konferencja 1

 

Pustynia stała się dla Ojców Pustyni miejscem wewnętrznych walk, bowiem im kto bardziej ćwiczy się w cnotach, im kto więcej się modli, im bliżej staje Boga, tym bardziej i częściej narażony jest na ataki Złego. I są one bardziej przebiegłe i bardziej dokuczliwe i zawzięte. Taka pustynia z wewnętrzną walką coraz bardziej danej osobie pokazuje kim tak właściwie jest człowiek. Pozwala odkryć własne człowieczeństwo, pomaga dostrzec w drugim człowieka i pokazuje, kim jest człowiek w odbiciu Boga, swego Stwórcy.

 

Pomyśl:  Czym jest modlitwa według Ciebie? Jaka jest ulubiona forma Twojej modlitwy?

 

Modlitwa to bliska, głęboka, żywa i nieustannie odnawialna więź duszy z Bogiem. I nie ma znaczenia czy ktoś jest osobą duchowną czy świecką - każdy jest przeznaczony do tego, aby tę więź z Bogiem utrzymywać i doskonalić. św. Grzegorz z Nazjanzu powiedział: „Dla chrześcijanina modlitwa jest bardziej właściwa niż oddech”. Mdolitwa jest oddechem duszy. Wyobraźmy sobie człoweka, któr nie oddydhał 30, 40 lat.

 

Zróbmy ćwiczenie: liczymy w myślach do 4 (1-2-3-4) wdychając głęboko powietrze nosem, nie ustami. Powietrze musi być wdychane bardzo głęboko, całymi płucami, całą przeponą. Treaz wypuszczamy CAŁE powietrze w myślach licząc do 4 (1-2-3-4). Teraz zatrzymujemy oddech w myślach licząc do 4 (1-2-3-4). Ćwiczenie wykonujemy siedząc wygodnie, ręce luźno na kolanach lub oparciu fotela, maksymalnie rozliźniając mięśnie i nie myśląc o niczym, tylko o powietrzu i oddechu. Powtarzamy ćwiczenie około 10 razy.

 

Może na początku nie będzie tego czuć, ale taka powtórka za drugim lub trzecim razem pokaże, jak inaczej czuje się człowiek: powietrze zaczyna wypełniać organizm jakby przeszywał go wiatrem i wnętrze człowieka jest przez niego odczuwane jak balon wypełniony czystym powietrzem. Tym właśnie jest modlitwa - wypełnia nas i ożywia Duch Święty. Im modlitwa głębsza, tym większe i dokładniejsze wypełnienie Duchem Bożym.

Jeden z największych Ojców Pustyni, Antoni Wielki, opowiadał uczniom, jak kiedyś rozmyślał nad stanem swojej duchowości. Bardzo był zadowolony z tego, jak daleko doszedł w ćwiczeniach duchowych i jak blisko już związał się z Bogiem. Wówczas ukazał Mu się Anioł i powiedział: "Nie osiągnąłeś jeszcze miary lekarza z Aleksandrii, który chwali Boga sławiąc Go z Aniołami". Lekarz to był człowiek od świtu do nocy zajęty: leczył, pomagał, stale na nogach, w ciągłym ruchu - rozmowy, badania, leczenie... On nie maił czasu na praktyki duchowe i rozważania, ale ten właśnie lekarz aleksandryjski, którego imienia nie znamy, ale wiemy z relacji św. Antoniego, że był osobą konkretną, wciąż w myślach przez dzień wzywał Chrystusa i myślą cały dzień był przy nim obecny. Dlatego był tak wysoko i tak blisko swego Boga.

Często ludzie odczuwają pewien opór przed sięganiem do pism Ojców Pustyni - bardziej są Oni znani w chrześcijaństwie wschodnim, niż zachodnim, poza tym żyli tak wiele wieków temu, że często myśli się, że ich nauka jest już nieaktualna. A nic bardziej błędnego. Są to rady i wskazówki, które potrzebne są nam, żyjącym w XXI wieku tak samo, jak ludziom Ojcom współczesnym.

