homilia niedziela

 
Rozpoczynamy dzisiaj, kochani, w Kościele tydzień biblijny. To taki szczególnyczas, w którym uświadamiamy sobie, że Bóg w swojejdobroci i miłości do każdego człowieka nie tylko chce do nas przemawiać, ale ciągle do nas mówi. Gdyby tak zapytać przygodnie spotkanego człowieka wierzącego: kiedy ostatnio Pan Bóg coś do ciebie powiedział?, topewnieniejedenznasmiałby poważny problem z udzieleniem odpowiedzi na takie pytanie. Bóg mówi. Symfonia Jego głosu, Jegosłów ciągle rozbrzmiewa w świecie. Ale tak jak z wieloma innymi sprawami, my ciągle tego nie słyszymy, nie myślimy o tym, w ięc tego nie zauważamy, tak jak nie myślimy o powietrzu, którym oddychamy, owodzie, którą pijemy. W tym tygodniu biblijnym w szczególny sposób zwracamy się do Pana Jezusa z taką prośbą: "Daj nam zrozumieć Pisma, niech pała nasze serce, gdy do nas mówisz". Kiedy Bóg przemawia, kiedy Bóg poruszatajniki naszego serca, to wtedy świat wygląda zupełnie inaczej, wtedy świat zyskuje jakby instrukcję obsługi - to, co Pan Bóg mówi donas, to, do czego nas zachęca i zaprasza - taki właśnie rodzaj mówienia dotyczący tego jak żyć w świecie, jak funkcjonować, jak korzystać z tegoświata, by wszystko wychdziło na prawdziwe dobro. "Wznieś ponad nami, światłość Twoją, Panie". Tak jest podane, że Jego światłość, Jego mądrość zawsze przewyższają nasze ludzkie dociekania, działanie naszego rozumu i to wszystko, co człowiek swoimi doczesnymi siłami  potrafi wytworzyć. 
Jesteśmy w okresie Wielkanocy, w takim radosnym okresie, w którym pierwszym i podstawowym słowem rozważanym przez nas jest słowo "zwycięstwo". Ale zaraz za tym słowem: zwycięstwo nad grzechem, nad śmiercią, nad wszystkim co złe w człowieku, idzie drugie słowo, które sprawia, że tozwycięstwo Chrystusa staje się niezmiernie tajemnicze. Tym drugim jest słowo "cisza". Pewnie pamiętamy klimat Wielkiej Soboty, to dwa tygodnie temu było: dużo ludzi w kościołach, wszyscy przychodzą poświęcić pokarmy, alejeżeli była taka wolna chwila między tymipoświęceniami, że mieliśmy okazję uklęknąć przy Bożym grobie, to można było doświadczyć tejwłaśnie ciszy. Ucichły już wszelkie wołania, zrobiono już wszystko - Jezus martwy leży w grobie. I gdyby zapytać - gdzie to zwyciąstwo? - Bóg leży w grobie, zabity, pokonany, Ten, który jest Panem życia i śmierci. Uczniwiei idący do Emaus powiedzą: "Myśmy się spodzielwali, ze On miał wyzwolić Izraela", a tu już trzeci dzień po tym jak został zabity, my nic z tego nie rozumiemy. 
Kochani - jest taka cisza, która towarzyszy ziemi dobrze uprawionej. Gdyby ktoś nienawykły do rolnictwa poszedł zimową porą na pole i spojrzał na to, co tam widać, to by powiedział: tam nic nie ma; leży śnieg, jest jakieś pole, co to ma być? I gdyby mu powiedzieć: kochany, nie masz racji, jak tylko przyjdzie wiosna, zaświecą pierwsze promienie słońca, jak się pojawi wilgoć, to z tej ziemi, na której ty nic nie widzisz,wyrosną bogate plony, będą obfite, wspaniałe, będzie złociste zboże i z tego pola będziesz jadł chleb - to by powiedział: nie, to jest niemożliwe, tutaj nic nie ma. To jest cisza ziemi, zagonu dobrze zasianego; zagonu, w którym tkwi tajemnica życia, tajemnica ziarna, które musi wydać plony. 
