modlitwa ranna niedziela

 

Przychodzimy tu, aby Ci, Jezu, wyznać naszą wiarę, miłość i bezgraniczne zaufanie. Chcemy Cię za grzechy nasze i całej ludzkości szczerze przepraszać i wynagradzać. Z wielką nadzieją stajemy przed Twym Obliczem tak pełnym dobroci i słodyczy, aby wybłagać u Ciebie zmiłowanie nad grzesznym światem, odpuszczenie grzechów i wieczne zbawienie. Ufamy, że nie wzgardzisz pokornymi modlitwami, naszym cierpieniem, które u Twych stóp składamy w ofierze. Racz najmiłosierniejszy Jezu wejrzeć na nas i na nasze codzienne krzyże, a potem uczyń co Ci Twe serce podyktuje. Wiemy, że nas nie odtrącisz, że nas wysłuchasz, bo całą ufność w Twoim nieskończonym Miłosierdziu pokładamy.

 

Kiedy ranne wstają zorze…

 

W chórach Aniołów i w zastępach Świętych, Miłosierny Jezu  – bądź uwielbiony!

We wszystkich stworzeniach i dziełach Bożych, Miłosierny Jezu – bądź uwielbiony!

We wszystkich ludziach na całej kuli ziemskiej, Miłosierny Jezu – bądź uwielbiony!

We wszystkich ludzkich dziełach, pracach i wysiłkach, Miłosierny Jezu – bądź uwielbiony!

W każdym poświęceniu się dla chwały Boga  i zbawienia dusz, Miłosierny Jezu – bądź uwielbiony!

W każdym ludzkim cierpieniu, bólu i utrudzeniu, Miłosierny Jezu – bądź uwielbiony!

W ludzkich dziełach miłosierdzia na rzecz ubogich i głodujących, Miłosierny Jezu – bądź uwielbiony!

We wszystkim co na świecie jest dobre, piękne i szlachetne, Miłosierny Jezu – bądź uwielbiony!

 

Niech będzie chwała i cześć i uwielbienie…

 

Za to, że będąc Synem Bożym zstąpiłeś z Nieba na ziemię, by stać się człowiekiem, Miłosierny Jezu – dzięki Ci składamy!

Za to, żeś nie wzgardził dziewiczym łonem Maryi, Miłosierny Jezu – dzięki Ci składamy!

Za to, żeś wziął ubogą stajnię na miejsce swego narodzenia, Miłosierny Jezu – dzięki Ci składamy!

Za to, żeś z Rodzicami dzielił trudy wygnania do Egiptu, Miłosierny Jezu – dzięki Ci składamy!

Za przykład pobożnego i pracowitego życia w Nazarecie, Miłosierny Jezu – dzięki Ci składamy!

Za Dobrą Nowinę o Zbawieniu głoszoną ubogim i grzesznikom, Miłosierny Jezu – dzięki Ci składamy!

Za gorzką Mękę i Śmierć na krzyżu, Miłosierny Jezu – dzięki Ci składamy!

Za zwycięstwo nad śmiercią, grzechem i szatanem, Miłosierny Jezu – dzięki Ci składamy!

Za Ducha Świętego i Jego siedmiorakie dary, Miłosierny Jezu – dzięki Ci składamy!

Za Kościół święty, biskupów i kapłanów, Miłosierny Jezu – dzięki Ci składamy!

Za Słowo Boże i sakramenty święte, Miłosierny Jezu – dzięki Ci składamy!

Za Niebo, które nam obiecujesz, Miłosierny Jezu – dzięki Ci składamy!

 

Niech będzie chwała i cześć i uwielbienie…

 

Za lekceważenie przykazań Boskich i Kościelnych, Miłosierny Jezu – całym sercem Ci wynagradzamy!

Za grzechy niewiary, nieufności i braku miłości, Miłosierny Jezu - całym sercem Ci wynagradzamy!

Za grzechy świętokradztwa, bezczeszczenia osób i rzeczy świętych, Miłosierny Jezu - całym sercem Ci wynagradzamy!

Za nieposłuszeństwo wobec Twojego następcy na ziemi, Miłosierny Jezu - całym sercem Ci wynagradzamy!

Za grzechy pychy, samolubstwa i samowoli, Miłosierny Jezu - całym sercem Ci wynagradzamy!