Święty Jan Kasjan (zwany Rzymianinem) był tajemniczą osobistością. Urodzony, jak wspomnieliśmy, prawdopodobnie na terenie dzisiejszej Rumunii w roku 360, wyjechał do Ziemi Świętej, gdzie został mnichem w betlejemskim klasztorze. Wraz ze swym towarzyszem Germanusem wywędrował do Egiptu, gdzie obaj uczyli się ascezy, modlitwy i zasad życia mniszego od Ojców Pustyni. Kasjan stał się wielkim dziedzicem tej tradycji, zachowując ją w sercu przez niespokojne koleje swojego życia: zmuszony był uciekać z Egiptu pod naciskiem oskarżeń o orygenizm, trafił do Konstantynopola, gdzie wszedł do grona zwolenników św. Jana Chryzostoma, i to właśnie synowskie oddanie odważnemu biskupowi sprawiło, że wyjechał do Rzymu, bronić jego sprawy. W tych największych metropoliach ówczesnego świata otrzymał święcenia, najpierw diakonatu, później prawdopodobnie prezbiteratu. Ostatecznie przeniósł się do Galii, gdzie w okolicy Marsylii założył dwa klasztory. Znany jest jako autor m.in. Zasad życia wspólnego i Rozmów z Ojcami i jako postać, która szczególnie wpłynęła na św. Benedykta. Umiłowanie Boga i modlitwa doprowadziły go do napisania tych tekstów. W życiu nie doświadczył spokoju, ale pielęgnował pokój w sercu przez nieustanne trwanie przy Panu Bogu. W swoich tekstach pokazywał, że modlitwa jest sztuką i człowiek całe życie musi się jej uczyć i tę sztukę doskonalić.

Początkiem na drodze do modlitwy jest przyjęcie w sercu świadomego wezwania do oddawania czci Bogu. Jeśli ktoś tego nie czuje, niech się nie przejmuje. Każdy człowiek ma wpisaną w duszy naturalną potrzebę kontaktu, rozmowy za swym Stwórcą, potrzebę pozostawania w bliskiej i ciągłej z Nim relacji, kontakcie. Podczas przygotowania do sakramentu pojednania powiemy sobie, jak postępować z uczuciami na modlitwie. Modlitwa to nie uczucia, odczucia, słodkości, przyjemności. Jeśli to jest, dobrze, jeśli nie ma - nie świadczy o tym, że czegoś brakuje lub trzeba uzupełnić, nie świadczy o tym, że Bóg jest daleko!

Modlitwa zaczyna się od decyzji w sercu podjętej o chwaleniu Boga i odpowiedzi człowieka, która zakłada konkretne zaangażowanie się człowieka w modlitwę - czynną modlitwę.

św. Kasjan radzi:

"Aby jednak modlić się z należytą gorliwością i czystością, należy stanowczo przestrzegać następujących wskazówek:

Po pierwsze, musimy całkowicie pozbyć się trosk związanych z naszym ciałem.

Nie powinniśmy też kłopotać się żadnymi sprawami czy interesami, co więcej, nawet myśli o nich nie powinniśmy dopuszczać do naszego serca.

Poza tym, musimy zaniechać obmawiania, czczej gadaniny, wielomówności i głupich żartów, a przede wszystkim, całkowicie wykorzenić zamęt powodowany gniewem i smutkiem,

oraz doszczętnie usunąć szkodliwe zarzewie pożądliwości cielesnej i chciwości" (z rozmowy IX z abba Izaakiem).

 

Pomyśl: Jak żyć w świecie bez trosk? Czy masz jakiś pomysł? Jak sobie radzisz z troskami - spychasz je na plan dalszy, czy może dominują nad Twoim życiem, myślami? Niech każdy we własnym sercu, po cichu odpowie sobie teraz na pytanie: co wówczas robisz, gdy przychodzą troski - szukasz rozwiązań, czy masz odwagę całą sprawę oddać Bogu i zdać się na Jego wolę i decyzję?

 

Podstawowe warunki wejścia na drogę modlitwy według Kasjana:

Ważne jest wyjaśnienie, co Kasjan rozumie przez stwierdzenie: "troska związana z cialem".

Dla Kasjana brak trosk nie oznacza braku odpowiedzialności. Przez słowo "troska" starożytni rozumieli zaangażowanie emocjonalne w rzeczy, na które nie mamy żadnego wpływu. Troska według nich to jest takie  neurotyczne obawianie się, że stanie się coś, co mi zagrozi, że w jakiś sposób zostanę zniszczony przez jakiś atak jakiejś rzeczywistości przychodzącej z zewnątrz. Jest to życie na płaszczyźnie wydawalności. Człowiek znajduje się w stanie pernamentnego zagrożenia - iluzorycznego zagrożenia. Przez uleganie takim troskom człowiek nie może się skupić na tym, co najważniejsze – nie skupia się na rodzinie, na Bogu, tylko goni za karierą, za rzeczami, które w sposób fałszywy mają mu zapewnić poczucie bezpieczeństwa.