Jest cisza jeziora. Pamiętamy tę historię - Apostołowie całą noc pracowali i nie złowili ani jednejryby. A potem Jezus do nich powiedział: zarzućcie sieci po prawej stronie; i zarzucili. I kiedy płynęli do brzegu, to pod wodą ciągnęli wielkie bogactwo - to była cisza jeziora, które zawierało w sobie wielką tajemnicę zwycięstwa. 
Była taka cisza grobu Łazarza, kiedy wszystko wydawało się zakończone. Przyszedł Jezus i tę ciszę zakłucił mówiąc: Łazarzu, wyjdź nazewnątrz! 
Jest, szczególnie w niedzielę, taka cisza poranka; już wiadomo, co będzie - że się ubierzemy, że pójdziemy do kościoła, ale to za chwilę, na razie jeszcze jest cisza....
Jest taka cisza człowieczego serca, które jest dobrze zasiane Bożym Słowem. Tym Słowem, o które dziś prosimy, aby Bóg posiewał w naszym sercu. Tym Słowem, które czerapliśmy z uczestnikami rekolekcji. Jeszcze nic nie widać, jeszzcze się wydaje, że się nic nie zmieniło, jeszcze można powiedzieć: no, i co z tego jest? Nieprawda! Jest zwycięstwo, ale zwycięstwo zamknięte na razie w tajemnicy ziarna. 
I kiedy przez następne tygodnie Pan Jezus przychodzi do Apostołów - wszystkie teksty Ewangelii, które czytamy od Wielkanocy aż do dzisiej - On przychodzi, aby umocnić w nich wiarę. Ta noc jest spokojna. Jeszcze nic nie wyrosło, ale jeżeli będziecie wierzyć, to będziecie świadkami rzeczy nieprawdopodobnych. Ten świat się zmieni przez was, przez to, co temu światu zaniesiecie. I dzisiaj jest, można powiedzieć, kolejna seria argumentów, przez które Pan Jezus próbuje przekonać Apostołów, że On faktycznie zmartwychwstał. 
Jak czytamy dzisiejszą Ewangelię,to widzimy tam taką nieprawdopodobną konsekwencję. Zobaczcie: Jezus przychodzi do uczniów, którzy o tym właśnie rozmawiają. Ci, którzy wędrowali do Emaus wrócili szybko do Jerozolimy i mówią do Apostołów: słuchajcie, jest tak: dołączył się ktoś do nas jak szliśmy, myśmy z nim gadali całą drogę, na koniec daliśmy Mu gościnę, a On się okazał być Jezusem Zmartwychwstałym. I w tym momencie, kiedy do nich dociera ta informacja, kiedy oni mówią: to niesamowite!, Jezus wchodzi przez zamknięte drzwi i mówi: pokój wam! nie bójcie się, to Ja jestem. I żeby udowodnić to, że faktycznie jest tym, za kogo oni Go uważają, a  nie mogą i nie chcą na razie uwierzyć, myślą, że widzą ducha, zjawę, Jezus konsekwentnie, krok po kroku podaje im argumenty: czemu jesteście zmieszani? Dlaczego wątpliwości budzą sięw waszych sercach? Popatrzcie na moje ręce i nogi, są przebite. Nikt, kto ma przebite ręce i nogi i bok nie może chodzić i normalnie funkcjonować. To jest mój znak rozpoznawczy. Przecież wiecie, że w piątek zostałem przybity do krzyża. Dotknijcie Mnie - nie jestem zjawą, duchem, wam się to nie wydaje. I tydzień temu słyszeliśmy, że Tomasz dotknął Jezusa. Najsilniejszy argument - dotknięcie ciała drugiego człowieka. A oni jeszcze niewierzą. Jezus pyta: macie coś do jedzenia? Tak, odpowiadają, mamy rybę. Pan Jezus zjada rybę, tym czynemmówiąc: to jestem na prawdę Ja. Zależy mi, abyście uwierzyli w fakt Mojego Zmartwychwstania. Bo tojest wydarzenie przełomowe, to jest zwyięstwo, którego na razie jeszcze nie widać, ale ono już jest dokonane. Ono już zostało odniesione. 
