homilia sobota

Moi kochani, bardzo chciałbym się tak wyspowiadać, żeby nigdy więcej nie musieć przystępować do konfesjonału. I bardzo bym chciał tak Jezusowi powiedzieć o mojej do Niego miłości i wierności, żebym nigdy więcej nie musiał Mu tego powtarzać. I bardzo bym chciał w swoim życiu zrobić bardzo wiele rozmaitych rzeczy, które byłyby tak raz na zawsze. I to nie wychodzi…

Przypominamy sobie to, co w godzinach rannych rozważaliśmy podczas modlitwy ułożonej na podstawie słów skierowanych kiedyś do św. Siostry Faustyny: kochaj Mnie teraz, taki jaki jesteś, bo dla Mnie nie ma większego znaczenia jaka jest jakość twojego życia; liczy się twoje serce, liczy się to, że ty Mnie kochasz.

Rozważaliśmy dzisiaj o kilku rzeczach, które możemy Panu Bogu ofiarować: o naszym cierpieniu, które od Niego nie pochodzi. Wczoraj rozmawialiśmy o naszym TERAZ w drobiazgach, takich zupełnie niepozornych rzeczach, które ponieważ podlegają naszej ułomności mogą stać się bezcennym darem dla Pana Boga. I dzisiaj rozważaliśmy wielką tajemnicę naszej nieprawości, grzechu, którego Bóg nie lubi, który Panu Bogu się nie podoba, ale który również może stać się naszym darem dla Niego. Marzenie co do przyszłości jest na pewno szczere, bo każdy, kto ma świadomość, że zgrzeszył i jak fatalnie czuje się z grzechem i ma równocześnie doświadczenie tego życia Bożego, które w nas się rozwija i może naprawdę być przedmiotem naszego podziwu, to nie ma wątpliwości, co by chciał wybrać, jak by chciał postępować i jak by chciał żyć. Ale bardzo często bywa tak, że my powracamy do tego, co złe i nie potrafimy inaczej. Chciałbym dzisiaj w tej pierwszej konferencji po sakramencie pokuty przeczytać Wam świadectwo o człowieku, którego na pewno wszyscy znacie, bo ostatnio taki bardzo popularny się robi. Kiedyś w internecie był taki krótki film pt. „Cyrk motyli”. To jest historia o człowieku, który nazywa się Nick Vujicic – to jest człowiek, który ma tylko korpus, nie ma rąk i nie ma nóg. Ten film jest skonstruowany bardzo ciekawie – pokazuje człowieka, który jest dyrektorem cyrku i poszukuje takich ludzi, dla których życie nie miało kompletnie sensu. Ludzi, którzy byli kompletnie załamani i myśleli o tym, żeby odejść z tego świata w najgorszy z możliwych sposobów.  On pomagał każdemu z tych ludzi. Pomimo defektu i pomimo swojej słabości potrafił mieć w sobie coś tak cennego, że stawało się to bardzo atrakcyjne dla innych. Nick jest po raz pierwszy pokazany w tym filmie w takiej – można powiedzieć, brzydkiej scenie – właściciel innego cyrku, człowiek, który chciał tylko zyski czerpać ze swojej działalności, pokazuje różne rzeczy, które budzą zdziwienie i gdy ma odsłonić zasłonę, za którą siedzi ten człowiek pozbawiony rąk i nóg, mówi: a teraz zobaczycie coś obrzydliwego, zobaczycie człowieka, od którego nawet Bóg się odwrócił. I odsłania zasłonę i oczom widowni, która zgromadzona jest w tej Sali, ukazuje się ten człowiek. Ktoś rzuca w niego pomidorem, jest niesamowicie zlekceważony. Pomiędzy tą widownią jest także ten dyrektor drugiego cyrku, tego dobrego, który tym ludziom pomaga wychodzić na prostą. I on do Nick’a podchodzi i mówi mu, że jest piękny. Ale ten czuje się zagrożony jego bliskością i pluje mu w twarz. Ten dyrektor się wyciera i mówi: przepraszam, pewno podszedłem do ciebie za blisko. Gdybyś chciał, żebym ja cię zatrudnił, to zapraszam. I odchodzi. I Nick ostatecznie przychodzi do tego dobrego cyrku i odnajduje w nim swoje miejsce. Ci ludzie, którzy w tym cyrku pracują traktują go w sposób bardzo odpowiedzialny, nie litują się nad nim, nie stwarzają jakichś specjalnych sytuacji. Pewnego razu kiedy są nad wodą i kąpią się tam, bawią, widać, że Nick ciągle nie może znaleźć swojego powołania, aż wpada do wody. Oni wszyscy udają, że nie widzą, że on się topi i okazuje się, że nie mając rąk i nóg on wypływa na powierzchnię. I od tej pory oni przygotowują duży kubeł z wodą. On do tego kubła skacze z dużej wysokości i pokazuje ludziom swoją wielką odwagę. I film kończy się sceną: jest dziecko, które w pojemniku trzyma larwę motyla, która się przeobraża i motyl odfruwa w tym momencie kiedy Nick skacze.

