homilia piątek

 

W rozważaniach na temat życia wewnętrznego człowieka chodzi przede wszystkim o autentyczny kontakt człowieka z Bogiem. Prawdziwe życie wewnętrzne jest ukryte i trzeba zadać sobie trud, aby je poznać i świadomie rozwijać. Trzeba zatrzymania się i refleksji.

Jesteśmy w drodze, a nasze życie wciąż rozwija się na wielu płaszczyznach, wśród wielu różnorakich elementów. Te płaszczyzny naszego życia nieustannie się przenikają. Dbamy o życie biologiczne, fizyczne, uczuciowe, intelektualne. Przejawy tego życia są nam bezpośrednio, namacalnie dostępne.

Jednak pod spodem, w głębi ludzkiego jestestwa ukryta jest sfera  bardziej złożona. Mimo, że ukryta, to dla nas dostępna. Czyni nas osobami - potrafimy myśleć, oceniać i świadomie wybierać dobro, odróżniamy prawdę od fałszu, zauważamy i przyjmujemy, że źródłem tych duchowych wartości jest Bóg, stwórca świata. Odkrywanie tych wartości, a szczególnie życie nimi, wymaga myślenia i aktywności serca - są niewidzialne, nie zawsze zauważamy je spontanicznie, a jakże często krępują one nasz egoizm. Dlatego, gdy w człowieku kontrolę zaczyna przejawiać życie uczuciowe czy problemy egzystencjalne, przejawy i cele życia duchowego zaczynają schodzić na plan dalszy. Jakże często zdarza się, że gdy nam się w życiu spieszy, to trudno nam się kierować prawdą, sprawiedliwością czy uczciwością.

Wiele trudności sprawia życie wartościami w świecie. Takie życie wymaga wiele pracy nad sobą i nad rozwijaniem w sobie człowieczeństwa w wymiarze duchowym.

Nam siłę daje nowe życie jakie otrzymujemy podczas chrztu. Jesteśmy złączeni nim z Chrystusem jak gałązki z krzewem winnym. O tej tajemniczej obecności Boga w nas przypomina nam każda Msza święta, a nawet każdy znak krzyża, który czynimy.

Ten dar Chrystusa nazywamy życiem nadprzyrodzonym. Bóg, który w nas mieszka i obdarza nas tym życiem, jednocześnie "jest w nas sprawcą i chcenia i działania zgodnie z Jego wolą (Flp 2, 13). Pan Jezus porównał swoje słowo do ziarna, które wydaje owoce, zależnie od tego, ile wysiłku wkłada człowiek w to, aby je pielęgnować.

Księga Rodzaju powiada, że człowiek otrzymał życie od Boga jak każda żyjąca istata, ale posiada je inaczej. Wszystkie istoty żyją, bo Bóg je do życia powołał, ale człowiek może dokonywać świadomych wyborów między życiem a śmiercią. Zatem prócz życia został również obdarzony odpowiedzialnością za to, jak będzie realizował Boży dar istnienia.

W Raju człowiek nie tylko został postawiony wyżej niż inne stworzenia, ale obdarzony przywilejem przyjaznego obcowania z Bogiem. Był obdarzony przyjaźnią, więc wzajemnym zaufaniem - człowiek ufał Bogu, a Bóg ufał człowiekowi. Dopiero, gdy człowiek tę przyjaźń utracił, stało się jasne, jak wielki był to dar. Jak bardzo bliski był Bóg. Dopiero wówczas ludzie zobaczyli to, co było, co istniało, ale dla nich było to niewidzialne. Jest to ważna lekcja dla nas - dar łaski życia nadprzyrodzonego jest tajemnicą niewidzialną, łatwo ją przeoczyć, minąć, utracić. Gdy nasze myśli i wysiłki koncemtrujemy na sprawach ważnych z punktu widzenia codzienności, ale nieistotnych z punktu widzenia wieczności, możemy nie zauważyć przyjaźni, którą obdarza nas Bóg. Dopiero, gdy grzech daleko odsunie nas od Boga, dopiero wówczas człowiek może zauważyć, co traci. Dla niektórych ludzi taka świadomość jest zabójcza, bo prowadzi ich do zwątpienia w Boże Miłosierdzie, a tym samym uniemożliwia im powrót do Boga, pogodzenie się z nim, a co za tym idzie, spycha ich w otchłań potępienia.

