homilia

Aniela Salawa, błogosławiona Kościoła Katolickiego, tercjanka franciszkańska, mistyczka, która rozmowy z Panem Jezusem spisała w „Dzienniku”. Całe życie pracowała jako służąca. Jest patronką gospodyń.

W życiu Anieli Salawy łatwo dostrzec trzy różne etapy. Pierwszy z nich to dzieciństwo, które upływało w Sieprawiu, wiosce położnej 18 km od Krakowa. Urodziła się 9 września 1881 r. jako jedenaste dziecko Bartłomieja i Ewy z Bochenków. Rodzina Salawów żyła ubogo, ale nie w nędzy. Jej utrzymaniem było niewielkie gospodarstwo rolne. Ponadto Ojciec prowadził kuźnię. Był pracowity i pracowitości uczył wszystkie dzieci. Sąsiedzi widywali go jak w pracy siadał przed kuźnią z książką do modlitwy lub z różańcem. Matka była córką zamożnego piekarza z Sułkowic. Ponieważ jednak wyszła za mąż wbrew woli rodziców, rodzina zerwała z nią wszelkie kontakty. Umiała czytać i pisać, co w owych czasach nie było częstym zjawiskiem. Posiadała kilka religijnych książek. Kiedy czas na to pozwalał, czytała je głośno dzieciom i wyjaśniała im prawdy wiary. Oboje rodzice starali się wychować dzieci religijnie oraz przygotować je do trudnej drogi życia.

 

Po latach Aniela wspominała: „Mama uczyła nas mało jeść, dużo pracować i dużo modlić się”. Jakkolwiek nauka w szkole nie była wówczas obowiązkowa, wszystkie dzieci Salawów nauczyły się czytać i pisać. Aniela przez dwa lata chodziła do szkoły. Uczyła się też katechizmu i w 1893 r. przystąpiła do pierwszej Komunii świętej. Od dzieciństwa pomagała w pracach domowych. Przez jeden rok pracowała jako służąca na gospodarstwie u sąsiadów. Gdy skończyła 16 lat, ojciec chciał, aby wyszła za mąż. Aby tego uniknąć, za przykładem starszej siostry Teresy, udała się do Krakowa "na służbę". Tak rozpoczął się drugi etap jej życia. Dzięki pomocy siostry znalazła pracę. Jej pierwsza "pani" mówiła o niej: „Dziewczę spokojne, uczciwe i religijnie wychowane, ale nie przyzwyczajone do dzieci. Ja miałam małe dzieci, więc musiałam ją zwolnić”. Potem jeszcze wielokrotnie Aniela zmieniała służbę. Musiała wiele się nauczyć, ale też znieść niejedno upokorzenie. Traciła zaufanie do ludzi. Tęskniła za domem. Często odwiedzała rodzinę. W owym czasie nie zaniedbywała praktyk religijnych, ale była to pobożność raczej czysto zewnętrzna, bez głębszych przeżyć. W drugim roku pobytu w Krakowie Aniela przeżyła dramat - zmarła jej siostra Teresa. W czasie choroby odwiedzała ją w szpitalu. Wiele wtedy rozmawiały. Umierająca starała się przekazać siostrze własne doświadczenia, zwłaszcza to wszystko, co dotyczy życia religijnego. Mówiła jej: „Ty pracujesz dla siebie, a powinnaś dla Boga”. W życiu Anieli nastąpił przełom - wkroczyła w trzeci, decydujący etap. O śmierci siostry mówiła: „Zdaje mi się, jakby Pan Jezus włożył koronę cierniową na moją głowę”. Po śmierci siostry Aniela bardzo się zmieniła. Zmieniło się jej życie wewnętrzne. Uczęszczała na nabożeństwa do Redemptorystów i Franciszkanów na Msze św. i nabożeństwa. Zamierzała wstąpić do zakonu karmelitanek, ale nie została przyjęta. Pozostała "na służbie". W kwietniu 1900 r. wstąpiła do Stowarzyszenia Służby Żeńskiej im. św. Zyty. Dla stowarzyszonych było ono oparciem i pomocą. Zapewniało ochronę przed wyzyskiem, pożyczki w okresach pozostawania bez pracy, opiekę lekarską, a nawet własny szpital. Ważniejsze jeszcze były systematyczne spotkania, nabożeństwa, rekolekcje, możliwość korzystania z biblioteki. Aniela bardzo dużo skorzystała w Stowarzyszeniu. Jeszcze w tym samym roku, po ukończeniu osiemnastu lat, złożyła ślub czystości. Od tego czasu codziennie przyjmowała Komunię świętą i bardzo często wstępowała do kościoła na adorację Najświętszego Sakramentu.

 

