konferencja wstępna:

Niechaj będzie pochwalony Przenajświętszy Sakrament, teraz, zawsze i na wieki wieków. Amen.

Panie Jezu ukryty w Najświętszym Sakramencie prosimy Cię o Twojego Ducha Świętego, aby  otworzył nam serca na Twoje słowa, pozwolił jak najlepiej wykorzystać ten czas dany nam przez Opatrzność. Dziękujemy Ci za Twoją obecność między nami, dziękujemy za naszą wspólnotę. Dziękujemy, że dajesz nam ten czas, by do Ciebie się zbliżyć, by wiele spraw uporządkować, poukładać na właściwych miejscach, a nade wszystko za to, że chcesz być z nami, być naszym Panem i prowadzić nas po drogach Twojej świętej Opatrzności. Polecamy Ci naszych bliskich, nasze wspólnoty, wszystkie sprawy, które zostawiliśmy w świecie. Prosimy, abyś opiekował się tymi, którzy Twej opieki potrzebują, łaskę swoją dawał tym, którym ona jest najbardziej potrzebna. Prośmy o dobre owoce naszych rekolekcji, o ten czas wspólnie przeżywany w jedności z naszym Panem, by był dla nas czasem prawdziwie błogosławionym.

Ojcze nasz…

Zdrowaś Maryjo…

Stolico Mądrości – módl się za nami.

Przybytku Ducha Świętego – módl się za nami.

Święty Janie Mario Vianney’u – módl się za nami.

Chcę Wam powiedzieć, że cieszę się bardzo z tego, że jesteśmy razem i mamy ten czas dla siebie. To znaczy dosłownie – każdy i każda z nas dosłownie dla siebie – na inwestycje w   swoje dary, swoje serce, w swoją relację z Panem Bogiem; ale także, że mamy ten czas dla siebie nawzajem, że możemy się ubogacać tym, co Pan Bóg będzie w nasze serca dawał, bo z rekolekcjami to sprawa jest taka, że to nie tylko rekolekcjonista je prowadzi, nie tylko rekolekcjonista je przeżywa, ale prowadzimy je wszyscy, każdy stosownie do tego, co może, stosownie do tego, co w jego sercu się pojawia do tego dzieła i do tego czasu się przyczynia.

Słowo „rekolekcje” oznacza takie ponowne zbieranie i bardzo wiele rzeczy, które tu się pojawią w ramach tych  naszych rozważań w tej kaplicy czy w innych miejscach, to będą nie tylko moje myśli. To Słowo Boże przede wszystkim, ale też rozmaite teksty, które mnie w sposób szczególny zainspirowały i zachwyciły. Wiecie, że jest wiele portali katolickich, wiele książek, opracowań fajnych – pozwolicie, że nie będę za każdym razem autora przywoływał, bo to było by dosyć trudne, natomiast jak ktoś zauważy coś, co już gdzieś słyszał, to dobrze, bo Kościół jest jeden i to natchnienie, które Pan Bóg daje pewnie tak ma właśnie przebiegać.

Jednym z bardzo ciekawych takich materiałów jest tekst, który przeczytam. Posłuchajcie:

Nie narzekaj, że masz bałagan po imprezie, bo to oznacza, że masz przyjaciół; nie narzekaj, że musisz płacić podatki, bo to oznacza, że masz zatrudnienie; nie narzekaj, że trawnik, który musisz skosić, jest taki duży, że okna musisz umyć, że drzwi trzeba naprawić, bo to oznacza, że masz dom; nie narzekaj, że ubranie, które musisz założyć zrobiło się trochę za ciasne, bo to oznacza, że masz co jeść; nie narzekaj na rachunek za ogrzewanie, bo to oznacza, że w zimie było ci ciepło; nie narzekaj na panią, która siedzi za tobą lub przed tobą w kościele i fałszuje, bo jak to słyszysz znaczy, że masz dobry słuch; nie narzekaj na stos rzeczy do prania i prasowania, bo to oznacza, że twoi ukochani są blisko; nie narzekaj na budzik, który odzywa się rankiem, bo jeśli go słyszysz, to znaczy, że przeżyłeś noc.