Ten Nick, kochani, to jest postać autentyczna. I posłuchajcie pewnych fragmentów. On miał pewną koncepcję, tak jak my mamy koncepcję, że chcemy żyć bez grzechu.

Modlił się o cud wierząc, że Bóg pozwoli, żeby te ręce i nogi jakoś mu odrosły. I ten cud nie przychodził. I nie przyszedł do dzisiaj. Sam wspomina to w taki sposób: Jeśli Bóg nie dokonuje cudu, to znaczy, że TY masz być cudem – cudem dla innych, cudem, który będzie świadczył o miłości Boga. Jeśli Bóg nie zmieni okoliczności czy wydarzeń, to On się chce posłużyć tymi wydarzeniami w jakimś ważnym celu.

Nie wyobrażał sobie, że będzie mógł żyć bez rąk i bez nóg, ale jeszcze bardziej nie wyobrażał sobie, że Pan Bóg uczyni go swoimi rękami i swoimi nogami. Ręce i nogi mu nie odrosną, ale Nick nabrał takiej nieprawdopodobnej siły ducha, stał się takim potężnym mocarzem wielkiej odwagi, że zaczął pomagać innym ludziom.

Wyobraźcie sobie to: Nick jest całkowicie zdany na drugiego człowieka, on nic nie może zrobić sam, nawet nie może sam zjeść. On mówi: ludzie niewierzący są niepełnosprawni, bo wielu rzeczy nie mogą uczynić, a ja z Bogiem mogę uczynić wszystko; to nie ja jestem niepełnosprawny.

Jego ojciec dał wspomnienie bardzo wczesne, dotyczące jego dzieciństwa, gdy w szpitalu położniczym zauważył, że jego dziecko nie ma nogi, to prawie zemdlał z wrażenia. Gdy przyszedł lekarz, ojciec zapytał: czy mój syn nie ma nogi? Lekarz mu odpowiedział: twój syn nie ma rąk i nie ma nóg. Ojciec stracił przytomność. Matka nie chciała go wziąć na ręce. Taki był szok. Ale potem wszyscy pięknie i mądrze go kochali. Stosowali metody wychowawcze, które my dzisiaj balibyśmy się zastosować lub o nich pomyśleć. Kochani, jak ja to czytam, to podkładam sobie siebie i moją grzeszność. Też mamy pewien pomysł i chcemy, żeby jakoś to wyglądało. Posłuchajcie dalej. Bracia i siostry wraz z kuzynami nie pozwalali mi użalać się nad sobą, nigdy się ze mną nie patyczkowali, akceptowali mnie takiego jakim jestem, choć z drugiej strony katowali mnie przez nieustanne żarty i docinki: patrzcie na tego dziwaka na wózku inwalidzkim – to jakiś kosmita! Wrzeszczeli moi kuzyni wskazując na mnie palcem. Pękaliśmy ze śmiechu obserwując reakcję nieznajomych, którzy nie mieli pojęcia, że dzieci dokuczające niepełnosprawnemu chłopcu są w rzeczywistości jego najwierniejszymi kompanami. To mi uratowało życie. Matka powiedziała mi kiedyś: Nick, musisz bawić się z normalnymi dziećmi, ponieważ jesteś normalny. Po prostu nie masz rąk i nóg i tyle. Matka postawiła mi poprzeczkę na odpowiedniej wysokości na wiele kolejnych lat. Nie chciała, abym czuł się innym, gorszym, czy pod jakimkolwiek innym względem ograniczonym. Nie chciała, żebym zamknął się w sobie lub czuł się zakompleksiony lub ograniczony tylko dlatego, że jestem inaczej zbudowany. Już wtedy rodzice starali się zaszczepić mi przekonanie, że mam prawo do życia wolnego od ograniczeń. Masz do tego prawo. Nie pozwól się zaszufladkować.