W 1903 r. pod wpływem innego spowiednika, redemptorysty o. Stanisława Chochleńskiego ostatecznie zrezygnowała z planów wstąpienia do zakonu, ale wydaje się, że dopiero w 1912 r. pogodziła się z tym wstępując do III Zakonu św. Franciszka z Asyżu. Bardzo dużo wtedy czytała. Doborem lektur roztropnie kierował jej spowiednik. Sam dostarczał jej wielu książek. Były to najpierw podstawowe opracowania o życiu wewnętrznym, a następnie dzieła mistyczne św. Teresy z Avila i św. Jana od Krzyża. Dramatycznie przeżyła Aniela rok 1911. Zmarła w młodym wieku pani, u której służyła i którą bardzo lubiła i szanowała. Zajęta jej pogrzebem nie mogła uczestniczyć w pogrzebie własnej matki (ojciec zmarł w roku 1906). W tym samym czasie jej spowiednik o. Stanisław Chochliński zmusił ją, by poszukała sobie innego kierownika duchowego, co sprawiło jej wielką przykrość. Opuszczona przez bliskich, jedynie w Bogu szukała pociechy i siły. To w tym czasie miała na modlitwie usłyszeć głos Chrystusa: „Córko moja, o cóż ci tak chodzi, przecież ja ciebie nie opuszczam”. Pod wpływem natchnienia odprawiła spowiedź generalną w kościele księży misjonarzy na Nowej Wsi pod Krakowem. Powiedziała potem przyjaciółce: „Ileż brudów kryje się w człowieku. Teraz czuję się krzepka i silna”. Jej stałym spowiednikiem został teraz redemptorysta, o. Waroux (Warła). W okresie I-szej wojny światowej szpitale krakowskie, a nawet klasztory i domy prywatne zapełniły się rannymi. W mieście przetrzymywano wielu jeńców wojennych. Aniela wykorzystywała wszystkie wolne chwile, aby pielęgnować rannych i wspomagać jeńców. Pod koniec wojny, za namową spowiednika, zaczęła prowadzić dziennik, w którym pisała o swoich przeżyciach mistycznych, o znoszonych cierpieniach, o szczególnych łaskach, jakimi obdarzał ją Bóg. Był to początek najtrudniejszego okresu jej życia. Nasilająca się choroba uniemożliwiała jej pracę (stwardnienie rozsiane, rak żołądka i gruźlica). Korzystała wtedy z wcześniejszych oszczędności i z pomocy Stowarzyszenia św. Zyty.

Anielę cechowała bezgraniczna ufność w Opatrzność Bożą. Nie przywiązywała żadnej wagi do rzeczy doczesnych. Nie czyniła starań o żadne oszczędności. Cały swój zarobek rozdawała ubogim lub przeznaczała go na cele dobroczynne. Cieszyła się, gdy mogła innym pomóc. Od ludzi jej wrogich doznawała zaś wiele goryczy i przykrości, a nawet krzywd.

Bł. Aniela wyrobiła w sobie delikatne sumienie. W pracy była szybka i dokładna; utrzymywała wokół siebie porządek. Mówiła, że „Pan Jezus kocha ludzi schludnych”. Nie była nigdy skora do gniewu. Nie płaciła nigdy złem za doznane krzywdy, a upokorzenia chętnie wybaczała. Promieniowała czystością duszy. Nazywano ją "świętą panienką". Miała szczególne nabożeństwo do Najświętszej Maryi Panny, do Męki Pańskiej i Eucharystii. Te cechy jej duchowości zaznaczały się w rozmowach i praktykach religijnych. Należy ona do nielicznych dotąd polskich mistyczek. Jest mistyczką z ludu. Chociaż nie miała profesjonalnego wykształcenia, to odznaczała się wielką inteligencją i rozsądkiem wyrobionym przez rozmyślanie i lekturę duchową. W miarę upływu lat jej przyjaźń z Bogiem stawała się coraz bardziej intensywna. Choć wiele cierpiała, to jednak czuła się osobą bardzo szczęśliwą. Często ludzie z otoczenia jej nie rozumieli Ona jednak nie narzekała. Nigdy nie mówiła źle o bliźnich. W ostatnich latach życia przeżyła wielkie cierpienia fizyczne i duchowe. Ofiarowała je za grzeszników i za Polskę. Bywały wypadki, że brała na siebie cudze cierpienia - i Pan Bóg ją w tych sytuacjach wysłuchiwał.

 

Przekonanie o jej świętości było tak powszechne wśród ludu, a szczególnie wśród osób, które ją bliżej znały, że wnet po pogrzebie zaczęto klękać przy jej skromnym grobie na cmentarzu Rakowickim w Krakowie i wzywać jej pomocy. Aniela, która za życia niosła bliźnim wieloraką pomoc po śmierci wysłuchiwała próśb proszących ją o pomoc wiernych. Na jej grobie działy się cuda.

Zmarła 12 marca 1922 r. w szpitalu Stowarzyszenia. Została pochowana na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie, jednak po ekshumacji dokonanej 13 maja 1949 ostatecznie spoczęła w Kaplicy Męki Pańskiej kościoła św. Franciszka z Asyżu.

Opinia świętości i prowadzona przez franciszkanów dokumentacja życia Anieli Salawy oraz uzdrowień przypisywanych jej wstawiennictwu stały się podstawą wszczęcia procesu beatyfikacyjnego. Cudem wymaganym przez Kościół katolicki do beatyfikacji zostało uznane uzdrowienie ośmioletniego chłopca Grzegorza Serafina z Nowego Targu. Dekret stwierdzający heroiczność cnót Anieli został ogłoszony 23 października 1987 w Rzymie.

Ojciec święty Jan Paweł II w homilii wygłoszonej podczas Mszy św. beatyfikacyjnej 13 sierpnia 1991 r. tak mówił o Anieli Salawie:

„Wielką jest moja radość, że mogłem w dniu dzisiejszym dokonać w Krakowie beatyfikacji Anieli Salawy. Ta córka ludu polskiego, urodzona w niedalekim Sieprawiu, znaczną część swego życia związała z Krakowem. To miasto było środowiskiem jej pracy, jej cierpienia, jej dojrzewania w świętości. Związana z duchowością Świętego Franciszka z Asyżu, okazywała niezwykłą wrażliwość na działanie Ducha Świętego. Świadczą o tym zapiski, jakie po niej pozostały. (...)

Na zakończenie tej Eucharystii pragnę, aby zabrzmiały jej własne słowa. Pochodzą one z Dziennika. Jedno zdanie jakby szczególnie potrzebne. Tak pisze, tak woła do Chrystusa Aniela:

„Pragnę, żebyś był tak uwielbiony, jak jesteś wyniszczony”.

 „Panie – żyję, bo każesz,

umrę, kiedy chcesz,

zbaw mnie, bo możesz”.