Jest w świecie, w którym żyjemy, w świecie, którego jesteśmy częścią i odczuwamy to bardzo mocno i to jest zupełnie niezaprzeczalne, taka dziwna tendencja do ciągłego narzekania. Pewnie wszyscy tego doświadczamy w jakiś sposób, że cokolwiek dzieje się z naszym życiem, cokolwiek dzieje się w naszym życiu, to możemy znaleźć powód, żeby trochę poutyskiwać. Tych powodów jest naprawdę strasznie, strasznie dużo – to mogą być nasi bliscy, to mogą być nasze osobiste problemy. Zachęcam Was i siebie, żebyśmy zaczynając te rekolekcje oczyścili przedpole, żebyśmy spróbowali popatrzeć na wszystko co Pan Bóg nam daje w tym czasie jako na dar. Być może jest coś czego się spodziewaliśmy, a czego nie ma. Może ktoś myślał, że nas tu będzie wielu, a jest tak mało osób. Zresztą powiem Wam, że jest to idealne odwzorowanie tematu tych rekolekcji: „Drobiazgi św. Jana Marii Vianney’a”. Tak Wam tylko przypomnę, że Pan Jezus, kiedy zgromadził wokół siebie uczniów, to ich tak naprawdę było bardzo niewielu. Was jest piątka, ja jestem szósty – to jest połowa wybranych uczniów, którzy mieli Ewangelie zanieść na cały świat. I prawdę powiedziawszy, jak Pan Jezus do nich mówił, to niewiele rozumieli z tego, o czym mówił, jakie mają zadania. To byli prości rybacy, którzy kompletnie się nie orientowali w tych Bożych sprawach, żadnych dyplomacji w nich też nie było.     Zawsze czegoś może brakować  – może słońca, ktoś inny śniegu, ale proponuję, żebyśmy patrzyli tak pozytywnie. Żebyśmy odeszli od tej metryki światowej, która ciąży na nas, w którą jesteśmy wpisani i tak próbowali popatrzeć na ten czas, który się rozpoczyna, jako taki wielki dar.

Kochani, dlaczego taki temat rekolekcji? Dlaczego tak nazwaliśmy te nasze spotkania: „Drobiazgi św. Jana Marii Vianney’a”? Żeby to rozważyć, proszę Was, żebyście w swoich sercach, w swoich myślach powtarzali słowa modlitwy do Ducha Świętego. Będziemy Ducha Świętego prosili o Jego łaskę na początku każdej nauki, każdego naszego spotkania, żeby to, co Pan Bóg dla nas zamierzył, przygotował, rzeczywiście trafiało na właściwy grunt. Jest to modlitwa, którą Papież Jan Paweł II odmawiał codziennie. Pamiętamy, że jako stary już człowiek, bardzo zmęczony życiem, wspominał to wydarzenie, jak Jego Ojciec przed laty dał Mu książkę do nabożeństwa i palcem pokazał mówiąc: Odmawiaj tę modlitwę często; I Papież odmawiał ją każdego dnia. Jakie były owoce tej Jego współpracy z Duchem Świętym, doskonale wszyscy wiemy.

Duchu Święty, proszę Cię, o dar mądrości do lepszego poznawania Ciebie i Twoich doskonałości Bożych. O dar rozumu do lepszego zrozumienia ducha tajemnic wiary świętej. O dar umiejętności, abym w życiu kierował się zasadami tejże wiary. O dar rady, abym we wszystkim u Ciebie szukał rady i u Ciebie ją zawsze znajdował. O dar męstwa, aby żadna bojaźń i względy ziemskie nie mogły mnie od Ciebie oderwać. O dar pobożności, abym zawsze służył Twojemu majestatowi z synowską miłością. O dar bojaźni Bożej, aby się bał grzechu, który Ciebie, mój Boże, obraża.