Kasjan mówi, że trzeba zostawić to wszystko, na co nie mamy wpływu; przestać się tym zadręczać, próbować uporządkować to za wszelką cenę. Zaprzestać działań, które odciągają człowieka od tego, co istotne. Kasjan nie mówi, że kariera jest zła, że doskonalenie zawodowe jest złe, że zarabianie pieniędzy jest złe. Wzkazuje, że ważny jest sposób realizacji, cel oraz to, w jakim stopniu i w jakiej rozciągłości się to odbywa. Kasjan wskazuje na to, że myśli i pogoń za tym wszystkim nie mogą człowiekowi przesłanić istotnych spraw związanych z modlitwą, rodziną, przyjaźnią, dobrocią, miłosierdziem, itp.

Kasjan nie twierdzi, że człowiek ma nie myśleć o interesach czy sprawach, które stanowią jego życie, a są sprawami drugorzędnymi. Kasjan pokazuje, że jeśli człowiek z takim bagażem będzie stawał przed Bogiem, to ten bagaż nie pozwoli mu się do Boga zbliżyć. Bogu oddajemy swoje sprawy - wszystkie, te małe i te podstawowe, aby uczynił je swoimi. Wówczas wolni, będziemy mogli myśleć tylko o Nim, widzieć tylko Jego.

 

Ćwiczenie: zamykamy oczy i przywołujemy na pamięć postać Chrystusa. Spójrz - stoi przed Tobą, wyciąga obie ręce, a ty trzymasz w swoich dłoniach wielki plecak i nie możesz pochwycić dłoni Jezusa. Zajrzyj do środka do plecaka, uchyl jego klapę i zobacz, co masz w środku. Przejrzyj dokładnie wszystko. Tu chwila ciszy, by każdy uczestnik mógł przejrzeć swój plecak. Teraz zamknij klapę plecaka i połóż go na wyciągniętych rękach Chrystuas. On to zabiera i czyni swoim. Twoje ręce są wolne. Wyciągnij je i zobacz, jak Jezus znów wyciąga do Ciebie swoje dłonie. Poczyj w sercu, jak bardzo tęsknisz za Jezusem. Poczuj, jak bardzo pragniesz wpaść w Jego ramiona. I pobiegnij! Szybko! Wpadasz w Jego ramiona i przytulasz się mocno! Chwila ciszy.  Otwórzmy oczy. Takie ćwiczenie możecie robić na początku przed modlitwą.

 

Dalej Kasjan mówi o wielomówności, czczej gadaninie, głupich żartach i obgadywaniu. Wskazuje tu, że człowiek musi zostawić wszystko, co dotyczy sfery języka. Żeby przestał zajmować się innymi ludźmi w sposób bezproduktywny. Wadami, zaletami, kombinowaniem, do czego będzie można tych ludzi wykorzystać.

Trzeba zaprzestać ciągłego mówienia - ktoś cały dzień gada, opowiada, narzeka, obgaduje, komentuje itp. a nic z tego nie ma ani on, ani ludzie wokół, tylko męczy uszy i nie daje odpocząć, a jak rodzina się nie odzywa, bo ma już dość tej paplaniny, to się obraża, że z nim rozmawiać nie chcą.

Kasjan mówi, że trzeba zaprzestać wielomówności - nie rozmowy, nie dzielenia się, ale wlielomówności. Wielomówności głośnej do innych, jak i wewnętrznego monologowania. Odizolowanie się i wyciszenie wewnętrzne od tego, na co wpływu nie mamy, daje nam pokłady energii do tego żebyśmy mogli zająć się tym, co w naszym życiu jest istatone. Co naprawdę kochamy.

Trzeba uciszyć myśli - nie można w myślach wciąż przerabiać starych spraw, nierozwiązanych problemów, obgadywać ludzi do samego siebie, złorzeczyć im, odgryzać się, kombinować na swoją korzyść ze stratą dla innych, rozmyślać nad swoją wielkością, itp. Trzeba kontrolować swoje myśli i wówczas zacznie się kontrolować swoje słowa.

Dalej Kasjan radzi: przede wszystkim, całkowicie wykorzenić zamęt powodowany gniewem i smutkiem, oraz doszczętnie usunąć szkodliwe zarzewie pożądliwości cielesnej i chciwości.