Za grzechy łakomstwa, pożądliwości i chciwości, Miłosierny Jezu - całym sercem Ci wynagradzamy!

Za grzechy nieczystości, rozpusty i wyuzdania, Miłosierny Jezu - całym sercem Ci wynagradzamy!

Za grzechy zakłamania, obmowy i oszczerstwa, Miłosierny Jezu - całym sercem Ci wynagradzamy!

Za grzechy nieumiarkowania w jedzeniu i piciu, Miłosierny Jezu - całym sercem Ci wynagradzamy!

Za grzechy gniewu, złości i nienawiści, Miłosierny Jezu - całym sercem Ci wynagradzamy!

Za grzechy lenistwa, nieróbstwa i marnowania mienia, Miłosierny Jezu - całym sercem Ci wynagradzamy!

Za grzechy niesprawiedliwości i wszelkiej ludzkiej krzywdy, Miłosierny Jezu - całym sercem Ci wynagradzamy!

 

Niech będzie chwała i cześć i uwielbienie…

 

Ojcze nasz…

Zdrowaś Maryjo…

Wierzę w Boga Ojca…

10 Przykazań…

Będziesz miłował Pana, Boga swego…

Aniele Boży Stróżu mój…

Któryś za nas cierpiał Rany…

I Ty, któraś współcierpiała…

Anioł Pański zwiastował Pannie Maryi…

 

 

Duchu Święty proszę Cię o dar mądrości do lepszego poznawania Ciebie, Twojej doskonałości, mój Boże. O dar rozumu do lepszego zrozumienia tajemnic wiary świętej. O dar umiejętności, abym w życiu kierował się zasadami tejże wiary. O dar rady, abym we wszystkim u Ciebie szukał rady, u Ciebie ją zawsze znajdował. O dar męstwa, aby żadna bojaźń ani względy ziemskie nie mogły mnie od Ciebie oderwać. O dar pobożności, abym zawsze służył Twojemu Majestatowi z synowską miłością. O dar bojaźni, abym lękał się grzechu, który Ciebie, Boże, obraża. Amen.

 

Witam, was, kochani, po nocnej przerwie. Mam nadzieję, że się wyspaliście. Rozpoczynamy ostatni dzień rekolekcji. Chociaż właściwie z ostatnim dniem to zwykle jest tak, że on się rozciąga w czasie i to, co zdobywamy tutaj, to eksploatujemy przez długi czas.

W tej porannej nauce chciałbym was zaprosić do rozważania dotyczącego Bożego dziecięctwa. To właściwie pozbieranie wszystkich myśli, które w tych rekolekcjach się pojawiały. Pewnie taką świadomość, że jesteśmy dziećmi Pana Boga wszyscy mamy, nikt nie ma wobec tego specjalnie wątpliwości. W modlitwie okresu Wielkanocy jako zachęta są takie słowa: nazywamy się dziećmi Bożymi i nimi jesteśmy, dlatego ośmielamy się mówić i wtedy następuje modlitwa Pańska, modlitwa Ojcze nasz. Jednak warto się zastanowić, co to znaczy być dzieckiem Pana Boga. Każda niedziela jest przypomnieniem Zmartwychwstania, tego wielkiego zwycięstwa, którego dokonał Chrystus. Zastanówmy się, dlaczego Pan Jezus tak bardzo ukochał dzieci i dlaczego właśnie dzieci postawił jako wzór do naśladowania? Przynajmniej dwa są takie fragmenty Pisma świętego, które mówią o dzieciach: dopóki nie staniecie się jak dzieci, nie wejdziecie do Królestwa Niebieskiego. Jezus pokazywał nawet konkretne dziecko. Ten wzór, który Pan Jezus daje nam w dzieciach to nie jest taki wzór tylko do podziwiania, ale jako przykład bardzo konkretny do naśladowania. Ten drugi tekst: pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie, bo do takich należy Królestwo Niebieskie. I taka świadomość w nas jest, że kiedy dzieci się pojawiają, to wnoszą zupełną zmianę jakiegoś porządku. Kiedy dziecko pojawia się w rodzinie, to wszystko, co było poukładane, przestaje być poukładane. Kiedy dzieci przychodzą do kościoła, to wnoszą swój klimat – czasem rodzice radzą sobie z tym lepiej, niekiedy gorzej, a czasami nie da się nic z tym zrobić. Dziecko wnosi swój świat, ma swoją dynamikę. Ja dzieciom w szkole opowiadam, że Pan Jezus trzymał te dzieci na kolanach, że je przytula do siebie i przygarnia. Ale wiemy, że dzieci Mu przeszkadzały w tym, co mówił, ciągnęły go za brodę, za ubranie. Co takiego jest w dzieciach, że Pan Bóg chce, abyśmy myśleli o sobie w takich kategoriach? Jest to coś takiego, co wprowadza nas w tajemnicę Królestwa Niebieskiego – jeśli by nam tego zabrakło, to wtedy byłoby nam bardzo trudno do tego Królestwa Bożego trafić.

