homilia niedziela

 
Niedzielna Eucharystia to jest najważniejszy czas w ciągu całego tygodnia. Tą uroczystą Mszą św. kończymy trzydniowe rekolekcje. W tym roku, podobnie jak w zeszłym, dokładnie o tej samej porze, przeżywaliśmy rekolekcje razem ze św. Janem Marią Vianney'em. Był bardzo gorliwym szafarzem sakramentu pokuty, sakramentu Bożego Miłosierdzia. Jego relikwiarz stoi przed nami na ołtarzu i po Mszy św. będzie możliwość ucałowania relikwii Świętego. 
Mamy szczęście, że tu jesteśmy, mamy szczęście, ze należymy do Chrystusowej owczarni. Posłuchajmu krótkiego fragmentu kazania św. Jana: "Pracujecie, pracujecie, moje dzieci, lecz to, co zarabiacie rujnuje wam duszę i ciało. Gdyby zapytano kogoś, kto za życia pracował w niedzielę, co zyskał, odpowiedziałby prawdopodobnie: sprzedałem swoją duszę diabłu, ukrzyżowałem Chrystusa i wyrzekłem się chrztu; skazałem się na piekło i przez całą wieczność będę opłakiwać swoje marne postępowanie. Kiedy widzę ludzi orzących pole w niedzielę, mam wrażenie, że zaprzęgli swe dusze do piekielnego pługa". W czasach po rewolucji francuskiej wielu ludzi pracowało w niedzielę. My żyjemy w czasach luksusowych, okrzykniętych czasem postępu, a też wielu ludzi ma problem z przeżywaniem tych świątecznych dni. I do nich św. Proboszcz mówi tak: "Bracia moi, najpiękniej byłoby umrzeć w niedzielę i zmartwychwstać w poniedziałek. Niedziela to dzień Boży, dzień PAński, Jemu samemu należny. Pan stworzył wszystkie dni tygodnia i wszystkie mógł mieć wyłącznie dla siebie. A jednak oddał wam sześć z nich, a sobie zostawił tylko siódmy. Jakim prawem sięgacie po to, co do was nie należy? Wiecie przecież, że kradzione nie tuczy. Dzień skradziony Panu Bogu też nie przyniesie wam żednego pożytku. Znam dwa sposoby żeby stać się nędzarzem: pracować w niedzielę i kraść dobra należące do bliźnich. Nasze niedzielne spotkanie, to spotkanie z geniuszem Bozego Słowa, mamy nakarmić się Słowem, mamy wyjść z tego niedzielnego spotkania nasyceni Panem Bogiem.
Chciałbym, abyśmy rozpoczęli od pytania, które przynosi refren psalmu responsoryjnego: czy rzeczywiście możemy uczciwie o sobie powiedzieć: my ludem Pana i Jego owcami? Gdyby nas zapytać o jakąś przynależność, jaką jesteśmy społecznością, to czy jako pierwsza odpoweidź przyszłaby nam, ludziom wierzącym, myśl: ja należę do Chrystusa? Ja mam na czole od czasu chrztu świętego odciśnięte niezniszczalne znamię przynależności do Niego. W tym sakramencie dłonią kapłana Chrystus dotknął naszego czoła i kiedy kapłan ten krzyżzrobił to zrobił to jako znamię niezniszczalne. To jest WYROK - taki pozytywny, ale też znak rozpoznawczy wszystkich ludzi, którzy w Chrystusa wierzą. Czy ja o tym pamiętam? Czy kiedy myślę o swoim życiu, takim zabieganym, takim rozpędzonym, pełnym trosk i niepokojów; gdy myślę o swoichgrzechach i swoich lękach, o tym wszystkim co mnie stanowi i mnie dotyczy - czy ja pamiętam, że jestem ludem Pana, żejestem z Jego owczarni?
