homilia sobota

 

O modlitwie można wysłuchać wielu konferencji, ale uczyć się jej trzeba przez praktykę. Pan Jezus powinien być naszym pierwszym wzorem w modlitwie - wychodził na miejsce pustynne, by się modlić (uciekał od ludzi, różnych czynności, odkładał obowiązki i odchodził na miejsce, gdzie mógł być sam), polecił nam, byśmy do Boga zwracali się jak dzieci mówiąc: Ojcze. Nauczył nas modlitwy "Ojcze nasz". Dobrze jest, jeśli człowiek odmawia ją powoli, w skupieniu, zastanawiając się nad poszczególnymi zdaniami - co one właściwie znaczą: czy przebaczam moim winowajcom? czy jestem gotowy na przyjście Królestwa Niebieskiego już dziś - za dzień, za godzinę – TERAZ.

Pan Jezus mówił: „Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych.” (Mt 11, 29).

 

Ojcowie Pustyni, gdy rano wstawali robili pewną piękną rzecz: ukierunkowywali swoje ciało (swoją postawę) w stronę wschodu - w kierunku wschodzącego słońca. Wschodzące słońce to symbol przychodzącego Zmartwychwstałego Chrystusa. Czyniąc znak krzyża klękali na oba kolana i dotykali czołem podłogi wypowiadając słowa modlitwy, zwanej modlitwą Jezusową (lub modlitwą serca): "Panie Jezu Chryste, Synu Boży, zmiłuj się nade mną grzesznikiem". Wstawali, znów klękali odmawiając ową formułę i ponownie wstawali. Słowa te wypowiadali 30 razy. Tylko tyle i aż tyle. W ten sposób budzi się nie tylko ciało (czynili przecież gimnastykę klękając i wstając 30 razy), ale budzi się też ducha.

Ukierunkowanie - to przyjęcie odpowiedniej postawy. W modlitwie ukierunkowanie oznacza zwrócenie się w stronę Zbawiciela z prośbą, by obdarzył nas miłosierdziem, z którego będziemy czerpać. Oddajemy Jezusowi cały dzień zaraz po wstaniu z łóżka i mamy pewność, że obdarzy nas miłosierną opieką i dzięki temu nie narobimy mnóstwa głupot przez cały ten dzień, że nie będzie on zmarnowany. Wiemy z doświadczenia, że dzień dobrze się ma, gdy dobrze się zacznie. A tylko dzień zaczęty od modlitwy, można uznać za zaczęty dobrze.

Po takim przebudzeniu modlitwa towarzyszyła Ojcom Pustyni przez cały dzień. Pamiętamy, że Ojcowie Pustyni żyli z pracy własnych rąk. Siadali do wyplatania koszy, przy krosnach, pochylali się przy uprawie ziemi, która ich żywiła i powtarzali przy tych czynnościach słowa: "Panie Jezu Chryste, Synu Boży, zmiłuj się nade mną grzesznikiem". Dlatego jest to modlitwa nieustanna. Jak prosił Pan Jezus - nieustannie się módlcie. Żyć w eremie czy klasztorze na pustyni i modlić się cały dzień - to wydaje się nam nie być wielką sztuką, ale żyć w świecie, w rodzinie, pracy i nieustannie się modlić, to wydaje nam się z kolei niemożliwe. Ojcowie Pustyni mają dla nas jedną radę, o której wspomniałem na początku: praktyka. Kiedy do Abba Makarego przyszedł młody człowiek i poprosił: Abba, naucz mnie modlić się, Makary wychylił głowę z dziupli w drzewie, gdzie siedział i powiedział łagodnym głosem: módl się, synu. I schował się do dziupli.

Módl się, synu. Módl się, córko. Tylko przez praktykę wasza modlitwa stanie się nieustanną modlitwą serca.

Aby osiągnąć stan nieustannej modlitwy jak Ojcowie Pustyni należy:

- nauczyć się tekstu modlitwy Jezusowej: "Panie Jezu Chryste, Synu Boga, zmiłuj się nade mną grzesznikiem";

- zaczynać dzień od ukierunkowania się na wschód i - na początek, powtórzenia choć kilka razy tej formuły w ciszy, skupiając się na pojedynczych słowach. Nie trzeba klękać, jeśli ktoś ma z tym problem. Trzeba skupić się, może nawet z zamkniętymi oczyma;

- należy zacząć dokładnie analizować czynności wykonywane przez siebie w ciągu dnia i czas, jaki poświęcamy tym czynnościom;

- zacząć zastanawiać się, ile z tego czasu tak na prawdę marnujemy. Np. gotujemy obiad - po postawieniu na kuchence produktów, one gotują się i smażą same. Można usiąść na krześle na pięć minut. A jeśli coś trzeba mieszać, obracać, pilnować - nie trzeba przy tym myśleć o czymkolwiek, ale można powtarzać tekst modlitwy Jezusowej;

- po powrocie do domu trzeba znaleźć  5, 10 minut, by usiąść. Rozluźnić ciało, przywołać na myśl wizerunek Chrystusa i powtórzyć kilka, kilkanaście razy tekst modlitwy. Wieczorem przed snem również. Podczas podróży do pracy - również. Podczas drogi do kościoła - również. Stoisz w kolejce w sklepie - módl się, córko. Stoisz w korku na drodze - módl się, synu;