Dlaczego drobiazgi? Bardzo znany autor piszący biografię św. Jana Marii Vianney’a, Wilhelm Huenermann rozpoczyna od takiego bardzo sarkastycznego zwrotu: Bez żadnego wykształcenia. Kiedy ksiądz wikariusz na parafii, w której przyszły święty Jan się urodził, spisywał Jego adnotację do chrztu, to na marginesie napisał o Jego rodzicach i chrzestnych, że nie mieli żadnego wykształcenia. Całe życie Jana było niezmiernie proste. Miał bardzo prostych rodziców, zarówno Jego matka, jak i Jego ojciec, to byli prości ludzie, którzy bardzo ciężko musieli pracować na kawałek chleba. Byli bardzo mądrzy, bardzo pobożni, tak dalece, że nie dali się zmanipulować światu, który wtedy był bardzo skomplikowany, ale byli prości, oczywiście nie mieli wykształcenia. Jan, kiedy pracował nad kazaniem, to jak pewnie pamiętamy i wszyscy wiemy, pracował nad tym kazaniem przez cały tydzień. To nie było nic wyjątkowego, że On przygotowywał kazania z wielkim mozołem. Właściwie cale Jego życie, gdybyśmy tak uważnie posłuchali i zastanowili się, było bardzo zwyczajne. To, co robił jako duszpasterz, a więc konfesjonał, Msza święta, katecheza, dbanie o kościół – nic nadzwyczajnego. Popatrzcie, kiedy wspominamy jakiegoś świętego i pytamy: znasz tego świętego?, to ktoś odpowiada: tak, bo – oddał swoje życie, np. w obozie koncentracyjnym, był męczennikiem, zrobił to czy tamto, założył jakieś wielkie dzieło – dokonał jakiejś wielkiej rzeczy, po której jest rozpoznawalny. Św. Jan Maria Vianney nie zrobił nic nadzwyczajnego. Był normalnym, zwyczajnym księdzem proboszczem i to na parafii zupełnie przeciętnej. Bardzo maleńkiej, kompletnie zaniedbanej. Gdy rozpoczynał pracę w Ars, to Jego poprzednik, który przed nim pracował w tej miejscowości, równie sarkastyczny jak ten wikary z Jego rodzinnej parafii, wspominał, że dzieci są głupie i niedouczone i tylko to je odróżnia od zwierząt, że zostały ochrzczone. Jan do takich ludzi poszedł do pracy. Do bardzo zwyczajnych, bardzo prostych i nic nadzwyczajnego dla nich nie zrobił. Po prostu był ich pasterzem.

Kochani, pewnie mamy taką świadomość, że im delikatniejszy wzór tkaniny, czyli im utkana jest drobniejszym ściegiem, tym jest bardziej szlachetna. Biblijny bisior był tak subtelną tkaniną, że gdyby damskie długie rękawiczki – dwie, złożyć razem, to mieściły się w łupince orzecha. I porównajmy sobie taką subtelną, delikatną tkaninę, z takim drobnym ściegiem, do takiego zgrzebnego worka. Im delikatniejszy wzór, im delikatniejszy jest ten ścieg, tym większą wartość ma ta tkanina. I kiedy rozpoczynamy nasze rekolekcje i chcemy rozważać podczas nich o drobiazgach św. Jana, to zwracam Waszą uwagę, że my właściwie mówimy o takiej istocie naszego życia. Im delikatniejszy jest wzór naszego życia, im drobniejsze są sprawy, które my potrafimy oddawać Panu Bogu, tym większą wartość ma nasze życie. Życie nasze przecież nie polega na tym, że mamy jakieś jedno wielkie wydarzenie, czy dwa. Nasze życie polega na szarej codzienności, polega na tym, co my robimy każdego dnia – na naszych decyzjach, na tym, jacy jesteśmy, jak kształtujemy naszą relację z Panem Bogiem. To jest coś, co powstaje bez przerwy, nieustannie, i to nie są jakieś takie super wielkie kroki milowe, ale to są naprawdę takie bardzo, bardzo drobne kroczki. I my niestety często nawet przyjeżdżając na rekolekcje, jesteśmy gotowi do takich wielkich wzlotów, jesteśmy gotowi robić wielkie postanowienia, deklarować naszą wielka miłość, nawet gotowość na męczeństwo, co w naszych czasach coraz bardziej realne się wydaje, a to nie następuje. Bo to są rzeczy tak wielkie, że one w naszym życiu w ogóle się nie zdarzają. Natomiast Pan Bóg chce, abyśmy Mu byli wierni w rozmaitych drobiazgach naszego życia. Drobiazg to jest to, co ja w danym momencie mam do swojej dyspozycji.

