesz to powtarzać, tym szybciej zgaśnie w Tobie zawstydzenie, lęk, obawa, nieudolność.

I niech Twoje serce uśmiechnie się do Boga. Niech zacznie radować się Jego cudownością.

Nim nauczysz się robić rachunek sumienia, musisz nauczyć się przebywać w obecności Boga. Jeśli nie nauczysz się świadomej obecności Boga przy sobie, jeśli nie nauczysz się, dziękować i uwielbiać Go w swej duszy, nie będziesz wierzyć, że On kocha Cię bezwarunkowo. Dopóki ten fakt do Ciebie nie dotrze, nie przeniknie Twojego wnętrza, nie zrobisz dobrego rachunku sumienia, bo nie będziesz mógł dogłębnie poznać, czym jest grzech.

Mistrza czyni praktyka. Dobrej nocy.

Szczęść Boże.