Pierwsza taka rzecz, bardzo mocno związana z tym, co rozważaliśmy wczoraj, przy okazji przygotowania do sakramentu pokuty. Mamy być w RELACJI z Panem Bogiem, żeby Pan Bóg nie był dla nas tylko teoretyczny. Mówiłem, że kiedy ktoś męczy się na modlitwie, to znaczy, że modli się do Jezusa teoretycznego. Bo z prawdziwym Jezusem nie można się męczyć ani nudzić. Jak ktoś nie potrafi poczytać Biblii, bo to go nie wciąga, to znaczy, że źle sobie wyobraża Pana Boga. Ta relacja nam dorosłym jest potrzebna, jest ważna, dlatego, że relacja nam pomaga. Jednak zauważcie, że dzieci MUSZĄ być w relacji z dorosłymi. Dziecko nie ma alternatywy, ono jest w relacji ze światem dorosłych – nie dlatego, że chce, że widzi taką potrzebę, że rozum mu tak dyktuje, ale dlatego, że MUSI być. Jeżeli na miejscu dziecka postawimy siebie w relacji z Panem Bogiem, to dokładnie tak przecież jest. My nie dlatego jesteśmy w relacji z Panem Bogiem, że taki mamy program życiowy, nie dlatego się modlimy, że tak trzeba. Nie dlatego szukamy pogłębienia naszej wiary na rekolekcjach, że tak wypada, bo nam napiszą w tych niebiańskich dokumentach jak na przeglądzie samochodowym, że zrobiono to czy tamto. My jesteśmy w relacji z Panem Bogiem, bo kompletnie nie mamy innego wyjścia. Bo to jest jedyne sensowne co możemy zrobić i my poza tą relacją w gruncie rzeczy nie istniejemy. Zobaczcie, jest wiele ludzi, którzy Pana Boga i tę relację omijają i ich po prostu nie ma. Ks. Pawlukiewicz na jednej ze swoich konferencji mówił, że Bóg, który jest Miłością, widzi miłość, a nie widzi nie-miłości. Jeżeli w naszych sercach nie ma miłości, to wyraża się to właśnie w relacji z Panem Bogiem. Według tej myśli, spójrzcie – staniemy kiedyś na sądzie i będziemy mieli mnóstwo tych, w naszym przekonaniu dobrych uczynków, i zasług, a one były powodowane nie miłością, a Pan Bóg nas nie zobaczy w ogóle… Bo jeżeli coś nie wynika z miłości, nie wynika z relacji z innymi ludźmi w miłości, jeżeli nie jest służbą, to tego Bóg w ogóle nie widzi, bo widzi tylko miłość.

Dzieci bardzo mocno są przekonane o tym, one to wiedzą, że same sobie nie poradzą, nie dadzą sobie rady w życiu. Bo nie są w stanie pójść do sklepu po zakupy, zrobić prania, zarobić pieniążków. Ono koniecznie potrzebuje świata dorosłych.  To jest pytanie dotyczące nas: na kogo my w naszym życiu liczymy? Też sobie sami kompletnie nie poradzimy, nie ma takiej możliwości. Mamy, owszem, innych ludzi, wspólnoty, grupy rozmaite, ale czy przede wszystkim mamy Pana Boga? Czy w tej naszej relacji dziecięctwa Bożego jest to silne przekonanie, że ja sobie NAPRAWDĘ sam nie poradzę? Wczoraj wiele razy padło to zdanie: ja się nie nadaję. Św. Jan też to powtarzał. I On się naprawdę nie nadawał. Miał bardzo nikłe szanse na to, że będzie Księdzem. I były różne przypadki w Jego życiu. Z Domu Opatrzności Bożej biskup w pewnym momencie Go odwołał z prowadzenia domu i szkoły, bo uznał, że po prostu nie ma zdolności intelektualnych, to samo dotyczyło dwóch opiekunek. I system, który był w ówczesnej Francji nie pozwalał, żeby tacy ludzie prowadzili szkołę. Oni się nie nadawali. I my się nie nadajemy. Dziecko się nie nadaje. Gdy powiemy dziecku, żeby prowadziło samochód, to powie, że nie potrafi.