Jesteśmy w okresie wielkanocnym, oktawa się niedawno skończyła, i chcę Wam przypomnieć taki bardzo tragiczny moment z życia św. Piotra. Jak były kazania pasyjne, to pewnie i w Waszych kościołach, bo zawsze ten motyw wraca, bo zawsze Piotr w kazaniach pasyjnych się pojawia. Piotr zaparł się Chrystusa – trzy razy, zupełnie świadomie, no, może nie dobrowolnie, bo ludzie Go przymuszali do tego ryzykownego wyznania wiary w Jezusa, a On się oparł i skłamał, powiedział, że Jezusa nie zna. Chociaż chwilę wcześniej, bo podczas ostatniej wieczerzy, to była różnica paru godzin zaledwie, deklarował się, że za Jezusem jest gotowy pójść do więzienia, a nawet na śmierć. Gdy zastanawiamy się nad przyczyną tego dramatu, jaki był najgłębszy motyw, dlaczego tak się stało? – to trzeba powiedzieć jedno, że kiedy Piotr podczas ostatniej wieczerzy do Jezusa mówił z Tobą pójdę do więzienia i nawet na śmierć, On mówił o przyszłości, której jeszcze nie było. Kiedy Jezus, po zaparciu się Piotra, wychodził z pałacu arcykapłana i był prowadzony na dalszy ciąg rozprawy sądowej, to to wyznanie dla Piotra było przeszłością. Strasznie zapłakał, zmartwił się tym, co zrobił. Zauważcie – Piotr nigdy nie występował w kategorii TERAZ. On raz mówił, co zrobi w przyszłości, za chwilę żałował tego, co było. On do tego nie miał już prawa. Nie wiedział, co będzie, wiedział co było, ale nie mógł już tego zmienić. Piotr nigdy nie umiał trafić w TERAZ. I kiedy mówimy o drobiazgach i chcemy o nich mówić na tych naszych tegorocznych rekolekcjach, które mają rozjaśnić nasz dzień codzienny, to chcemy sobie uświadomić, że to, co stanowi nasze TERAZ, to są właśnie drobiazgi. To jest właśnie obowiązek, który mamy, ta praca, te osoby, które się z nami spotykają, te dzieci, ci przyjaciele, ci ludzie, których mamy dookoła siebie; to są sprawy dotyczące również nas samych. Rozmaite drobiazgi.

Zachęcam Was, kochani, bardzo mocno do tego, żebyśmy zaczęli cenić sobie TERAZ. Również to TERAZ, które mamy dla siebie. Które mamy dla siebie podczas rekolekcji. W kręgach alkoholowych, z którymi jestem związany w sensie posługiwania, duchowego towarzyszenia, jest takie bardzo fajne powiedzenie, które dotyka właśnie tego aspektu naszego życia: Dzisiaj jest to jutro, o które martwiłeś się wczoraj. Znakomita większość ludzi uzależniona od czegokolwiek, to są ludzie, którzy mówią – ja przestanę: pić, palić, inne rzeczy – w przyszłości, od jutra. I to jutro nigdy nie przychodzi. Chyba wszyscy mamy takie doświadczenie, to może dotyczyć jakiejś dziedziny pracy nad sobą, walki z grzechem – mówimy sobie: dzisiaj już ostatni raz, od jutra moje życie będzie wyglądało inaczej. I to JUTRO nie przychodzi przez lata. Bo JUTRA nie ma. JUTRA nie ma, kochani. Jest tylko TERAZ. Jest tylko DZISIAJ. Jest tylko ta jedna jedyna chwila. I zobaczcie – to może być największy drobiazg na świecie. To może być jedno słowo, to może być jeden gest, to może być jeden uśmiech, to może być jedna chwili cierpliwości więcej. Bo tylko tyle możemy w tym jednym krótkim momencie, który mamy zrobić, nic więcej się nie zmieści. A jeżeli nie zrobimy tego TERAZ, to nie zrobimy tego NIGDY. Bo przyszłość nie istnieje. Przeszłość jest naszym wspomnieniem, ale już nie możemy nic zmienić. Jedyne, co możemy dać Panu Bogu, to jest nasze TERAZ. O Panu Bogu nie mówimy, że był, że będzie – On JEST. Będziemy w tych rekolekcjach wracać do tej definicji Pana Boga, danej Mojżeszowi. Pamiętamy krzew gorejący – Pan Bóg objawił Mojżeszowi swoje Imię – JA JESTEM, KTÓRY JESTEM. U Boga jest wieczne TERAZ. Nasze TERAZ - jest takie, za chwilę jest  inne. Ale z tego TERAZ jest utkane nasze życie. Jeżeli nie podejmujemy decyzji, nie żyjemy w drobiazgach, naszej przeciętności, to generalnie nie żyjemy w ogóle.