Kochani, ten przekaz dzisiejszego Słowa jest nieprawdopodobnie mocny. Posłuchajcie, co mówi nam Dobry Pasterz: Moje owce słuchają Mojego głosu. Słuchasz Dobrego Pasterza? Jak masz problem w życiu, nie wiesz, co zrobić: pytamy koleżankę, kolegę, szukamy w horoskopach. A Jezus mówi: Moje owce to te, które słuchają Mojego głosu. 
W pierwszym czytaniu słyszeliśmy, że Paweł i Barnaba przyszli do Antiochii Pizydyjskiej i głosili tam Słowo Boże. Zankiem rozpoznawczym. Znakiem rozpoznawczym tego, co jest w naszym życiu najważniejsze, jest to, z czym mamy pewne problemy. Jak robimy coś dobrego to programowo pojawia się zły, który próbuje nam to zepsuć. Paweł i Barnaba weszli do synagogi, czyli miejsca, gdzie czyta się Słowo Boże i to Słowo głoszą. Co robi zły? Powoduje agresję. Przychodzą przedstawiciele władzy duchownej oburzeni tym, co oni robią. A oni przecież tylko czytają Słowo Boże. Ostatecznie wypędzają ich. Bo to Słowo Boze jest takie ważne, takie potrzebne, bo od tego, czy my Słowa Bozego rzeczywiście słuchamy nieprawdopodobnie dużo w naszym życiu zależy. Pamiętacie tenmoment, kiedy faraon wydał decyzję, zeby topić chłopców hebrajskich? Faraon byłmądry i przebiegły.Miał świadomość, że Bóg Hebrajczyków jest Bogiem potężnym i myślał następująco: jeżeli karzę tych chłopców np ściąć, to On zetnie mój naród; jak ich skarzę na śmierć głodową, to On doprowadzi do tego, że moi ludzie poumierają. Wiedział faraon, ze po potopie Bóg obiecał, ze nigdy więcej nie zniszczy ziemi wodą. Wobec tego wpadł na genialny pomysł: chłopców trzeba utopić. Bo Bóg obiecał, a Bóg jest słowny. Tak myślał faraon. 
Matka włożyła Mojżesza do koszyczka zrobionego z papirusu i wyłożonego smołą, żeby się nie utopił. Na papirusie zapisywano Słowo Pana Boga w tych czasach. Można powiedzieć, ze Mojżesz został rzucony w ten żywioł, który mógł go zabić. Matka go nie schowała, ale owinęła w Słowo Boze. I za każdym razem kiedy Bóg do nas mówi, to Bóg chce to zrobić: rzucuć nas w żywioł, który może nas zabić, ale owinąć nas swoim Słowem. Mówi: nie sprawię że świat stanie się bezpieczny, dalej będzie takim niebezpiecznym żywiołem jakim jest, ale mogę ci obiecać, ze jezeli będziesz owinięty w papirus, że jeżeli będziesz otulony Słowem Bożym, to choćbyś pływał po niebezpiecznym Nilu, w którym pływają krokodyle i mają straszną ochotę na taką przekąskę jak ty, to ci się nic nie stanie. Jeżeli będziesz słuchałMojego Słowa i będziesz za Mną szedł, to Ja cię będę miał w swojej opiece. I dokądkolwiek pójdziesz, nawet jeśli pójdziesz w grzech, Ja cię nie zostawię. Ja będę krok w krok podążał za tobą. 