- człowiek uciszy serce, gdy będzie w stanie wstrzymać się od działań związanych ze światową krzątaniną, wokół rzeczy, które tak naprawdę nie mają żadnego znaczenia; gdy człowiek zamilknie wobec pewnych spraw; gdy będzie potrafił zdystansować się od tego, co nie jest najważniejsze, co go przerasta i sam nie zdoła tego i tak pokonać. Trzeba przypomnieć sobie nasze ćwiczenie i wyciszyć serce. Trzeba pamiętać, że właśnie w najtrudniejszych sytacjach pokazuje się miara naszego zaufania Bogu. Kiedy człowiek wyciszy mysli, mowę i serce, wówczas zacznie wysychać w nim płonący ogień gniewliwości, pożądliwości i chciwości. Jest to możliwe, gdy człowiek odsunie się, zdystansjue do spraw i będzie próbował żyć trochę na uboczu.

Kasjan pokazuje nam więc, że na początku drogi modlitwy trzeba uporządkować nasze życie relacyjne i emocjonalne. Kasjan nie mówi, że ta praca ma koniec, ale że jest to zadanie na całe życie, bo każdy dzień przynosi nowe wyzwania, nowe relacje i wymaga kolejnego uporządkowania, ale  troska, czujność, uważne oglądanie naszego życia jest podstawą do tego, aby człowiek mógł wejść na drogę modlitwy.

Dlatego najpierwszym krokiem jest wyciszenie serca - ono oddziałuje na cały organizm i na duszę. Myśl wpływa na drżenie, na wzbudzanie lęku, niepokojów, niepewności. Myśl może łagodzić wnętrze, uspokajać, prowadzić do koncentracji wewnętrznej.

Makary Wielki pisał: "My sami zaś wiemy z pewnością, że nasz rozum nie znajduje się wewnątrz nas, jakby w naczyniu, ponieważ jest bezcielesny, ani na zewnątrz nas, gdyż związany jest z ciałem. Jest on natomiast w sercu jak w jakimś organie. Nie poucza nas o tym człowiek, ale sam Stwórca człowieka, który mówi, że nie to, co wchodzi, ale co z ust wychodzi, czyni człowieka nieczystym, z serca bowiem pochodzą myśli (Mt 15,11.19)" I dalej: „Serce kieruje całym organizmem. Kiedy bowiem łaska ogarnie wszystkie obszary serca, wówczas panuje ono nad wszystkimi myślami i członkami. W nim właśnie - w sercu - znajduje się rozum i wszystkie myśli duszy”.

Nasze serce stanowi zatem siedzibę myśli i pierwszy cielesny organ umysłu. Myśli niesamowicie potrafią przeszkadzać w bliskim spotkaniu z Bogiem. Dlatego tak ważne jest, aby człowiek zaczął zdawać sobie sprawę z własnych myśli.

Ćwiczenie (po każdym pytaniu robimy krótką przerwę, aby można było spokojnie pomyśleć): zamykamy oczy: pomyśl o własnych myślach. Co najczęściej przychodzi Ci na myśl, gdy przystępujesz do modlitwy? Jakimi myślami karmisz się w ciągu całego dnia? Z jakimi myślami najczęściej się budzisz? Z jakimi myślami najczęściej kładziesz się spać?

Jeżeli zaś usiłujemy kontrolować nasz umysł i doskonalić go poprzez zachowanie dokładnej czujności, to w jaki sposób to czynimy? Czy moglibyśmy sprawować ową kontrolę, jeśli nie skupimy naszego umysłu, który przez działanie zmysłów rozprasza się na zewnątrz? Serce, według Makarego, jest siedzibą i miejscem powstawania myśli. Serce jest też pierwszym miejscem, do którego dociera łaska Ducha Świętego.

Ciało jest miejscem przebywania duszy, jest miejscem, które zawiera w sobie serce. Dlatego ciało całe uczestniczy w modlitwie.