Taka fajna myśl, na którą zwróciłem uwagę – że najtrudniejsze lata dla Maryi, Matki Bożej, to było 30 lat życia Pana Jezusa, w których kompletnie nic się nie działo. Miała tylko jedno spotkanie z Aniołem, który Jej powiedział: Jeśli się zgadzasz, będziesz Matką Zbawiciela. Powiedziała: tak, zgadzam się. I potem przez 30 lat, kochani, nie działo się kompletnie nic. Maryja wstawała, robiła śniadanie, zmywała garnuszki, podawała picie do warsztatu stolarskiego, gdzie się wychowywał Pan Jezus, pilnowała Go, gotowała obiad, prała, sprzątała, zmywała, modliła się z Jezusem. I kolejny dzień taki sam. I nic! Przez 30 lat! Nie działo się kompletnie nic. No, właśnie – działo się! Tylko działy się rzeczy zwyczajne, szare, bardzo proste; działy się same drobiazgi. Nie było wielkich fajerwerków.

Św. Papież Jan XIII miał takie bardzo fajne powiedzenie, taką niesamowicie mądrą maksymę: Nie trzeba robić rzeczy nadzwyczajnych; rzeczy zwyczajne trzeba robić w nadzwyczajny sposób. W nas jest takie pragnienie, zwłaszcza wtedy, gdy zwracamy nasze serce i nasze myśli do Pana Boga, że Jemu należy się coś naprawdę bardzo, ale to bardzo wyjątkowego, że Panu Bogu nie można dać czegoś takiego zwyczajnego, dla Pana Boga to musi być takie super, ekstra, takie XXL, takie ze wszystkich stron wypieczone, wyważone, podkolorowane, podretuszowane, takie naprawdę super! Panu Bogu tylko coś takiego można dać, czegoś innego to nie wypada. Ale takie super rzeczy to nam się prawie nigdy nie zdarzają, dlatego Panu Bogu nic nie dajemy. Bo to, co jest szare, powszechne, to zatrzymujemy dla siebie, i mówimy, że dla Boga to by się przydało coś ekstra. A my takiego czegoś po prostu nie mamy. I nic Panu Bogu nie dajemy. Nie trzeba robić rzeczy nadzwyczajnych. Rzeczy zwyczajne trzeba robić w nadzwyczajny sposób.

Kochani, kiedy Jan Maria Vianney wszedł do kościoła, to dla Niego ta obecność przed Najświętszym Sakramentem to był taki czas, że świat przestawał dla Niego istnieć. Kiedy Jan Vianney szukał jakiegoś dziecka, by go zabrać do Domu Opatrzności, to dla Niego świat nie istniał. Te proste poszukiwania dziecka to był dla Niego cel tak istotny, że wszystko inne ustaje. Najprostsze czynności, które robił, robił w sposób nadzwyczajny. Generalnie wszyscy Święci, których podziwiamy, którzy budzą wielki nasz szacunek, to byli ludzie, którzy zwyczajne, szare czynności robili w sposób nadzwyczajny. Robili z tego takie wielkie, ale naprawdę wielkie święto. Czasem tego doświadczamy, na przykład idziemy do kogoś w gości i czeka na nas kawa, herbata, gospodyni stół piękny przyszykowała, czujemy klimat taki inny – no, właśnie, jest zrobione święto z takiego normalnego dnia. Popatrzcie, często w naszym życiu nam brakuje takiej nadzwyczajności, nie dlatego, że ona nie przychodzi z zewnątrz, tylko dlatego, że my jej nie pielęgnujemy, nie czynimy święta z takich bardzo prostych, bardzo zwykłych rzeczy. Pomiędzy tymi drobiazgami, kochani, pojawiają się słowa, które charakteryzują nasze życie i mogą okazać się niezmiernie niebezpieczne. My bardzo często posługujemy się słowem: PÓŹNIEJ. Jak mamy posprzątać, to zrobimy to później. W Ewangelii nie występuje PÓŹNIEJ, występuje NATYCHMIAST. Wiele jest takich miejsc, w których Pan Jezus robił rzeczy i wymaga od nas rzeczy, które trzeba zrobić od ręki, które trzeba zrobić natychmiast, bo jak się tego nie zrobi, to nie będzie zrobione nigdy. Jeżeli będziemy sprawy naszego nawrócenia, naszej przemiany życia, naszego daru, który Panu Bogu chcemy oddawać, nawet w tych drobiazgach, odkładali na bliżej nie określone dni, na później, to też nigdy Panu Bogu nic nie damy. Niczego Bogu nie ofiarujemy. Albo natychmiast, albo nigdy. Nie ma PÓŹNIEJ. Niektórzy twierdzą, że taki los spotyka wszystkie mrożonki, które do zamrażalnika trafiają, że to już nic z tego nie będzie.