Jest wiele interpretacji tego, dlaczego Apostołowie to byli rybacy. Niektórzy twierdzą, ze ponieważ to był bardzo rzadki zawód w Palestynie i stanowili mniejszość, inni mówią, ze dlatego iż jako rybacy byli odważni; jeszcze inni twierdzą, ze to jest trudna sztuka rzucić się i będąc rządnym połowu nie polecieć za tą siecią. Jeszcze inni twierdzą, ze rybacy to są dziwni ludzie, którzy w nocy widzą pod powierzchnią wody to, czego inni ludzie normalnie nie zauważają. Czasem jak się patrzy na rybaka wracającego z połowu, to się mówi, ze wraca pusty, a jego skarb jest ukryty pod powierzchnią. Jednak Apostołowie jako rybacy to byli ludzie,którzy potrafili pływać, utrzymywać się na powierzchni wody. Żydzi w tamtych czasach,ponieważ wody brakowało i zbiorowiska były bardzo rzadkie, uważali, że woda była siedliskiem demonów. Gdy Pan Jezus wypędzał złego ducha, który nazywał się "legion", to wypędził go właśnie do jeziora i tam on zginął. Mieli takie przekonanie, że pod powierzchnią wody mieszkają demony, że tam mieszka szatan. Kiedy Pan Jezus widział Apostołów to rozumiał, że to są ludzie, któzy się nie boją pływać po powierzchni, nie bacząc na to, co jest pod spodem. I nam jako chrześcijanom Chrystus chce powiedzieć tak: ja cię puszczam na morze tego świata, morze, które skrywa demony, potwory, które chce cię porzreć - jak będzie burza to pujdziesz na dno, chyba, że będziesz zawinięty w Moje Słowo. A jak będziesz zawinięty w Moje Słowo, to będziesz stąpał po głowach demonów. Jezus kiedyś mówił: będzieci stąpać po całej potędze przeciwnika i nic wam nie zaszkodzi. 
Kochani nie mogę wam obiecać, ze jak wyjdziecie z tej Mszy św., jak po rekolekcjach wrócicie do domów, to nic wam nie będzie zagrażało. Będzie zagrażało. Jeszcze więcej niż przed tą Mszą św. Pamiętajcie, każdy człowiek, który próbuje robić dobro, natychmiast dostaje odwet od demonów. Ale to jedno Pan Jezus, nasz Dobry Pasterz, obiecuje każdemu z nas: jak będziesz ze Mną, to ci się nic nie stanie. Zobaczcie, że Mojżesza uratował ten żywioł, który mniał go zabić. Nas może uratować ten świat, jeżeli odniesiemy nad nim zwycięstwo. Jeżeli będziemy nad nim górowali mocą Bożego Słowa. 
Jakie było zwycięstwo z dzisiejszego czytania? Rzadko o tym mówimy, ale to jest bardzo symptomatyczne. Gdyby nie prześladowania chrześcijan, to Ewnagelię poznałby niewlieki krąg ludzi. Ponieważ Apostołowie i uczniowie Pańscy byli prześladowani, to oni uciekając przed śmiercią docierali do caoraz nowych ludzi. I wszędzie, dokąd przybywali, zakładali wspólnotę chrześcijańską i wędrowali dalej. Chrześcijaństwo w ciągu trzech wieków opanowało prawie cały świat. Zły chcąc zniszczyć chrześcijaństwo napędzał je coraz bardziej. Kres Męczenników staje się posiewem chrześcijan. Taka jest Boża logika i to nam obiecuje Pan Jezus. O tych ludziach, którzy przychodzą do Nieba z ucisku czytamy w drugim czytaniu: ujrzałem wielki tłum - nie pojedyncze osoby, jak niektórzy twierdzą - którego nikt nie mógł policzyć, każdego narodu, ze wszystkich pokoleń, ludów i języków, stojący przed Tronem i Barankiem, odziani są w białe szaty - piękne, nieskalane - w ręku białe palmy. Kochani to my - rzekł do mnie jeden ze starców: to ci, co przychodzą z wielkiego ucisku i opłukali swe szaty i we Krwi Baranka je wybielili.
Do Nieba nie trafiają ludzie doskonali, ale święci, tacy, którzy stąpali po głowach demonów, którzy byli ukąsani przez zło, byli umazani błotem tego świata - we Krwi Baranka się oczyścili. Ich szaty są przepiękne i najwspanialsze. 