To uprzywilejowane życie w przyjaźni z Bogiem zostało nam przywrócone przez Chrystusa. "Zesłał Bóg Syna swego, aby wykupił tych, którzy podlegali Prawu" (Gal 4, 4-5). "Z waszego złego postępowania zostaliście wykupieni" (1 P 1,18). Słowo "odkupienie" oznacza przede wszystkim wydobycie kogoś z niewoli. Św. Paweł często używa słowa "pojednanie": "Będąc nieprzyjaciółmi, zostaliśmy pojednani z Bogiem przez śmierć Jego Syna" (Rz 5,10). Obok tych słów używa określenia "wyzwolenie": "Ku wolności wyswobodził nas Chrystus" (Ga 5, 1). Te trzy określenia wskazują na jedną tajemnicę: wydobycie człowieka z upadku, który odizolował go od życia w przyjaźni z Bogiem i przywrócenia mu takiej możliwości.

Przyjaźń z Bogiem nie jest taka jak z człowiekiem - nie jest to relacja uczuciowa, jakaś sympatia. Bóg swoją przyjaźnią realnie, faktycznie przemienia człowieka. Nie zostawia człowieka takim, jakim był. Decydując się na życie w przyjaźni z Bogiem człowiek decyduje się na poddanie się radykalnej zmianie. Przyjaźń Boga przenika istatę człoweka i tworzy go niejako na nowo.

Przyjaźń człowieka z Bogiem jest osadzona na głębokiej i szczerj miłości - Bóg bezinteresownie daje siebie człowiekowi, ale tego samego oczekuje od człoweka. Aby człowiek mógł zbliżyć się do Boga musi być święty Jego świętością. Człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boga i ten obraz i podobieństwo w sobie nosi. Poza tym, jak uczy święty Paweł, człowiek jest świątynią Boga. Posiada więc człowiek znów wielki dar - ma w sobie świętość samego Boga i jest nią w przyjaźni opartej na miłości obdarzany. Jednak ta relacja nie pozostaje, bo nie może z racji swej istoty, na płaszczyźnie ja-Bóg. Ta relacja musi emanować na ludzi wokół - jednoczenie się z Bogiem nie może być oderwane od jednoczenia się z ludźmi. Im bardziej człowiek oddaje się Bogu, im bardziej wychodzi ze swego egocentryzmu, tym bardziej oddaje się bliźniemu. Bycie świętym w rozumieniu chrześcijańskim to miłość, która wyrzeka się siebie, aby jednoczyć się z Bogiem, i odwraca się od siebie, by służyć ludziom.

My sami z siebie nic nie możemy. Inicjatywa zawsze wychodzi od Boga. Wszystko, co czyni człowiek jest jedynie odpowiedzią. Modlitwa, nawet modlitwa prośby, też jest odpowiedzią człowieka. To Bóg wzywa, to On ukazuje siebie człowiekowi, jako jedyne źródło pomocy i darów. Odpowiedź człowieka musi być czynna, aktywna. Zbawienie zostało nam wszystkim dane darmo, ale Chrystus sam podkreśla, że człowiek musi o nie walczyć dalej w całym życiu, w czym będzie mu nieustannie przeszkadzał szatan. A wybory będą trudne, o czym mówi sam Pan: "Kto dla mego Imienia opuści dom (...) ojca, matkę, dzieci lub pole, stokroć tyle otrzyma i życie wieczne odziedziczy" (Mt19, 29). Św. Paweł uprzedza, że "Bóg odda każdemu według uczynków jego: tym, którzy przez wytrwałość w dobrych uczynkach szukają chwały, czci i nieśmiertelności - życie wieczne" (Rz 2, 6-7). W planach Bożych liczy się nie chęć, ale wysiłek jaki człowiek wkłada w czynienie dobra.

Pamiętać też należy, że życie wewnętrzne człowieka, choć skryte głęboko w jednostce, ma wymiar wspólnotowy. Życie wewnętrzne oparte na przyjaźni z Bogiem, na świętości, która ma emanować na zewnątrz i być miłością do Boga i ludzi, musi się udzielać innym - musi darzyć ich miłością, swymi owocami, swą głębią. Życie wewnętrzne, które skryte jest w człowieku i nie emanuje owocami na zewnątrz, nie jest prawdziwe.

Życie wewnętrzne będzie poddawane nie tylko kuszeniu przez zazdrosnego o wszystko szatana, ale i próbie, której podda nas niejednokrotnie sam Bóg. Pamiętajmy o nauce Pisma Świętego - próbę ognia może przetrwać szczere złoto. Dlatego nasze życie wewnętrzne ma być budowane nie na mistrzach - Ojcach Pustyni, ale na Jezusie Chrystusie. Ojcowie Pustyni nie tworzyli swojej nauki, oni budowali na Chrystusie. Bowiem tylko "ten, którego dzieło wzniesione na fundamencie przetrwa, otrzyma zapłatę" (1 Kor 3, 14). W dniu, w którym staniemy przed Bogiem spojrzymy wspólnie z Nim na dzieło naszego życia. Jeśli było ono budowane ze szczergo złota, przetrwa i dostaniemy nagrodę. Wszystko, co nie było ze złota, ale z jakiegokolwiek materiału - spłonie w ogniu Bożej sprawiedliwości, Bożej miłości. "Ten zaś, którego dzieło spłonie, poniesie szkodę (...) Sam wprawdzie ocaleje, lecz tak jakby przez ogień" (1 Kor 3, 15). Przykrą by było rzeczą patrzeć jak najwspanialsze, największe dzieła naszego życia płoną w ogniu Bożej miłości.