Czy my się często bronimy, kiedy czujemy takie pragnienie, żeby coś w swoim życiu zrobić? Nie ten motyw, bo ludzie tak nie żyją. To propozycja Ewangelii, Pana Boga, Księdza, Kościoła zupełnie nie pasuje. Natomiast wszyscy robimy to, co świat, bo wszyscy tak robią. Nie ma takiej kategorii, kochani. W tych drobiazgach w naszej codzienności najpełniej wyraża się moja tożsamość. Ja pokazuję kim jestem właśnie przez to jakie są moje wybory, jakie są moje decyzje. Wszystko w tym się wyraża.

Kolejne słówko równie bardzo niebezpieczne to jest słówko PRAWIE. Kolejne, które blokuje nasze drobiazgi. Kiedy pytamy np., czy kochasz wszystkich ludzi? – PRAWIE wszystkich z wyjątkiem paru moich wrogów, których nie znoszę; czy mówisz prawdę? – PRAWIE zawsze. Prawie zawsze, czyli raz czy drugi. Taki drobiazg. Tylko, że ten drobiazg jest niesamowicie ważny. I mnóstwo było by takich spraw. Czy całe twoje serce jest dla Pana Boga oddane? – PRAWIE. Mam tam jedno takie miejsce dla Boga zarezerwowane, ale to prawie całe serce jest dla Niego. No, wielkie ryzyko.

I kolejne słowo to jest TROCHĘ. Żeby nie przesadzać. Zobaczcie jak ktoś modli się więcej od innych, to ludzie mówią: wiesz co, stary, nie przesadzaj. Bo przesada i gorliwość są gorsze od faszyzmu – takie znamy wszyscy powiedzenie. Po co tak mocno? Przecież to trzeba tak trochę, łagodnie, delikatnie. Jesteś wierzący? – TROCHĘ. Czyli trochę tak i trochę nie, to zależy w jakim jesteśmy towarzystwie. Jak na rekolekcjach jesteśmy, to tak, ale gdyby tu byli koledzy po piwie, to trochę to znaczy i tak i nie. Zobaczcie, świat, w którym żyjemy, to jest generalnie świat, w którym ludzie nie są jednoznaczni. Jednocześnie są tak i jednocześnie są nie. W zależności od tego, jaka jest potrzeba, to tak się potrafią nastawić. Nie można równocześnie być na tak i nie. Pan Jezus mówi: Niech wasza mowa będzie tak tak, nie nie, a co nadto jest pochodzi od Złego. Zobaczcie, taki maleńki drobiazg naszej codzienności, takie jedno proste słowo, a jak zupełnie zmienia to, co nas dotyczy. Kiedy odnosimy sprawy do Pana Boga, mówimy – trochę w Pana Boga wierzę, trochę się modlę. Zupełny drobiazg, taka niepozorna sprawa, a jak niesamowicie rzutuje na wszystko co w nas jest, co kształtuje naszą relację z Panem Bogiem. O. Szóstak w rozważaniach wielkopostnych wielokrotnie przywoływał w piękny sposób postać Mojżesza, który też na naszych rekolekcjach wielokrotnie się pojawi. O. Szóstak skazał na jedną rzecz, że takie gorejące krzewy na pustyni zdarzają się bardzo często. Bo krzew to nie jest roślina, bo na pustyni nie ma przecież wody. To jest taka plątanina wyschniętych patyków, gałęzi. Kiedyś to była roślina, ale wiatr, temperatura, brak wody, wysuszył to. Kiedy temperatura w ciągu dnia osiąga 40 - 50˚C to te krzewy po prostu się zapalają, one płoną, stają się gorejącymi krzewami. I co jest ciekawe w tej całej historii Mojżesza – On 40 lat na tej pustyni spędził. Jego życie było podzielone trzy razy po 40 lat – 40 lat był w Egipcie jako bliżej nieokreślony ktoś, Żyd czy Egipcjanin, bo tak różnie o nim mówili; potem 40 lat pasł owce swojego teścia na pustyni, a potem przez kolejne 40 lat zajmował się tym ,czym powinien. I pytamy, dlaczego Bóg przez 40 lat pozwalał Mu paść te owce na pustyni? I to jeszcze teścia, nie swoje… I jest takie przypuszczenie, taka sugestia teologii biblijnej, że być może Pan Bóg Mu się objawiał wiele razy, tylko On po prostu na to nie zwrócił uwagi. Dla nas ten krzew gorejący to jest takie niesamowite, prawda? A te krzewy tam paliły się bez przerwy. Ale co było ciekawe w tym jednym jedynym krzewie? Że on płonął tym ogniem, ale się od niego nie spalał. Ale żeby to zauważyć, trzeba się było zatrzymać. Trzeba było dłużej na ten krzew popatrzeć. I być może Mojżesz takich krzewów gorejących miał tysiące, tylko nie zwrócił na nie uwagi, nie przyjrzał się, a tego jednego dnia powiedział: Podejdę bliżej, żeby się przyjrzeć temu niezwykłemu zjawisku. Dlaczego krzew płonie, ale się nie spala? To był drobiazg, kochani. Drobiazg, który dla Mojżesza zakończył się tym, że Bóg Mu się objawił, że Bóg Mu powiedział: Ty jesteś mój. Ja ci nadaję tożsamość, ty zrobisz to, do czego ja cię powołuję. Taka drobna sprawa, taka zupełnie banalna.