Czy Pan Bóg w moim życiu jest naprawdę Kimś takim, na kogo ja liczę? Czy ja się na Pana Boga naprawdę oglądam, czy na Niego liczę, czy to jest tak, że kiedy mam jakiś problem, coś z czym sobie nie radzę, to wtedy Jego się radzę, Jego się pytam, w Nim pokładam nadzieję?

Dzieci są bardzo ciekawe i o wszystko pytają. I pytają tych osób, do których mają zaufanie. Obcego nie będą pytać. Dziecko przy obcych raczej milczy, nie odzywa się. Naszym obcym jest rogaty – diabeł. A my bardzo często słuchamy tego, co nam mówi, co nam radzi. Dla nas obcy to są ludzie, których kompletnie nie znamy, dalecy od nas ideologicznie. A my słuchamy ich rad. Czy my się radzimy Pana Boga? Czy kiedy przychodzi podjęcie decyzji, czy kiedy jesteśmy czegoś ciekawi, chcemy o coś zapytać – czy pytamy o to Boga? Często w naszym życiu bywa tak, że wolimy nie pytać, żeby potem nie okazać nieposłuszeństwa. Może dlatego trochę Go omijamy. Czy On jest naszym autorytetem? Jeden Apostoł nigdy Pana Jezusa o nic nie pytał, on zawsze wszystko wiedział najlepiej… Jak dużo jest dzisiaj ludzi na świecie, którzy Pana Boga o nic nie pytają. Wiedzą, jak sobie radzić w życiu, jak zarabiać pieniądze, robić karierę. Oby nie kończyli jak ten nieszczęsny Apostoł…

Pewnie mieliście wszyscy w życiu taką sytuację, jak przychodzili znajomi z dziećmi i gospodarze pytają: to może coś zjecie, napijecie się; a oni odpowiadali: nie, naprawdę, dziękujemy; a dziecko mówi: mama, ja jestem głodny. Dziecko ma taką szczerość. Dziecko nie żyje w świecie konwenansu. Jak się ciotka brzydko ubrała, to dziecko zaraz to powie. Tak powinno być w modlitwie. Jeśli chcemy porozmawiać z Panem Bogiem o ważnych sprawach, a udajemy, że mówimy o czymś innym: różaniec, jakieś modlitwy omijające temat, żeby tylko nie poruszyć tego, co jest takie ważne. Żyjemy w świecie konwenansów także w dziedzinie modlitwy, relacji międzyludzkich, tych spraw, w których żyjemy. Dlatego powinniśmy zacząć otwarcie do Pana Boga mówić – bez konwenansów – On potrzebuje mowy naszego serca.

Dalej – dzieci są beztroskie. Jak dziecko jedzie na nartach to nie myśli, że może się przewrócić, połamać, że coś mu się stanie. Jak dziecko idzie w góry, to skacze po szlaku, a że pod spodem są przepaście, to już go tak za bardzo nie interesuje. To rodzice myślą za dziecko. My bardzo często w naszym życiu tak bardzo się troszczymy o wszystkie sprawy, niekiedy bardzo ważne, że brakuje w tym beztroski. Dzieci potrafią z całkowitą beztroską oddawać się opiece rodziców. Jak dziecko trzyma swoją mamę za rękę, to może być burza, może być wichura, może być tysiąc przeciwności, ono nic sobie z tego nie robi, bo wie, że jest bezpieczne. Nie przejmuje się zupełnie tym, co się dzieje dookoła niego.