Apostoł w liście do Galatów mówi: "Bóg wysłał do serc naszych Ducha, który woła: Abba, Ojcze" (Ga 4,6) - czyli musimy modlić się wraz z Duchem w naszych sercach. Pan Jezus powiedział, że Królestwo Niebios jest w nas (Łk 17,21), dlatego musimy skupić się na posiadaniu własnego wnętrza. Musimy umysł skierować do świadomego myślenia o tym, że mamy własne życie wewnętrzne, czyli nieprzeniknione głębiny w samych sobie, które sprawia i zamieszkuje Boży Duch. Musimy pamiętać i wciąż to sobie uświadamiać, że choć to życie wewnętrzne dotyczy bardziej sfery naszej duszy, to dusza mieszka w ciele i jest z nim nierozerwalnie złączona, dlatego nasze ciało musimy kierować ku wnętrzu naszej duszy. Dlatego umysł - myśl - musimy kierować do wnętrza, które ma się wypełniać Bogiem. Filozofia grecka wyprowadziła myśl z wnętrza człowieka i tym samym sprowadziła cały świat zachodni "na zewnątrz człowieka", a ponieważ tradycja kościoła zachodniego opiera się na fundamencie położnym przez filozofię grecką, dlatego tak trudno jest nam, ludziom współczesnym, zajrzeć do swego wnętrza. Ojcowie Pustyni kładli na to wielki nacisk, bo modlitwa ma wypływać z wnętrza. Dowiemy się później, że do modlitwy nie są konieczne słowa.

Niezwykle dobrą władzą umysłu jest to, że potrafi on dostrzegać zarówno to, co znajduje się poza nim - świat, przedmioty, osoby, zdarzenia; ale także samego siebie (umysł dostrzega sam siebie). Umysł ma tendencje do wychodzenia na zewnątrz, bo świat mu się narzuca, i to jest naturalne. Jednak naszą rolą jest ciągłe, świadome sprowadzanie go do wewnątrz, czyli kierowanie go ze świata na wnętrze człowieka. Dionizy Wielki nazywa to "kolistym ruchem umysłu". Dopiero więc, gdy umysł nauczy się wracać ze świata do swego wnętrza, możliwa jest bezpośrednia - bo niczym niezakłócona - droga do Boga.

Umysł, który szuka Boga, który wraca do siebie, będzie też pożądał coraz bardziej Bożego Prawa i Bożej mądrości. By nie umarł, musimy go więc karmić.

 

Ćwiczenie: Zastanów się, czym na codzień karmisz swój umysł?

 

Dobrze jest rozmyślać nad Bożymi Przykazaniami. Zastanawiać się nad nimi, ich treścią, jak je w życiu stosujemy. Jeśli chodzi o zdobywanie mądrości - każdego dnia można przeczytać niezwykle maleńki (liczący parę wersów) fragment z Mądrości Syracha czy Księgi Mądrości. Wybrać ten, który traktuje o sprawach, jakie nas w danym momencie dotyczą. Dobrze jest przejrzeć te Księgi, o czym traktują, jakie mają podtytuły i potem wybierać zależnie od potrzeb.

Kto przystąpił do pracy nad umysłem niezwykle szybko dochodzi do przekonania, że umysł, kiedy tylko osiągnie stan skupienia, od razu się rozprasza. I nieustannie trzeba nad nim pracować. Aby nie ulec zniechęceniu Ojcowie Pustyni apelują, by dobrze sobie zapamiętać, że opanowanie umysłu to najtrudnieszy etap pracy, który jest ze wszystkiego najbardziej zmienny.

Dlatego warto przed modlitwą spokojnie zająć stosowną pozycję (usiąść, uklęknąć) i kilkakrotnie powtórzyć ćwiczenie oddechowe 4-4-4 kontrolując oddychanie tak, by umysł się zatrzymał i wyciszył. Tu potrzebna jest łaska i najpierw konieczne jest proszenie Pana Boga o pomoc. Nie należy się zniechęcać - jeden sztukę wyciszania opanuje szybko, komu innemu zajmie to całe życie.

Można stwierdzić, że dokonuje się to niejako samoistnie dzięki uwadze umysłu. Podczas każdego skupionego myślenia bowiem wdychanie i wydychanie staje się spokojne, szczególnie zaś u tych, którzy żyją w wyciszeniu ciała i umysłu. Oni właśnie oddają się duchowemu szabatowi (odpoczyn­ko­wi). Wyzbywają się, w miarę możliwości, wszelkich własnych dzieł, ze swej duszy odsuwają wszelkie poznanie, które jest zmienne i przejściowe w swej różnorodności, także wszystkie doznania zmysłów i, w ogóle, wszelkie działania ciała, zależne od naszej woli. To wszystko zaś, co nie jest całkiem od nas zależne jak tylko mogą, ograniczają.