To wszystko było nie tylko po to, aby Apostołowie uwierzyli, ale przede wszystkim po to, aby Apostołowie byli świadkami Jezusa Zmartwychwstałego. Teraz Jezus mówi im, że On już nie będzie czynił cudów, nie będzie nauczał, nie będzie wskrzeszał; teraz oni będą to robić. Jednak, aby tak się stało, muszą w Niego wierzyć. Muszą wierzyć, że cokolwiek przydarzy się w ich życiu, to On jest zwycięscą. Nawet, jeżeli na razie tego jeszcze nie widać. Przyjdzie taki moment, kiedy wszyscy powiedzą: aaa, to o to chodziło! Tak, właśnie o to, że On zawsze zwycięża. 
Kochani, co to znaczy być świadkiem Jezusa Zmartwychwstałrgo? Co to znaczy być świadkiem swojej wiary. My zazwyczaj, gdy słyszymy o świadectwie, o potrzebie świadczenia, to mamy na myśli męczenników. Całkiem poprawne rozumowanie: oni zapłacili cenę najwyższą, bo przelali swojąkrew. 
Rekolekcje, które dzisiaj kończymy, były związane z osobą św. Jana Marii Vianney'a, bardzo ubogiego wiejskiego Księdza. On nie był męczennikiem, nie przelał swojej krwi, nie zrobił niczego wyjątkowego, po prostu był proboszczem w swojej biednej, niektórzy twierdzili - zacofanej wiosce Ars. Parafia liczyła około 300 osób. Spędził tam całe żyie robiąc zwykłe codzienne drobiazgi. My w naszym życiu chcielibyśmy krew przelać, pojechać na misje, ale pewnie się to nie stanie.
Jezus mówi: wy jesteście świadkami tego - TEGO to znaczy zwycięstwa: życia nad śmiercią, prawdy nad kłamstwem. To jest właśnie codzienne świadectwo. Czasem trzeba coś stracić, czasem musi zaboleć. 
Św. Jan Maria Vianney był właśnie takim człowiekiem - całe życie głosił prawdę, prawdęniewygodną; uważany był za dziwaka, jego koledzy księża wyśmiewali go, że jest intelektualnym prostakiem, a on nigdy nie wycofał się z takiego zwycięstwa. 
Prymas Tysiąclecia w 1966 roku podczas uroczystości milenijnych w Gnieźnie mówił: wiecie, jak trudno utrzymać się na kraju, wieją tam potężne wichry i szaleją burze. Trzeba mocno się trzymać skały, żeby nie spaść na dno przepaści. Trzeba nielada wysiłku i męstwa, żeby się ostać. Tylko orły szybują nad graniami, nie lękają się przepaści, wichrów i burz. Musicie mieć w sobie coś z orłów: serce orle, wzrok orli - ku przyszłości. Musicie ducha hartować i wznosić, by móc jak orły przelatywać nad graniami. Będziecie wówczas mogli, jak orły, przebiegać przez wszystkie burze nie dając się spętać żadnymi pętami. Pamiętajcie: orły to wolne ptaki, które szybują wysoko. Pamiętajcie, że i wy jesteście z pokolenia orłów. Niech to będzie dla was znakiem, wskazaniem drogi. 
Pamiętamy pewnie wszyscy wodza Aleksandra Macedońskiego. Kiedyś zbliżała się bardzo niebezpieczna dla wojska bitwa. Stali gotowi do bitwy w szeregu, w ich oczach widać było gotowość na wszzystko, nawet na śmierć dla sprawy, za którą mieli walczyć, a Aleksander zaczął jeździć między nimi i zwyczajnie rozmawiać, jednego zapytał o imię, przypomniał mu, że jego ojciec walcząc w jego wojsku zginął. I wskazał mu: pamiętaj za co się bijesz, za pamięć ojca. Drugiego zapytał, czy ma dzieci, pokazując, że jeżeli nie będzie o nie walczył, to one zgnią. Dawał im rozmową ducha, taką wielką siłe. Kochani, Jezus Zmartwychwstały po to przyszedł do Apostołów, żeby im to powiedzieć. Że są Jego własnością, że należą do Jego armii, mają walczyć i zwyciężać. Nie wolno im dać się pokonać. Pamiętajcie, że waszym bratem jest Jan Paweł II, waszą siostrą Matka Teresa z Kalkuty, Męczennicy, którzy przelali krew są waszymi braćmi.Jeśli będziecie wierni - dostaniecie wieniec życia. Amen.