Ale przede wszystkim – dzieci są kochane za nic. Gdyby zapytać mamę: za co kochasz swoje dziecko? To rodzice mają powiedzieć: że kochają swoje dzieci za problemy jakie przez nie mieli, że im dom i życie przewrócili do góry nogami? My kochamy dzieci za nic. W naszej relacji z Panem Bogiem ciągle sobie to powtarzamy, że muszę być taki a taki aby Bóg mnie kochał. A Bóg mnie kocha za nic! Jego miłość wobec mnie jest kompletnie bezinteresowna. Jeżeli będziemy podobni do dzieci, jeżeli staniemy się jako dzieci, to nasze życie naprawdę będzie łatwiejsze. Odpadnie nam wiele trosk, wiele kłopotów, wiele problemów – jeżeli je powierzymy Panu Bogu, to On się nimi naprawdę zajmie. A my znajdziemy taką bezpieczną przystań. Takie miejsce, stan naszego serca, naszej duszy, w którym naprawdę będziemy bardzo szczęśliwi.

Bardzo często  myśląc o Panu Bogu i naszej relacji z Nim, myślimy, że Pan Bóg to jest taki luksus, taki super dodatek do naszego życia – że kiedy uporam się ze wszystkimi grzechami, ze wszystkimi problemami, kiedy pogodzę się ze wszystkimi wrogami, kiedy dzieci mi już urosną, będę już stabilny – to do tak przygotowanej przestrzeni jeszcze dołożymy Pana Boga. A Pan Bóg nie jest luksusem, nie jest dodatkiem do naszego życia – On jest tego życia sensem. Jeżeli Boga w naszym życiu nie będzie, to wszystko, co będzie będzie niczym. I co więcej – nie będziemy umieli się z tego ucieszyć.

Pan Bóg bardzo często opóźnia danie nam różnych rzeczy, bo jeszcze nie jesteśmy na nie gotowi. Bo jeszcze trzeba trochę poczekać, bo jeszcze nie wiemy, co z tym zrobić. Jeszcze nie nadaliśmy sensu rozmaitym wydarzeniom, które w naszym życiu się dokonują, ale póki co, bądźmy jak dzieci i z dziecięcą ufnością powierzajmy Panu Bogu wszystkie nasze sprawy. I wszystkie nasze troski.

 

Panie, pozostań z nami – słowa te wypowiedzieli po raz pierwszy uczniowie zdążający do Emaus. Po tragedii Golgoty wracali do domu smutni i przygnębieni, ale Ty nie pozostawiłeś ich samych, przyłączyłeś się do nich i pomogłeś rozwiązać tajemnicę Odkupienia dokonanej przez krzyż. Chociaż Cię jeszcze w drodze nie poznali, a już doznali Twojej dobroci, Twojej miłości. I chcąc być jak najdłużej z Tobą zaproponowali Ci prosty wypoczynek w swojej wiosce: Panie, pozostań z nami. Nie odmówiłeś, ale wszedłeś do ich domów, zasiadłeś do stołu i błogosławiłeś chleb. A kiedy go połamałeś, dałeś się im poznać. Napełniłeś ich ogromną radością, która im towarzyszyła już do końca ich ziemskiego życia. I my powtarzamy z nimi: Panie, pozostań z nami, bo dzień naszego życia zmierza ciągle ku wieczorowi i często się nachyla; Panie pozostań w każdym nowo ochrzczonym dziecku, rozgość się w jego duszy tak, by Cię nigdy nie opuściła; Panie, pozostań w duszy każdego chłopca i dziewczyny, broń ich wiary, cierpliwie rozmawiaj z nimi na drodze ich życia i wyjaśnij im Twoje prawdy. Nie szczędź im twardych słów, gdy na to zasłużą: o, nieszczęśni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli Prorocy! Panie, pozostań ze wszystkimi cierpiącymi, z tymi, którzy wraz z Tobą niosą ciężki krzyż i są smutni z tego powodu; pozostań z tymi, którzy spodziewali się łatwiejszego życia, a stało się inaczej, bo spadło na nich cierpienie, ciężar fizyczny czy duchowy, trudny do uniesienia – pozostań z nimi i powiedz im: czy nie wiecie, że każdy mój wyznawca ma cierpieć, aby wejść do Mej chwały? Że ma nieść swój krzyż i naśladować Mnie na drodze krzyżowej, że krzyż to nie przekleństwo, ale wielki dar Boży dany po to, aby Moi uczniowie jeszcze bardziej upodobnili się do Mnie. Panie, pozostań z tymi, którzy już przeżywają jesień swego życia, z tymi, którzy zdobywają się na resztki wysiłku, aby iść, aby nie ustać w drodze, chociaż nogi bolą, plecy się zginają – pozostań z nimi i rozjaśniaj im szare dni spędzane często samotnie. Rozpogadzaj ich utrudzone i pomarszczone twarze wysyłając do nich życzliwych ludzi. Wlewaj w ich serca nadzieję i radość, że jeśli Ciebie mieć będą przy sobie, nie odczują samotności.