- zawsze należy pamiętać, że modlitwa wymaga ciszy - nawet w zgiełku ulicy - idąc ulicą powtarzasz słowa modlitwy i myślisz o nich. Powoli, z biegiem czasu, często dopiero po kilku miesiącach, niespodziewanie zauważysz, że zgiełk ulicy nie dociera do Ciebie tak mocno, jak zazwyczaj. To wymaga jednak długiego okresu systematycznego praktykowania;

- treść modlitwy musisz dostosować do siebie. Rytm naszego życia jest uwarunkowany naszym oddechem - to oddech nadaje nam rytm życia. Dlatego modlitwa musi być dostosowana do Twojego oddechu - jedni odmawiają cały tekst, inni krócej: "Jezusie, zmiłuj się nade mną grzesznikiem", a są też tacy, którzy powtarzają tylko samo Imię: Jezus! Zatem - dostosuj modlitwę do siebie;

- w modlitwie  potrzeba cierpliwości, konsekwencji i wytrwałości. Jeśli powiesz: nie dziś, to jutra może już nie być. Bo jutro znów powiesz: nie dziś - i to już będzie kolejne jutro. I tak popłynie czas, a nie wiesz, ile Ci go jeszcze zostało...

Trzeba pamiętać, że diabeł będzie przeróżnymi sposobami odciągał nas od modlitwy, aż do wzbudzenia w nas chęci ucieczki, rezygnacji. Gdy czujemy jakiekolwiek negatywne uczucie do modlitwy, módlmy się mimo to! Tylko tak można pokonać demona odciągającego nas od modlitwy: modlić się mimo odczuć negatywnych, mimo grzechu, mimo, że wydaje się nam, że nas Bóg nie kocha, że Go nie obchodzimy, że zesłał bezlitośnie na nas jakieś doświadczenie. Bóg nie jest bezlitosny - kocha nas zawsze i w każdym doświadczeniu! Trzeba modlić się mimo wszystko.

Praktyka to podstawa. Jeśli nie będziecie praktykować modlitwy, możecie jeździć na rekolekcje, słuchać konferencji, czytać opasłe dzieła - nic Wam to nie pomoże!

"Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni jesteście, a Ja was pokrzepię" (Mt 11,28) - mówi Pan Jezus. Zatem zabierzcie całe swoje życie, każdy jego aspekt i - módlcie się nieustannie. Składajcie wszystko u stóp Pana.

Modlitwa nieustanna daje owoce:

- najpierw modlą się Wasze usta przez wypowiadanie formuły i powtarzanie jej świadomie w ciągu dnia;

- modli się Wasz umysł, ponieważ wypowiadając słowa wolno, siłą rzeczy zaczyna się on zastanawiać nad znaczeniem tych słów;

- modli się wasze serce, bo słowa zaczynają się wyrzynać w nim. Im więcej i częściej się modlicie, tym głębsze stają się znamiona tej modlitwy w waszych sercach.

Serce zaczyna być coraz bardziej spokojne. Dochodzimy do stanu tzw. apatei - beznamiętności. Nie chodzi tu o stan braku uczuć, ale o stan, w którym serce człowieka zostaje nieporuszone wobec różnorakich zdarzeń - dobrych, a zwłaszcza złych. W życiu będziecie przeżywać wszystko mimo praktykowania modlitwy nieustannej - radości, smutki, rozstania, utraty, awanse, porażki -przeżyjecie wszystko. Im więcej będziecie się modlić, tym więcej będzie Was spotykać. Im będziecie się stawać silniejsi - tym większe trudności będą rosły przed Wami. Zawsze pamiętajcie co powiedział św. Paweł: "wszystko mogę w Tym, Który mnie umacnia!" (Flp 4, 13).

Mimo tych doświadczeń Wasze serca pozostaną w stanie apatei - niewzruszalności wobec wydarzeń. Spójrzcie na Chrystusa - pojmano św. Jan Chrzciciela, a Jego serce nie drgnęło - nie dlatego, że Jego serce było twarde, bo Chrystus niejednokrotnie płakał lub ocierał łzy - ale dlatego, że Jego Serce było silne modlitwą i miłością do Boga, którą to miłość modlitwa buduje. Umierał Łazarz - Jezus był spokojny. Ludzie robiły Mu różne wymówki - Jezus był spokojny. Uczeni w Piśmie i Faryzeusze prześladowali Go - Jezus zachowywał pokój Serca.Nasze serca staną się takie same, jeśli będą przez modlitwę stanowiły jedno z Sercem Jezusa. O, Jezu, cichy i pokorny, uczyń serca nasze według Serca Twego!;

- na końcu zaczyna modlić się wasza dusza - słowa wprowadzane do życia najpierw ustami, na koniec zapisywane w sercu, na trwałe zapisują się w Waszej duszy. Wówczas Wasza modlitwa staje się literalnie NIEUSTANNA - rozmawiacie, a Wasza dusza modli się; śmiejecie się czy płaczecie - dusza modli się; pracujecie - dusza modli się. I wtedy za św. Pawłem możecie powiedzieć w każdej sytuacji Waszego życia – „żyję już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus” (Gal 2, 20).

"Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus.

Choć nadal prowadzę życie w ciele,

jednak obecne życie moje jest życiem wiary w Syna Bożego,

który umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie.

             Nie mogę odrzucić łaski danej przez Boga".              

                                                                                               (Gal 2, 20 - 21)