Życie wewnętrzne zaczyna się od aktu wiary - zaczynając świadomie wierzyć wcześniej czy później dochodzimy do momentu, w którym jasne dla nas się staje, że gdy Bóg mówi, trzeba Mu odpowiedzieć. Pierwszym elementem jest to, żeby uznać, że Bóg mówi i zainteresować się tym. Następnie trzeba się nad tym słowem zastanowić i je zrozumieć (czynnik rozumu w wierze). Bardzo często jednak nie rozumiemy, przede wszystkim znaczenia, celu czy tego, w jaki sposób coś ma się w naszym życiu wypełnić. Jest tu więc niejasność. I wówczas trzeba ślepo zaufać - tego oczekuje od nas Bóg. Tak jak pilot w gęstej, nieprzeniknionej mgle sprowadza samolot polegając jedynie na wytycznych podawanych przez człowieka siedzącego w wieży, ba sam nic nie widzi. Tak ślepo trzeba ufać. To jest równocześnie akt posłuszeństwa wobec Boga. Wiemy, Komu wierzymy - samemu Bogu, dlatego nasz akt wiary jest pewny. Nawet jeśli w niezwykle trudnych chwilach coś do Boga pretensjonalnego wykrzykniemy, ale mimo to żałujemy i dalej chcemy trwać przy swoim wyborze, nasz akt wiary dalej trwa. Nasza przyjaźń z Bogiem nie zostaje zerwana. By trwać musimy otwierać umysł na Boga, eliminować wszystko inne. Musimy otiwerać się na Jego słowo i na Jego wolę.

Jakie będzie nasze życie wewnętrzne, taka będzie nasza modlitwa. Na dzisiejszy wieczór chcę Wam podać przykład Arseniusza.

Abba Arseniusz (zm. ok. 449 r.) znany jest jako mistrz modlitwy i wyciszenia. Jego umiłowanie samotności może być porównywane z radykalnym ukochaniem ubóstwa przez Biedaczynę z Asyżu – obydwaj święci nie znali żadnych kompromisów.

Wedle dostępnych źródeł noc była dla mnichów uprzywilejowanym czasem modlitwy. Bracia często wracają do tematu czuwania – wyrzeczenia się snu kosztem rozmowy z Bogiem. Sercem tych czuwań była noc z soboty na niedzielę, mała Wielkanoc, kiedy bracia w sposób szczególnie gorliwy mieli oddawać się modlitwie. W takiej właśnie chwili apoftegmat ukazuje Arseniusza: starzec modli się całą noc za zegarek mając wstające rankiem słońce. Tekst sugeruje, że było to jego obyczajem. To, co warto tu wcielić i w nasze życie, to wytrwałość naszego mnicha. Bez względu na różny stan ducha, zmęczenie i wiek regularnie oddawał się takiej praktyce wedle zasady sformułowanej już przez Ewagriusza z Pontu:

Wszystko musi mieć swój czas i miarę. To bowiem, co nie zna właściwego czasu ani miary, trwa krótko, a to, co krótkotrwałe, przynosi więcej szkody niż pożytku.

Na modlitwę trzeba znaleźć czas i ciszę.Trzeba wyznaczyć sobie chwile milczenia. Samotność (także taka od czas do czasu) daje nam możliwość zdystansowania się, a ta -  siłę, by wybrać to, co najważniejsze i w tym wytrwać.

 Zastanawiając się w jaki sposób powinno wyglądać nasze życie modlitwy, warto naśladować Arseniusza w jego wytrwałości. Jakakolwiek będzie nasza miara czasu spędzonego sam na sam z Bogiem, dobrze, aby była ona regularna, aby ta wytrwała praktyka przyniosła nam pożytek w umacnianiu relacji z naszym Stwórcą.

Pustynia, czy też cela - miejsce odosobnienia - przedstawia się więc z jednej strony jako miejsce, gdzie łatwiej osiągnąć zbawienie, z drugiej zaś, jako miejsce najtrudniejszych walk o to zbawienie. Ojcowie mówili:

„Wszystko musi mieć swój czas i miarę.

To bowiem, co nie zna właściwego czasu ani miary, trwa krótko.

Do wszystkiego, co człowiek robi, trzeba włożyć serce i zaangażowanie.

Jeśli tego braknie, czyny człowieka będą małe i bezowocne”.