Był taki moment, gdy chciał popełnić samobójstwo. Życie takiego innego człowieka strasznie mu doskwierało – chciał tak się obrócić w wannie, żeby się utopić. Na szczęście któryś brat zauważył, co się dzieje i pobiegł po ojca. I Nick wspomina taką piękną scenę: przyszedł ojciec i zapytał: Nick, o co chodzi z tym samobójstwem? Ciepłym, dobrym głosem zaczął mi opowiadać o różnych dobrych rzeczach, które mnie jeszcze spotkają. Jednocześnie delikatnie odgarniał moje włosy palcami. Zawsze będziemy przy tobie, wszystko się ułoży. Obiecuję ci, że zawsze będziemy z tobą. Z naszą pomocą dasz sobie radę, synu. Żeby ukoić serce dziecka czasami trzeba po prostu pełne troski spojrzenie i czuły dotyk kochającej osoby. Bardzo potrzebowałem takiego ojcowskiego wsparcia. Tata, pocieszającym głosem i pełnym serdeczności gestem przekonał mnie, że będzie przy mnie i utoruje mi drogę. Każdy syn chce ufać swemu ojcu. Tego wieczoru tata dał mi coś, czego mogłem się uchwycić. Ojcowskie wsparcie jest dla dziecka najważniejsze. Gdy nadchodzą cię negatywne myśli, popadasz w depresję, pamiętaj, że masz zawsze wybór. Jeśli potrzebujesz pomocy, poproś o nią. Pamiętaj, że nie jesteś sam. Wyobraź sobie lepszą przyszłość i podejmij działania.

A koniec jego wyznań jest naprawdę wzruszający: cały czas mam w szafie buty, które czekają.

Jest Bóg, który nas nigdy nie opuści , niezależnie, czy nasze życie przebiega według naszego pomysłu czy nie. Bóg nam ciągle mówi to samo: dziecko, Ja cię nigdy nie opuszczę. Niezależnie, co się wydarzy w twoim życiu, Ja zawsze będę z tobą.

Pewnie zwróciliście uwagę, że w dzisiejszej Ewangelii Apostołowie bardzo się miotają, walczą z tą burzą, która zwykle na morzu jest im przeciwna. Byli świadkami cudu rozmnożenia chleba. Jezus mówi: przeprawcie się na drugą stronę jeziora. A oni po prostu nie potrafią tego zrobić – rybacy… I co się dzieje? Przychodzi do nich Jezus, którego oni się boją, bo myślą, że to zjawa. To oni chcą Jezusa uratować. Mówią: siadaj do łodzi. I już są na drugim brzegu. Oni nie mogli tam dopłynąć tylko z jednego powodu: bo przy nich nie było Jezusa.

I zobaczmy – marzenie bezgrzesznego życia, takiego bardzo bezpiecznego, czystego, perfekcyjnego pod każdym względem – to jest nasz pomysł. A Pan Jezus mówi: nie, ty będziesz upadać dalej. Będziesz mieć swoje słabości i będziesz się musiał zmagać do końca. Ale Ja będę z tobą. Ja cię nigdy nie opuszczę. Ja nie pozwolę, żeby stała ci się krzywda.