Miłosierny Panie, pozostań u łoża konających, tych najbardziej potrzebujących – w Twoich objęciach umiera się spokojniej i z nadzieją, że tam, po drugiej stronie zaczyna się dopiero prawdziwe życie, które się nie skończy.

Jezu Miłosierny, klęcząc u Twych stóp, czujemy się lepiej niż u siebie w domu. Ty wlewasz w nasze serca tyle wiary, nadziei i miłości, że ciężar codziennych obowiązków mniej nas przygniata, a przyszłość nie staje się tak dotkliwa. Twoja Obecność nas uspokaja i każe nie martwić się zbytnio o przyszłość. Ufamy Ci, Jezu, i ufać nie przestaniemy po wszystkie dni naszego ziemskiego życia – bo Ty żyjesz i królujesz na wieki wieków. Amen.

O, Panie, uczyń z nas narzędzia Twego pokoju, abyśmy siali miłość tam, gdzie panuje nienawiść, wybaczenie tam, gdzie panuje krzywda, nadzieję tam, gdzie panuje rozpacz, światło tam, gdzie panuje mrok, radość tam, gdzie panuje smutek. Albowiem dając – otrzymujemy, wybaczając – otrzymujemy wybaczenie, a umierając rodzimy się do życia wiecznego.

Kilka myśli na dzisiejszy dzień św. Jana Marii Vianney’a:

Chleb dla naszych dusz znajduje się w Tabernakulum. O, dusza moja, jak wielka jesteś, skoro tylko Bóg może cię nasycić!

Pokarmem naszej duszy jest Ciało i Krew Boga. Duszę można nakarmić tylko Bogiem. Po konsekracji Bóg jest między nami obecny tak samo, jak jest obecny w Niebie. Gdybyśmy w pełni zdawali sobie z tego sprawę, umarlibyśmy z miłości.

Bez Eucharystii nie istniałoby szczęście na ziemi. Życie nasze byłoby czymś nieznośnym. Kiedy przyjmujemy Komunię świętą, otrzymujemy radość i szczęście.

Jedna dobrze przyjęta Komunia święta może wystarczyć, żeby oderwać człowieka od spraw tego świata i dać mu przedsmak rozkoszy niebieskich. Wszystkie dobre uczynki razem wzięte nie są warte jednej Mszy św., bo tamte są dziełami ludzkimi, a dusza jest dziełem Bożym.

Cóż takiego uczynił Pan nasz w sakramencie swojej miłości? Miłuje nas całym Sercem. Z jego Serca tryskają ku nam strumienie Miłości i Miłosierdzia, w których topią się grzechy świata.

Po Komunii św. dusza zanurza się w nektarze Miłości niczym pszczoła w nektarze kwiatu. Komunia św. jest kąpielą Miłości. Och, gdybyśmy znali wartość świętej Komunii, unikalibyśmy najmniejszych nawet grzechów, aby mieć szczęście przyjmować Ją jak najczęściej.

 

Modlitwa św. Jana Marii Vianney’a:

Kocham Cię, o mój Boże, i moim jedynym pragnieniem jest kochać Cię aż do ostatniego tchnienia mego życia. Kocham Cię, o mój Boże nieskończenie dobry i wolę umrzeć kochając Cię, niż żyć bez kochania ciebie. Kocham Cię, Panie, i jedyna łaska, o którą Cię proszę, to kochać Cię wiecznie. Boże mój, jeśli mój język nie jest zdolny mówić w każdej chwili, że Cię kocham, chcę, aby serce moje powtarzało Ci to za każdym moim tchnieniem. Kocham Cię, mój Boski Zbawicielu, który zostałeś ukrzyżowany za mnie i podtrzymujesz mnie na krzyżu. Mój Boże spraw, bym oddał ducha kochając Cię i czując, że Cię kocham.

 

Święty Michale Archaniele, wspomagaj nas w walce, a przeciw niegodziwości i zasadzkom złego ducha bądź nam obroną. Niech Mu rozkaże Bóg, pokornie prosimy, a Ty, Książę Wojska Niebieskiego, szatana i inne duchy złe, które po świecie krążą, mocą Bożą strąć do piekła. Amen.