Apostoł uczy niecierpliwych początkujących: cierpliwość jest owocem miłości, albowiem miłość wszystko znosi i wszystko przetrzyma (1 Kor 13,7). Trzeba jednak dokładać sił. Nic w życiu, szczegłonie duchowym, nie przychodzi łatwo. Historia uczy, że nauczycielami Świętych byli trud, dyscyplina, cierpliwość i doświadczenie.

Bacz na siebie samego (Pwt 15,9), mówi Mojżesz. Na całego siebie, nie tylko na wybrany przez siebie fragment. Wyćwiczony umysł stawiamy następnie na straży swego życia - ciała i duszy. On, wcześniej na siłę sprowadzany "do wewnątrz" i na siłę uczony skupiania się w sobie, teraz jest już w mocy pomagać nam samym, panować nad słabościami, rozproszeniami, pokusami, pożądliwością, popędliwością. Dalej jednak trzeba powracać do początku i panować nad umysłem, powtarzać ćwiczenia, badać umysł, bo on jest niezwykle zwinny i sprytny - potrafi wyślizgnąć się nieostrożnemu człowiekowi w każdej chwili. Trzeba więc się badać - bez lęku, bez strachu, bez karania siebie samego. Jak mówił Pan Jezus - trzeba czuwać! A Księga Powtórzonego Prawa dodaje: W ten sposób oporne ciało podporządkujesz duchowi, a w sercu nie powstanie wówczas skryte słowo (Pwt 15,9).

Żeby umysł i serce były posłuszne trzeba zwracać uwagę nie tylko na myśli i pragnienia, ale i na to, czym się zajmujemy. Np. prosimy Boga o czas na modlitwę, bo w zabieganiu tracimy ten czas, wieczorem zasypiamy i koniec. Bóg nam wreszcie daje czas. Ale musimy ciągle pamiętać, że nie jesteśmy sami. Wokół człowieka, szczególnie takiego, który dba o swoją relację z Panem Bogiem, kręcą się demony. Diabeł nie jest fikcją i o tym mówią Ojcowie Pustyni, którzy z demonami musieli w różny sposób wlaczyć całe życie. Diabeł jest sprytny i potrafi wszystko tak poprzestawiać, że człoweik w pierwszej chwili nie może się zorientować. Bóg daje człowiekowi czas na modlitwę, a demon po cichu pokazuje wartościowy film historychny w telewizji. Tylko ten jeden raz, już może nie być powtórki... Albo dzwoni telefon - na pewno coś pilnego, trzeba odebrać... Pamiętać trzeba, że czlowiek nie jest sam - każdemu Pan Bóg dał do pomocy Anioła Stróża. Prośmy go, aby pomagał nam w takich chwilach. Aniołowie Stróżowie uwielbiają, gdy człowiek prosi ich o pomoc, zwłaszcza o pomoc w modlitwie. Ojcowie Pustyni zwracali również uwagę na to, że Aniołowie lubią modlić się z ludźmi - poproś dziś swego Anioła Stróża, by modlił się razem z Tobą.

Trzeba więc zwracać uwagę na czynności, którym się poddajemy. Ojcowie Pustyni uczą, że kto oddaje się zgubnym przyjemnościom, traci pragnienia duszy. I wówczas Duch Boży nie może w nich pozostać (Rdz 6,3). U tych zaś, którzy wznieśli umysł ku Panu i związali duszę z Bożym pragnieniem, również ciało, przemienione wraz z duszą, wznosi się i razem cieszy się wspólnotą z Bogiem, stając się także Jego własnością i przybytkiem. Nie mieszka w nim bowiem nie­przyjaźń do Stwórcy, nie ma pragnień przeciwnych Duchowi.

 

Ćwiczenie: zamknijcie oczy i zastanówcie się: z jakimi ludźmi przestaję? Jakimi ludźmi są moi przyjaciele? Z kim się spotykam? Co ci ludzie wnoszą do mojego życia? Co mi zabierają?

 

Ojcowie Pustyni bardzo zwracają uwagę swych uczniów i czytelników, a więc i nas, na osoby, z którymi się spotykamy i na świat wartości, jaki one wnoszą w nasze życie. Żaden kontakt, szczególnie częsty z danymi osobami, nie pozostaje w nas bez śladu, jest więc to ważne.

 

"Okrutną rzecz stanowi odebranie wody spragnionemu, 

lecz dla modlącego się ze skruchą, 

jeszcze bardziej okrutne jest oderwanie go od upragnionej modlitwy 

przed jej całkowitym zakończeniem".

                                                                                   (św. Jan Klimak)