Druga bardzo wazna myśl jest w drugiej części Apokalipsy: oni już nigdy więcej nie będą łaknąć, nie będą pragnąć. Za chwilę przystąpimy do stołu Eucharystii. Pytam was: czy jesteście głodni Pana Boga? Potrafimy być głodni świata, sławy, pieniędzy. Taka jest nasza natura. Jak jesteśmy głodni to źle funkcjonujemy, jesteśmy nerwowi. Czy cały tydzień czekasz na ten moment, kiedy kapłan podniesie biały chleb i powie: oto Baranek. Ten, Któy gładzi twoje grzechy. Czy kiedy otwieramy usta i mówimy: amen, to otwieramy swoje serce? Czy porzeramy Pana Boga? Czy czujemy się mocni Jego potęgą? 
Ja znam owce Moje; idą one za Mną i Ja im daję życie wieczne. Nie da się żyć bez pokarmu. Jeżeli nie radzimy sobie w życiu, jeżeli narzekamy na brak sił - to tu jest źródł. Chrześcijanin to człowiek, któy w Kościele karmi się najczystszym pokarmem, najbardziej porzywnym. Pewnie wielu z nas karmi się w innych jadłodajniach: kłamstwa, mnipulacji. Tam serwują taki pokarm, który wystarcza tylko na chwilę, a potem znowu odczuwamy głód. Jezus w minionym tygodniu pouczał nas w swojej Ewangelii: kto Ten Chleb spożywa nigdy pragnąć nie będzie. 
Przeżywamy teraz rocznicę 1050 lecia chrztu w Polsce. W duchu wdzięczności za ten znak uczyniony na naszym czole, potem ponowiony w sakramencie bierzmowania. W bazylikach dawno były na scianach rozmaite symbole. Jedna z nich przedstawia koguta i żółwia. Symbolem chrześcijanina jest kogót. Kogut, który ma pazury, dziób i kapitalną cechę: pieje na widok wschodzącego słońca. W każdy niedzielny poranek Zmartwychwstania, za każdym razem kiedy pojawia się prawda, to kogut prawdziwy wskakuje na płot i się drze. Nie tylko się nie wstydzi tego, kim jest, on ma w nosie, co powiedzą inni, jest zadziorny, gotowy do walki, ale przede wszystkim pieje wtedy, kiedy trzeba. I życzę wam i sobie, żebyśmy takimi kogutami potrafili być. Żebyśmy piali na widok Chrystusa, któy zmartwychwstaje, któy przywraca nas do życia. A żeby nie mieć wątpliwości, że warto, to posłuchajcie do końca raz jeszcze tej Ewangelii: nie zginą na wieki te Moje owce i nikt nie wyrwi ich z ręki Mojego Ojca. I fragment z listu do Rzymian: cóż na to powiemy: jeżeli Bóg z nami, którż przeciwo nam. On, któy nawet własnego Syna nie oszczędził, ale za nas wszystkich Go wydał, jakże miałby wraz z Nim wszystkiego nam nie darować. Któż może wystąpić z oskarżeniem przeciwko tym, których Bóg wybrał? Bóg, który usprawiedliwia? Chrystus Jezus, który poniósł za nas śmieć, co więcej, zmartwychwstał, siedzi po prawicy Boga i przyczynia się za nami? Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? Utrapienie, ucisk, czy prześladowanie i głód, niebezpieczeństwo czy miecz? Jak to jest napisane: z powodu Ciebie zabijają nas przez cały dzień, uważają nas za owce na rzeź przeznaczone, ale we wszystkim tym odnosimy pełne zwycięstwo dzięki Temu, który nas umiłował. I jestem pewien, ze ani śmierć ani życie, ani aniołowie, ani zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze ani przyszłe, ani moce, ani co wysokie, ani co głębokie, ani jakiekolwiek inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie Panu naszym. 
Nic nas nie oderwie od Boga, nic nie pokona tej miłości, którą Bog dał nam raz na zawsze. Bo my ludem Pana i Jego owcami. Amen.