I, kochani, na koniec tej pierwszej konferencji, zanim pójdziemy nawiedzić Apartament Papieski i tam pomodlić się za wstawiennictwem św. Jana Pawła II, o Nim też można powiedzieć, że robił wiele różnych zwyczajnych rzeczy, ale generalnie ten człowiek robił to, co do niego należało. Każdego ranka o piątej wstawał, szedł na modlitwę, na medytację do kaplicy, błogosławił ludzi, pisał teksty, jeździł, apostołował, głosił Ewangelię, to był człowiek rzeczywistości bardzo żmudnej, bardzo precyzyjnej – Jego życie było utkane z delikatnej tkaniny, takim bardzo delikatnym wzorem.

Na zakończenie tej konferencji chcę zwrócić uwagę na takie szatańskie problemy. Jak wiecie św. Jan Maria Vianney miał spore problemy z diabłem, diabeł bardzo Mu przeszkadzał w codzienności, utrudniał życie. I nam też będzie utrudniał, bo nie może być inaczej. To jest wróg naszego zbawienia. Jak w tych drobiazgach diabeł potrafi nas zwodzić na manowce? Będzie nam dawał przesadny żal dotyczący naszej przeszłości. To, cośmy zrobili, tośmy zrobili. Jakżeśmy się wyspowiadali, Pan Bóg nam przebaczył. Bóg tego więcej nie pamięta. A diabeł zawsze będzie nam to przypominał. Nigdy nie będziesz święty, nie udawaj dobrego przed Panem Bogiem, ty masz historię, ty masz swoje grzechy, ty masz swoją przeszłość. I to jest podszept szatański. Bóg przebaczył, a Bóg jest większy od naszego serca i tej przeszłości już nie ma! Przeszłość nie istnieje. Rozmaite wspomnienia. Zobaczcie jak wielu ludzi żyje dzisiaj wspomnieniami. Wspominamy oglądając zdjęcia, wspominając muzyki, przenoszą się w jakiś inny świat. Może bardzo piękny, ale nierealny. Tego świata już nie ma. Co z tych wspomnień wynika na dzień dzisiejszy? Nic, tego już nie ma. Zostało w naszej pamięci, w naszych wspomnieniach, ale nie można żyć wspomnieniami. Jest wielu ludzi, którzy wspominają jacy to oni byli kiedyś: ja w twoim wieku to…, ale jaki to ma związek z teraźniejszością? Owszem, ważne jest doświadczenie, natomiast tej przeszłości już nie ma! Drugi wybieg szatański – nie przejmuj się, kiedyś będziesz lepszy. Teraz jeszcze nie, bo teraz bądź taki jaki jesteś, ale kiedyś na pewno będziesz lepszy; kiedyś to się wszystko zmieni. Nic się nie zmieni! Kiedyś się przestanie pić, palić, kiedyś do kościoła się zacznie chodzić, różaniec się będzie mówić… Nie będzie się mówić! Bo przyszłości nie ma i może jej nie być.

Takie drobiazgi, kochani, takimi drobiazgami będziemy się zajmować u tego Jana, który jest mistrzem drobiazgów. I prosimy, żeby nas wspierał, pomagał, błogosławił.