O Mojżeszu parę zdań jeszcze. Tam na pustyni, pamiętacie, Pan Bóg mu powiedział po imieniu: Mojżeszu! Zawołał go. I to było wydarzenie przełomowe dla Mojżesza. Miał rozpocząć nowy etap swojego życia – mając osiemdziesiąt lat. Na czym polega ta rozmowa? Bóg powołuje Mojżesza, żeby wypełnił jakieś zadanie. I Mojżesz ma mnóstwo wątpliwości i zastrzeżeń. Kiedy odchodzimy od kratek konfesjonału, jesteśmy w takim stanie jak teraz. I zaczynamy mieć wątpliwości: no, tak tu jakiś Nick, tu coś tam, ale nie nie… Jeżeli byśmy nie mieli wątpliwości i zastrzeżeń – to jest niebezpieczny sygnał: UWAŻAJ! Bo coś jest nie tak.  Jeżeli Bóg cokolwiek proponuje, to zawsze mamy wątpliwości, zawsze mamy zastrzeżenia i mówimy: Panie Boże, ale Ty się na pewno nie pomyliłeś? Bo może o kogoś innego Ci chodzi? Posłuchajcie, jak to było z Mojżeszem. Miał mnóstwo wątpliwości i zastrzeżeń i kiedy Pan Bóg mu powiedział wyraźnie: pójdziesz do faraona i powiesz mu: wypuść mój lud na pustynię (Mojżesz jest ścigany listem gończym za zabicie Egipcjanina – to jest jasne, że jak tylko przekroczy granicę, grozi mu śmierć) – a Bóg mu mówi: pójdziesz do paszczy lwa i prosto w oczy mu powiesz, że ma wypuścić naród, czyli oddaj Moją własność. I co odpowiada Mojżesz? Ale ja się nie nadaję. I mam wyrok śmierci. Pójdziesz, bo Ja ci każę. I Mojżesz nie mając czym się bronić odpowiada to, co my zawsze mówimy, kiedy Pan Bóg do nas woła: Panie Boże, kim ja jestem?

Jakby ktoś znajomy nam powiedział: wiesz, tak mi w życiu nie idzie, kim ja w ogóle jestem? Takie nic jestem. To co my mówimy? Ale daj spokój, potrafisz zrobić wiele fajnych rzeczy, weź się ogarnij, masz rodzinę, dom, pracujesz, zarabiasz pieniądze, jesteś potrzebny  – pocieszmy takiego człowieka. A co odpowiada Pan Bóg Mojżeszowi? JA będę z tobą. Jesteś nikim, ale JA będę z tobą. Ty się nie nadajesz, ale ponieważ JA z tobą pójdę, to na pewno dasz radę. Ale Mojżesz jest bystry i mówi: no dobra, ja jestem nikim, to już wiemy, ale Ty – Kim jesteś? I Bóg mu odpowiada, najważniejsze chyba zdanie objawiające tajemnicę Boga – JA JESTEM, KTÓRY JESTEM. Moje Imię to jest JESTEM. I to nie jest tylko stwierdzenie faktu obecności Pana Boga. To JESTEM to jest aktywność, to jest działanie, nie tylko obecność. Kiedy Bóg Mojżeszowi mówi: Ja JESTEM z tobą, to mówi: JA z tobą działam, JA ci daję siłę – JA będę działał, ale przez ciebie, przez twoje ręce. O tym mówi dzisiejsze czytanie. Czy myślicie, że ci wybrani na diakonów byli najwspanialszymi facetami w okolicy? Wcale nie. Czy uważacie, ż Apostołowie to byli najwspanialsi faceci? Nie, oni się kompletnie do tego nie nadawali. To byli rybacy, a rybak to prosty chłop, wie jak rybę wyłowić, ale ani nauki, ani dyplomacji, a tu trzeba było przed narodami występować. Potem Pan Jezus sobie znalazł Pawła. Paweł był bez grzechu? Nie. Augustyn, kawał łobuza, nieślubne dziecko, nie wiadomo co jeszcze, trzydzieści lat matka się modliła o jego nawrócenie. Bóg nie wybiera według naszych kryteriów tego, kto się nadaje, tego, kto jest święty. Im bardziej się nie nadajesz, tym bardziej się nadajesz. Bo ten, kto jest przekonany, że się nadaje, to nic nie zrobi w Imieniu Pana Boga, bo będzie realizował tylko i wyłącznie swoje pomysły, tylko i wyłącznie swoją wolę.

I Bóg mówi: JA będę z tobą i dlatego będziesz działał. Mojżesz odpowiada: ale ja się nie nadaję. Bóg mówi: weź tę laskę i rzuć ją – zamieniła się w węża, a Bóg mówi: złap go za ogon. Wiecie, co to znaczy złapać węża za ogon?