konferencja podsumowująca

Opowiem Wam dzisiaj troszeczkę o samym Sanktuarium.

Dawniej mieszkańcy Mzyk i Gniazdowa chodzili do kościoła w Koziegłowach. Dlatego w 1988 roku ówczesny biskup częstochowski Ks. Stanisław Nowak podjął decyzję o stworzeniu 

 w Gniazdowie parafii rzymskokatolickiej pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa. Zaproponował, aby Mzyki były jedną parafią z Gniazdowem, aby ludzie mieli bliżej do kościoła. Jednak podczas rozmów zarządził, że zbudowany zostanie w Gniazdowie kościół parafialny, a w Mzykach kaplica dojazdowa, w której będzie można sprawować sakramenty. Pierwszy Proboszcz podsunął pomysł, aby kościół filialny był pod wezwaniem św. Jana Marii Vianney’a i prorocko powtarzał, że będą tu przyjeżdżać pielgrzymki. W roku 2000 odbyła się konsekracja obu kościołów i podczas konsekracji Ks. Bp Stanisław Nowak podarował relikwiarz z relikwiami św. Vianney’a. Relikwiarz postawiono pod tabernakulum i taki stan trwał. Papież Benedykt XVI na rok 2009 ustanowił rok kapłański. W tym też roku odbyła się pielgrzymka kapłanów częstochowskich do sanktuarium – wiemy, że św. Vianney jest przede wszystkim patronem kapłanów. Podczas Mszy św. Arcybiskup obiecał, że na kolejny dzień podpisze stosowen dokumenty, które tej małej kaplicy nadadzą status sanktuarium. Wyznaczył jako charyzmat modlitwę za kapłanów i prosił, aby w modlitwie pamiętano również o Nim.

Na piętrze jest pokoik, w którym przechowujemy pamiątki nie po św. Janie, ale z czasów, w których On żył, przede wszystkim francuskie. Mamy meble, szaty liturgiczne, staraliśmy się odtworzyć klimat epoki.

Mszał z XIX wieku – zunifikowany dla całego Kościoła w latach 1804-1805.  Łóżko, mata trzcinowa – wszystko jak za czasów św. Jana. Cegła, z której jest podłoga, ma sześćset lat. Wizerunki Serca Matki Bożej i Serca Pana Jezusa.

 

Przy tabernakulum są drewniane aniołki. Pali się wieczna lampka. To kryształ - nie cięty, tylko łupany specjalną techniką. Jest czerwony, ponieważ świeci się w nim w środku czerwona lampka. Serca ze złota nad tabernakulum to dar moich Parafian - małżeństwa.

 

 

 

 

 

 

 

 

Gdy wchodzimy do sanktuarium to po lewej stronie jest ściana poświęcona wydarzeniom z życia św. Vianney’a, a po prawej sronie – ściana wielkich Polaków. Przy wejściu do zakrystii jest polichromia św. Jana Pawła II (przyp. red. – ufundowana przez Ks. kustosza Tomasza Nowaka) – Ojciec Św. siedzi w konfesjonale. Jest to bardzo wymowne – Papież spowiadający w Bazylice św. Piotra. I napis: Tibi dabo claves – Tobie dam klucze.

Dalej będzie Ks. Prymas Stefan Wyszyński siedzący przy kapliczce z Matką Bożą Niepokalaną, a w dali, w tle Jasna Góra.

Trzecia polichromia to Mama ks. Jerzego Popiełuszki modląca się przy grobie Syna, wszystko na tle mapy Polski utrzymanej w delikatnych przeźroczystych barwach tęczy.

Po drugiej stronie są okna, w których będą witraże, a światło będzie padało właśnie na te sceny. Nad oknami są, jak wspomniałem, sceny z życia św. Jana. Naprzeciw polichromii z Ks. Jerzym mamy małego Janka modlącego się przed figurką Matki Bożej w szopie, a w drzwiach stoi Jego zatroskana mama, która Go szukała wszędzie myśląc, że się zgubił. I pies – Dżindżer.

Naprzeciw miejsca, gdzie będzie postać Księdza Prymasa jest przedstawiona scena przybycia św. Jana do Ars. Gdy przyszedł do kapliczki wyznaczającej granicę miejscowości, uklęknął i ucałował ziemię. Właśnie od św. Vianney’a nasz Papież przejął ten gest ucałowania ziemi. Pani Marta, która maluje te obrazy, jest nie tylko niezwykle utalentowana, ale również bardzo starannie przygotowuje się do swojej pracy. Te kwiatki, które tu widzicie obok kapliczki, to są autentyczne kwiatki jakie kwitną w Ars o tej porze roku, w której św. Jan tam przybył. Tak samo te wszystkie rozetki, które widać na ścianach są namalowane jak w kościele w Ars. Obok św. Jana widzicie małego Antoniego Givre (czyt. Żiwr). Pamiętacie dialog z tej sceny? Św. Jan poprosił chłopca, aby wskazał Mu drogę do Ars do kościoła, a Antek zapytał „za ile?”. Zwykły handel – coś za coś. Na to św. Jan odpowiedział, że nie ma pieniędzy, ale wskaże mu drogę do Nieba. Po wielu latach, przed dzień śmierci św. Jana, więc 3 sierpnia, św. Jan przyjął sakramenty, w pokoju zgromadzeni byli kapłani i Biskup,  a do pokoju Świętego usiłowała się dostać dziewczynka. Nie chciano jej wpuścić, ale ona usilnie domagała się, ponieważ twierdziła, że Ksiądz Proboszcz obiecał coś jej umierającemu dziadkowi. Gdy św. Jan dowiedział się, że dziewczynka jest wnuczką Antoniego Givre’a, powiedział: „Powiedz dziadkowi, że jutro zabiorę go do Nieba”. Św. Jan zmarł 4 sierpnia, a Antoni na kolejny dzień.

Naprzeciw Ojca Świętego widzimy znaną nam już scenę w kościele – rolnik wpatrzony w Najświętszy Sakrament i św. Jan modlący się za nim. Najprawdopodobniej św. Jan nie robił wystawienia Najświętszego Sakramentu, ale modlił się tak, jak my wczoraj – przed tabernakulum. Chociaż, jak widzieliśmy na wczorajszym filmie, miał wspaniałe monstrancje.

Tutaj natomiast widzicie polichromię, w której kunszt Pani Marty widać doskonale – św. Filomena. Filomenka był córką macedońskiego króla. Urodziła się w 289 roku, a gdy jej tato pojechał do cesarza prosić o warunki pokoju dla swego ludu, Filomena miała 13 lat. Pojechała do Rzymu z tatą na wycieczkę. Była śliczną dziewczyną i spodobała się cesarzowi. Ponieważ jednak postanowiła oddać serce i życie Chrystusowi, cesarz nie miał u niej szans. Możecie sobie wyobrazić, że bardzo się zdenerwował. Powiedział: „Chcesz należeć do Jezusa, dobrze, to ja tobie zrobię to, co zrobili twojemu Jezusowi”. Kazał ją ubiczować i wtrącić do lochu. Pobito ją do utraty przytomności, ale następnego dnia była zdrowa. Cesarz kazał ją wrzucić do Tybru z kotwicą przywiązaną do szyi, ale Aniołowie na oczach ludzi wynieśli Jej ciało i położyli na brzegu rzeki, a kotwicę obok niej – dlatego występuje w ikonografii z kotwicą jako symbolem męki. Cesarz kazał strzelać do niej łucznikom – bardzo Ją zranili, ale rano była zdrowa. Cesarz kazał więc strzelać do Niej zapalonymi strzałami – strzały wracały i godziły łuczników. Ostatecznie cesarz kazał Ją ściąć. Przyjrzyjcie się Jej śmierci – Filomena umierała kilka razy, traciła świadomość i odchodziła z tego świata. Jej ciało zostało odnalezione w katakumbach i papież Grzegorz XVI w 1837 r. ogłosił Ją świętą. We Francji zyskała od razu wielką popularność. Katarzyna Lassagne (czyt. Lasań) pozyskała relikwie św. Filomeny i opowiedziała o Niej św. Janowi, który zapragnął, aby relikwie Małej Świętej znalazły się w kościele w Ars. Zbudował dla Niej boczny ołtarz, stała tam później piękna figura, prawdopodobnie św. Filomeny. Pamiętacie, jak Wam opowiadałem. Każdy cud, który wyprosił dla Ludzi św. Jan przypisywał wstawiennictwu właśnie Filomeny.

Z Filomeną jest też związany pewien incydent, który mocno zaważył na losach Ars. Św. Jan poważnie zachorował i stan Jego był niezwykle ciężki. W kościele jakaś mała dziewczynka modliła się. W pewnej chwili wstała i poszła do pokoju Proboszcza prosić, aby jej pomógł. Proboszcz powiedział, że już nic nie może dla niej zrobić, ale poradził dziewczynce, aby poszła do kościoła i powiedziała św. Filomenie, że on, jej Proboszcz poleca jej aby spełniła prośbę dziewczynki. Dziecko, widząc, że Ksiądz Proboszcz jest umierający, poszło do kościoła i prosiła Filomenę: „Ksiądz Proboszcz powiedział, żebyś spełniła wszystko, o co Cię poproszę, a ja Cię proszę o zdrowie dla Niego i jeśli spełnisz moją prośbę, oddam Ci moją najpiękniejszą lalkę”. Dziewczynka modliła się dokładnie w tym czasie, kiedy św. Jan umarł – lekarze stwierdzili brak oddechu i zatrzymanie pracy serca. I gdy to dziecko wyraziło swoją prośbę, nagle św. Jan wrócił do życia. To wszystko było wielkim cudem – modlitwa, śmierć i powrót do życia – wszystko to działo się równocześnie w czasie rzeczywistym.

Z relikwiami św. Filomeny, jak z relikwiami wszystkich Świętych z początków chrześcijaństwa, jest problem. Nie można do końca stwierdzić autentyczności tych relikwii, dlatego też Stolica Apostolska nie wydaje certyfikatów. Są jednak te relikwie objęte naszą czcią i to jest uznane przez Kościół.

Obok Filomeny stoi św. Jan z dziećmi z Domu Opatrzności i naucza je katechizmu. Ten portret jest wykonany na podstawie portretu, który jest uważany za autentyczny. W książce, którą napisał o. Alfred Monnin dwadzieścia lat po śmierci św. Jana, a który był słuchaczem Jego kazań i je spisywał, na okładce pierwszego wydania polskiego, znajduje się rycina, która jest podpisana jako portret autentyczny.

Jeszcze na koniec opowiem Wam krótko o śmierci św. Jana. Dzień, w którym umierał, 4 sierpnia 1859 roku był strasznie upalny. Parafianie mokrymi prześcieradłami okrywali ściany pokoju, w którym umierał ich Proboszcz, aby choć troszkę Mu ulżyć. Umierał łagodnie, spokojnie, otoczony wielkim szacunkiem – czuwali przy Nim księża, czuwał Biskup - a pielgrzymi zgromadzeni w kościele ŻĄDALI, DOMAGALI się, aby św. Jan wyszedł do nich i ich spowiadał. Żeby przyszedł NATYCHMIAST. Tego nauczył ich św. Jan, takiej gorliwości o sakramenty  – tak właśnie należy bić się o spowiedź.